Odpowiedzialność pomiarowca nigdy się nie kończy?

Moja odpowiedzialność za sprawdzany obiekt

  • Sprzedanie protokołu kończy moją odpowiedzialność, usterka może pojawić się po moim opuszczeniu obiektu i za to nie odpowiadam
  • Niska cena usprawiedliwia moje “niepełne” sprawdzenia
  • Sprawdzam dokładnie, wpisuje do protokołu lub usuwam usterki, uświadamiam zleceniodawcę, zalecam odpowiednie terminy, czasami nie dopuszczam do eksploatacji
  • Odpowiadam za bezpieczeństwo do wyznaczonej daty następnych pomiarów
  • Mam inne zdanie, opisałem poniżej
0 głosujących

O tym, że pomiary nie są tak proste jak sie może wydawać nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak o tym, że odpowiedzialność pomiarowca wcale nie kończą się po opuszczeniu obiektu i ewentualnym czasie oczekiwania na zapłatę już owszem.

Miałem ostatnio przyjemność rozmawiać z osobą oceniającą solidność pracy pomiarowców na potrzeby sądu. Jak mówimy o sądach to oznacza, że jest sprawa i najczęściej z powodu nieszczęścia. Przy tej okazji chciałbym zwrócić uwagę na jeden mały drobiazg. Zanim ocenie zostanie poddana poprawność i solidność wykonania pomiarów, sprawdzane jest czy w ogóle pomiary zostały wykonane.
Nie mogę się powstrzymać od małej dygresji: moim zdaniem świat prawników obraca się trochę w innym świecie. Ale może to na inny temat…

Jeżeli pomiarowiec “wyciągnie zeszyt” ze swoimi notatkami wykonywanymi na obiekcie, grafolog potwierdza jego autentyczność i zwykle sąd nie kwestionuje że pomiary się odbyły.

I tutaj moje wątpliwości. Jak wygląda sprawa gdy posiadamy supernowoczesny miernik wyposażony w pamięć i rezygnujemy z “zeszytu”?

Tylko ułomność rozwiązań producentów mierników, ratują Elektryków przed brakiem jakichkolwiek notatek. Jak wiemy większość mierników wyposażonych w pamięć i tak wymaga ich robienia.

Oczywiście to jest tylko jeden aspekt sprawy i nie najważniejszy dopóki nic się nie wydarzy. Zapraszam do udziału w sondażu jakie jest Twoje zdanie (sygnatariusza protokołu) na temat odpowiedzialność za bezpieczeństwo na badanym obiekcie.

PS: Dopytałem jeszcze jak do tego ma się rozwiązanie takie jak stosowane w ProtonMobile, gdzie wyniki z programu są przesyłane do dalszej obróbki z wykorzystaniem internetu. Okazuje się, że e-mail stanowi bardzo dobry dowód.

PS2: Jak się coś wydarzy to kończą się sentymenty, a firmy ubezpieczeniowe moją najlepszych prawników :frowning: Trochę to wszystko smutno zabrzmiało :slight_smile:

Może jednak trzeba.

Jak już kol. Jacek poruszył temat pomiarów i odpowiedzialności za nie, to dodam coś od siebie. Otóż widząc dzisiejsze firmy instalatorskie mające w swych szeregach “pomiarowca” mającego stworzyć protokół “zawsze pozytywny”, bo szef innego nie toleruje, a robota już skończona - zastanawiam się dlaczego nie ma lub nie funkcjonuje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności takich firm, bo oprócz dokumentacji częstą praktyką jest, że nic więcej nie pokrywa się z rzeczywistością - jednym słowem: wielka fikcja na potrzeby odbioru roboty. A powinny to być pomiary odbiorcze co za tym idzie o szerszym zakresie niż okresowe; wyniki tych badań mają być w późniejszych przeglądach brane jako dane wejściowe do prawidłowej oceny procesów zużycia instalacji.
Każdemu ze swoich klientów tłumaczę, że pomiary po pracach instalacyjnych powinien robić niezależny pomiarowiec (inna firma) ale niestety ekonomia jak zawsze górą.

Poco robić pomiary jak do odbioru potrzebne jest zaświadczenie ?
Nie ma kontroli to nie ma potrzeby wydawania niepotrzebnie pieniędzy. Inwestora nie zmusi się do zapłacenia za pomiary. Ciekawy jestem kiedy pomiary robią supermarkety jeśli pracują 24 godziny ?

