porażenie prądem

W środe t.j. 16-07-2003r zrobiłem sobie niespodziankę i spoconą rekę wsadziłem pomiędzy dwie fazy w złączu. Delikatnie przypiekło mi naskórek na kciuku i “doszło do łokcia”. W piątek zaczął mnie boleć łokieć a właściwie jeden z mięśni czy to moze mieć cos wspólnego?
Boli do dzisiaj przy prostowaniu ręki.
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń.

czy to była praca pod napięciem?? a gdzie rękawice??
życzę zdrowia i mniej takich przygód:)

Witam Kolegę Arkadiusza i wszystkich Kolegów na FORUM.

Z powodu okresu urlopowego maja aktywność jest mniejsza, jak również wielu innych kolegów. Dlatego Kolega może czekać na pomoc, ale radzę nie zbyt długo.

Przewidując iż Kolega Jacek (admin) nie posiada funduszu na kwiatki na nieprzyjemne uroczystości, proponuję aby Kolega Arkadiusz udał się do lekarza. Ból łokcia może być spowodowany tylko nadwytężeniem mięśni, którego osoba porażona nie odczuwa w czasie rażenia. Nie jestem medykiem, ale skąd Kolega którędy prąd rażenia przepłynął?
Ręka pomiędzy dwoma fazami to może być drobiazg,
w porównaniu przepływu pomiędzy lewym palcem, a ziemią
w którym to momencie przepływał prąd przez ów łokieć i serce.

Kolega Jacek (opornik) mówi o rękawicach. Owszem, rękawice tak ale nie przy pracy w złączu do 1 kV. To dopiero tragedia.
Ale ja zadam inne pytanie? A kiedy było ostatnie szkolenie BHP? Jeżeli to było w zakładzie pracy, to czy przełożony został poinformowany?

Proszę nie odpowiadać. Takie pytania i odpowiedzi były, gdy ludzie pracowali normalnie, a nie tak jak dziś. Jak Kolega Jacek pisze powyżej, to dodam, że są takie sytuację gdy pracownik powie szefowi firmy UDUŚ o rękawicach lub dobrych narzędziach, to może to być jego ostatnie pytanie w tej firmie.

Na koniec dla wszystkich Kolegów, którzy lubią (nie) czytać moje wypociny mam dwie wiadomości, dobrą i złą.
Jedna to : “za parę dni nie będę zanudzał, bo jadę na 2-tyg na urlop”, a druga to: “ale jak wrócę to znowu będę nudził”.

Pozdrawiam Krystyn

Kolego Jacku przy pracy w złączu rekawice są tak przydatne jak przy łapaniu komara za… nogę.
Dięki Krystyn za dobre słowo.
Co do kwiatków … to chcę sie wcześniej czy później skremować (tzn. żeby mnie skremowali),… lepiej oczywiście później i… nie przy złączu.
Na szczęście lewą reke trzymałem gdzie indziej…
Zauważyłem jednak ciekawą prawidłowość.
Niestety wpadam w rutynę i nieco tracę ostrożność i wtedy zazwyczaj mam taką niespodziankę (zazwyczaj mniej bolesną) to na nowo przywraca czujność i uczy pokory.
Jestem ciekaw doświadczeń kolegów praktyków którzy pracują często przy instalacjach.
Mam pytanie:
Jak często Was “kopie”?
P.S. Informacje o mojej śmierci są grubo przesadzone

Witam!
-Ten temat zauważyłem dość późno i pierwsze pytanie brzmiało: „[…] W piątek zaczął mnie boleć łokieć a właściwie jeden z mięśni czy to moze mieć cos wspólnego?” (-Koniec cytatu).
-Sądzę, że pytanie to zadał nie elektryk z uprawnieniami „E”, tylko jakiś Teoretyk.
-A może jakaś Kobieta? –Cytuję: „Jestem ciekawa Waszych doświadczeń” (-Koniec cytatu).
-Odpowiedzi są w podręcznikach szkolnych dla Elektryków.
-Odpowiedzi są u lekarza, do którego należy udać się niezwłocznie po porażeniu prądem elektrycznym (-łukiem elektrycznym).
-Przecież można zadać normalnie pytanie: „-Jakie są skutki patofizjologiczne porażenia prądem czy łukiem elektrycznym?”
-A była by z pewnością ciekawa dyskusja.
-Ponieważ wiedzy nigdy za wiele, polecam lektury:

