Witam,
Więc komplikujmy sobie robotę… Jeśli komuś nie szkoda czasu. A ISO wprowadziliśmy nie z własnej inicjatywy, ale jako wymóg rynku. (dlaczego? chyba każdy wie. Durne wymogi WE jako odpowiedź na zdrową ale za to agresywną konkurencję dalekowschodnich “tygrysów”. Masz ISO? - jesteś nasz. My znamy Twój sposób pracy i “papierkologię” Łącznie z “dupochronami”)
Ale nie o tym…
ISO m/dzy innymi w procedurach może określać wzór protokołu, strony tytułowe i zawartość (wymagane minimum punktów). Tak więc i w tej f-mie był taki zapis w procISO. Znam toto. Na naszym prot. musi być wykaz pracowników wykonujących prace wraz z numerami uprawnień (bez wyszczególniania jakie to one są, do jakiego U, jaki zakres. Ot, numer i basta. Nawet nie ma literki “E” lub “D”. Sam “numer/komisja/rok”.
Oprócz tego ich podpisy i sprawdzający (nr upr, nazw-imię, podpis). jeśli praca dotyczy SN - podpis zatwierdzającego (nasz z-ca Prezesa - techniczny)
Ale wykonując robotę w małej firmie (np posterunku policji, szkole, sklepiku) nie dostarczamy im całej naszej dokumentacji uprawnień. Oni wiedzą, że my je mamy. A my bierzemy pełną odpowiedzialność za nasze wykonawstwo.
I z drugiej strony: Mała firma, jeśli wygra robotę w twj szkole, policji, sklepiku - oświadcza (jak pisałem wcześniej), że posiada uprawnienia, ludzi, sprawdzony sprzęt (jest przecie na wykazie sprzętu w protokóle). Dociekliwy Dyrektor szkoły, komendant, właściciel sklepiku może przecie sprawdzić kto będzie wykonywał prace (jeśli wie o co chodzi). Jeśli nie wie o co chodzi (a nie musi) - ma przecie adres, NIP, Regon, etc, całe namiary firmy wykonywującej mu te badania. PIP ewentualnie sprawdzi sam. Piekarz nie musi wiedzieć, że uprawnienia E z 1993 roku (dotyczące np. tylko generatorów) straciły ważność. I co z tego że je sprawdzi?
A że jakiś Gł Energetyk czegoś nie wiedział? I co z tego? To jego sprawa. Jeśli kolega “robił” za “matkę Teresę” i uświadamiał go - to się dziwię. Od razu niech kolega utworzy publiczną szkołe douczania przy okazji prac pomiarowych u klientów.
To tylko świadczyło o jakimś konkretnym człowieku. Jego PIP, czy inny nadzór będzie “weryfikować”. A jak nie oni - to życie.
Wszystko zależy od wymogów zleceniodawcy. Jak będzie chciał 10 dokumentów dodatkowych, to albo mu je damy, albo nie wygramy roboty.
Jasne, jak pisałem - twórzmy książki. Spodoba się to zleceniodawcom. Jeśli można mieć dwukartkowy prosty protokół z którego wszystko wynika, albo trzydziestokartkową książkę z wykazem osów w firmie z numerami wszystkich uprawnień, dat szkoleń BHP, wszystkich przyrządów w f-mie, dat badań lekarskich z zastrzeżeniami, etc, gdzie jest toto całkowicie nie do poczytania i strawienia. To co wybierze zleceniodawca (jeśli na dodatek ma coś wpisane w uwagach lub zaleceniach)?
A drukarki drukują…
TOTALNE NIEPOROZUMIENIE!
P.S.
Ps. WORD 2002 zakwalifikował to słowo, jako wyraz wulgarny tak, więc proszę tak nie pisać.
Jeśli kolega to poważnie pisze, to pozostaje mi tylko współczuć.
Odsyłam do gazetki “ENTER”. Tam na ostatniej lub przedostatniej stronie publikowane są różne śmieszne komunikaty komputerowe. Wiele z nich jest komentarzem słownika słynnego MS Worda. Osobiście chyba ze dwa lata temu wysłałem swój screen. NIe pamiętam już treści, ale był idiotyczny. Dotyczył wulgaryzmu i słowa używanego potocznie. Były akurat odwrotne niż ogólnie przyjęte w naszym, ludzkim, nie maszynowym znaczeniu. Jeśli ktoś poważnie bierze słownik MS Worda… (oczywiście nie mówię o ortografii)… no coment.
Tak już poza tematem i z innej beczki. Słowo “ciule” w gwarze śląskiej nie miało nigdy zabarwienia takiego jak w języku polskim, literackim. Ja jestem Ślązakiem z “krwi i kości”
To, co powiem nie jest obraźliwe - przechodzimy na gwarę:
Nu dyć, a niech mi sam jakoś ciula nie godo, żech ni mioł prawie…