  1. Brunon L. „Instalacje elektryczne w obiektach budowlanych” –rozdz.11 „Człowiek w obwodzie prądu elektrycznego”,
  2. Andrzej B. „Wybrane zagadnienia ochrony przeciwporażeniowej w instalacjach elektrycznych do 1 kV” –opracowanie na stronach internetowych SEP-u („Lektura na weekend”)
  3. Władysław O. „Egzamin kwalifikacyjny elektryka w pytaniach i odpowiedziach”,
  4. Edward M. „Zagrożenia pochodzące od urządzeń elektrycznych”,
  5. Henryk M. „Zagrożenia i ochrona od porażeń w instalacjach elektrycznych”,
    -Miłej lektury!
    -Pozdrawiam!
    -EDI
    PS.-Nie mam doświadczeń poparzenia łukiem elektrycznym ani porażenia prądem elektrycznym ze skutkami patofizjologicznymi, więc kończę udział w tym temacie.

Dzięki Edi za pomoc.
Nie bulwersuj się jednak.
Czy jesteś może elektrykiem praktykującym bezpośrednio przy urządzeniach? - dziwi mnie brak Twoich doświadczeń "bliskich spotkań’ z prądem.

Witam!
-Mimo, że Kolega przedstawia się jako Arkadiusz Maroń(oxy), jest dla mnie anonimem.
-W przeciwieństwie do Kolegi, jestem autentycznym „elektrykiem praktykującym bezpośrednio przy urządzeniach” elektroenergetycznych od niespełna 30 lat (-uprawnienia „E” bez ograniczenia wys. napięcia).
-Powtarzam: „.-Nie mam doświadczeń poparzenia łukiem elektrycznym ani porażenia prądem elektrycznym ze skutkami patofizjologicznymi, więc kończę udział w tym temacie.”
-Pozdrawiam!
-EDI

[color=cyan][/color]
Tak pracujemy pod napięciem. Produkcja i właściciel narzuca styl pracy.
Są granice , kiedy ryzyko jest naszym udziałem , a kiedy musimy powiedzieć - nie.
Wizytacja … nadajnik na blokadzie podpartej. Inżynier z kilkunastoletnią praktyką podlącza się pod wysokie napięcie.
Praca na strychu w pozycji na kolanach 220V łapie skurcz…ostatnim wysiłkiem rozrywamy połączenie lecą narzędzia … skaleczona ręka.
Nie wiemy, kiedy przychodzi moment zmęczenia … zwiększona potliwość ciała i skutki narażenia niewyobrażalne. A to tylko 220V zdawałoby się w normalnych warunkach ledwie łaskocze. Wuzek z przyrządami przebicie … trzepie operatora… zrzuca przyrząd … firma każe ponieść koszty naprawy. Bądźmy stanowczy i nie czekajmy na patofizjologiczne skutki! Życie nie ma wartości … są winni tylko ludzie … “Ci” biedni sprzedający się za niewiele ponad tysiąc złotych … normalni … bo w UE.
:bulb: Nie bądźmy politykami … bądźmy fachowcami!

A ja ostanio mialem dosc smutny, ale zarazem bardzo przerazajacy przypadek. Na szczescie nie dotyczyl mnie :confused:
Duza fabryka, doswiadczony pomiarowiec (30 lat stazu) robil pomiary w polu 20kV. Konkretnie mierzyl prawdopodobnie R izolatorow. Pole bylo odlaczone, ale niestety nie uziemione ! Pana po kilkunastu minutach koledzy znajduja w polu w pozycji bezwladnosciowej lezacego na szynach. Pan ulegl porazeniu U 20kV ! Niestety po pobycie w szpitalu po 2 dniach zmarl. Prawdopodobnie poprzez przekladniki napieciowe 20 kV/100V. Ktos prawdopodobnie podal po N/N 220V - reszty mozna sie domyslec :frowning:

Przyszlo mi robic pelne pomiary i modernizacje automatyki tego pola - brrrrrr… przed oczami mam fragmety wlosow i spalonego ciala na elementach pola :frowning:

Witam.
Dla Pana Arka
Pracuję bezpośrednio przy napięciu w stacji I kategori i wiem co to znaczy tzw. “kopnięcie” oczywiście nie tymi większymi ale też wiem że w miarę wzrostu napięcia moja czujność wzrasta. W mojej pracy spoykałem już wiele przypatków porażeń napięciem powyżej 1 kV i coś wiem na ten temat. Wszystkim tym osobą którym wydaje się że można zawsze pracować bezpiecznie życzę tego, w sytuacjach awaryjnych nie zawsze jest to możliwe.
Życzę wszystkim zdrowia
Andrzej

Witam!

Największym naszym wrogiem jest rutyna i pośpiech.
Kiedyś przy badaniu uziomów podczas odpinania złącza kontrolnego nastąpił przeskok łuku elektrycznego i zapalił mi ręlawice. Był to duży obiekt (ok 30 uziomów) więc rękawice były nasączone smarem i temperatura wynosiła ponad 30 stopni C.

Przyczyna:

  1. Było to ostatnie złącze.
  2. Poprzednie zmierzone pozostały rozpięte.
  3. Silnik wentylatora dachowego miał uszkodzoną izolację.

Skutek.
Właśnie zajarzenie owego łuku elektrycznego.

Środki zaradcze:
Nigdy nie rozpinać wszystkich złączy kontrolnych instalacji odgromowej i uziemniającej nawet po dokładnych oględzinach części naziemnej zawsze przynajnbiej ieden musi pozostać spięty z uziomem!

Wniosek:
Ludzie myślcie, to nie boli.

I jeszcze pytanie do kol. Edwarda.

Czy wypadek, który kolega opisał miał miejsce w młynie, bo jeżeli tak to był to mój kolega.
Zmarł w Nowej Soli na nerki.
Cześć jego pamięci.

Krzysiek

Szacunek i pełny honor dla kolegi :frowning: Naprawde takie chwile uczą pokory :frowning:

Wypadek był w fabryce makaronu Malma we Wrocławiu przy ul. Obornickiej. Czy to jest młyn ? Nie wiem, aczkolwiek sa tam takie duże silosy…

Witam!

Właśnie to się stało w >MALMIE< nie wiem skąd wziął mi sie ten młyn.
Dzięki.

Krzysiek

W takim razie to “ten” wypadek :frowning:

Z całym szacunkiem dla Kolegi, ale może dla nauki (choć wiem, że to moze być nieetyczne) warto przeanalizować ten wypadek ?

Swojego czasu, pracujac na codziennych wyłączeniach w ZEW był zwyczaj czytania zbiorowego każdego nawet najmniejszego wypadku. Prelekcje takie wyzwoliły u mnie cechę pokory która to pomaga mi w myśleniu i przestrzeganiu BHP. Szczególnie przy urządzeniach “pod napieciem” i “w pobliżu napiecia”. Skoro to był Twój kolega i uznasz to za stosowne to proponuję dyskusję szczegołową “jak i gdzie” (pewna część szczegółów znam) celem nauki.

Jesli nie, to CAŁKOWICIE uznaję to i szanuję każdą decyzję…

Witam Kolegę Edwarda i wszystkich Kolegów na FORUM.

Zgadzam się z Kolegą. Nie wiem jak jest teraz, ale ok. 25 lat temu, jak pracowałem w ZE to szkolenia BHP były dosyć często, w których zawsze omawiano i analizowano skutki przypadków porażeń. Pracownicy otrzymywali broszury o takich wypadkach. I to wszystko było zaliczane do godzin pracy, więc każdy musiał być. Ile się nasłuchał a ile chciał się dowiedzieć to jego sprawa, ale zawsze cośmy w tej głowie zostało.
Niestety, dziś sprawa takich szkoleń zanika. Brak czasu, brak pieniędzy itd.
Czy kogoś u GÓRY to interesuje? Chorzy na cukrzycę będą płacić 10 razy tyle za insulinę, chorzy na raka mają czekać w kolejce do lekarza trzy m-ce.

Witam !!
Kol. Edi czy w książkach wymienionych 23 lipca jest coś o udowodnieniu braku napięcia poprzez dotknięcie ręką choćby po uziemieniu.

Witam!
-Jest Kolego Andrzeju opisane. Wszystko wyjaśnię, jak znajdę trochę wolnego czasu.
Wówczas podam lekturę (z cytatami włącznie).

Witam!
Coś tam na kursie na SEP-o było, że dopuszczający (chyba on) powinien udowodnić brak napięcia poprzez dotknięcie przewodu, części gołą ręką. Jakoś tak to szło… a z resztą jest późna godzina i nie mam siły już myśleć.

pozdawiam

Panowie rutyna to największy wróg elektryka.

Przepisy przepisami ale to my sami musimy zawsze najlepiej dbać o własne bezpieczeństwo!
Bo większość pracodawców ma bezpieczeństwo w d … czyli czytaj “głebokim poważaniu”

Nigdy się nie spieszmy bo to przynosi odwrotny skutek.

Ja tam staram się wymagać takie rzeczy jak rekawice, czy inne srodki ochrony - jak mi pracodawca mamrocze - to się pytam czy zapąłcił dodatkowe ubezpieczenie. A jak grozi że zwolni to mówię proszę bardzo za te pieniądze to ja się nie będę narażał. Jakoś nigdy nikt mnie jeszcze z tego powodu nie zwolnił.

Z drugiej strony to jak nie będziemy wymagać to co się stanie ?

Witam wszystkich Kolegów na FORUM.

Zgadzam się z tym i przypuszczam, że dość duży procent “wypadków w pracy” jest tym spowodowany.
Odnośnie pracodawców dbających o bezpieczeństwo i szkolenia BHP w małych zakładach pracy oraz w dużych koncernach energetycznych nie będę się wypowiadał. Wszyscy wiemy jak to dzisiaj jest.
Mam wielu znajomych, którzy pracują w b.dużych przedsiębiorstwach (również w ZE) i zapomnieli kiedy jakieś szkolenia były wymagane.
Nasze durne akty prawne są tak skonstruowane, że każdy pracodawca może mieć to w d…

Ja pozwolę sobie jasno to określić “MAJĄ TO W DUPIE”.
Myślę, że Admin czyta prasę, ogląda TV i zastanowi się czy mój post usunąć pod względem niestosownych (niecenzuralnych) słów.
Przytoczę cytat (motto) z naszej książki z 2000 r., napisany przez mgr inż. Piotra Lechowicza, rzeczoznawcę SEP, który niestety już nic nie napiszę gdyż zbyt wcześnie opuścił grono znanych autorytetów w dziedzinie elektroenergetyki:

Saper i elektryk myli się tylko raz!
Jeżeli przy wykonywaniu pomiarów elektrycznych
jesteś zdenerwowany, wsadź rękę do kieszeni,
jeżeli jesteś bardzo zdenerwowany, wsadź do kieszeni obie ręce.

Myślę, że motto to powinno być przestrogą dla wszystkich elektromonterów. Ale co zrobi “szef firmy”, gdy zobaczy gdzie mamy te ręce?

A na koniec zadam młodszym Kolegom pytanie ilu z Was próbowało sztucznego oddychania i masażu serca na specjalnym manekinie?