Niestety zarówno wiedza części pomiarowców, jak również podejście do wykonywanych czynności pozostawia wiele do życzenia. Wykonuję bardzo dużo pomiarów i to z czym się stykam przerasta najśmielsze wyobrażenia. Niestety fakt jest taki, iż jeśli chcesz prawidłowo i sumiennie wykonać pomiary wiąże się to z dużym nakładem czasu, a dla wielu instytucji jedynym kryterium jest cena. Czego po takich pomiarach można się spodziewać sami wiecie.

Co do odpowiedzialności to nie tylko problem pojawia się w sytuacji wypadku, lecz również podczas kontroli PIP, ponieważ kontroler ma prawo również skontrolować firmę, która wykonywała pomiarów. W ostatnim czasie sam taką kontrolę przeżyłem

Inwestor mówi ja potrzebuję tylko papier.

Poleć kolego takiemu inwestorowi papier np MOLA, listki się dobrze odrywają, jest miękki i przyjemny, ponadto nie targa się przy użyciu :smiley: , bo “takiego” papieru jest warty “taki” inwestor (z taką świadomością).

Przypomina mi to analogiczną sytuację z przeglądami technicznymi pojazdów, pamiętam jak za dawnych lat krążyły opowieści jak to zaradniejsi kierowcy na czas przeglądu pożyczali koła z wysokim bieżnikiem aby przegląd mógł się odbyć pozytywnie.

Trochę podobnie kombinują inwestorzy którzy nakazują wykonanie pomiarów ale tylko w niektórych pomieszczeniach po to by było ich mniej (taniej)
W takich przypadkach niezwykle dokładnie opisuję w których pomieszczeniach byłem i które pomieszczenia są na protokole.

W uwagach również wpisuję formułkę “Niezależnie od przeprowadzonych pomiarów, pomiary należy wykonać ponownie jeżeli stan instalacji uległ pogorszeniu lub nastąpiły uszkodzenia”

Oczywiście tekst typu “potrzebny tylko papierek” skutkuje tym że inwestor musi dalej szukać.

Generalnie brakuje informacji w mediach że jakiś pomiarowiec stracił uprawnienia i jest ciągany po sądach a szkoda.

Problem pomiarów i ich rzetelności wraca jak bumerang. Ponieważ nie jest to bezpośrednio moja działka ale czasami mam z nią do czynienia z racji nadzorów nad robotami to pozwolę sobie napisać kilka słów.
Po pierwsze, rzetelność pomiarów. Na form sprawę poruszają ci którzy z nimi się zderzają, ci co buble wytwarzają głosu pewnie nie zabiorą.
Po drugie. Pomiary można podzielić na powykonawcze i okresowe. Niektórzy mogą pewnie dopisać, że w domkach i innych obiektach. Dla mnie różnicy pomiędzy domkiem a supermarketem nie ma żadnej.
Na obiektach gdzie jest inspektor nadzoru sprawa jest bardziej ucywilizowana. Będąc inspektorem mówię zawsze wykonawcy, że pomiary mają być realne bo będę je weryfikował przed przyjęciem protokołów. I tu przysłowiowy bat na pomiarowca się kończy.
Przy pomiarach okresowych zaczyna się samowolka. I to Wy panowie jako brać pomiarowa jesteście tego sprawcami. Bierzecie robotę za kilka złotych i potem robicie fragment z zakresu bo inwestor … nie ma pieniędzy. A co to Was obchodzi? Boicie się napisać, że instalacja nie nadaje się do eksploatacji, nie informujecie o takich sytuacjach Nadzoru Budowlanego.
Kto z Was widząc ostatni protokół napisany zza biurka doniósł obywatelsko na poprzednika partacza?
Jeżeli wszyscy solidarnie odmówilibyście roboty za grosze to w końcu (oczywiście, że nie w ciągu jednego roku) zlecający zrozumie o co chodzi i sprawy pójdą w dobrą stronę.
I sprawa ostatnia. Cena i wartość swojego podpisu. Jacek napisał

I tu każdy powinien się zastanowić zanim coś podpisze. Prokurator powoła biegłego, ubezpieczyciel również zrobi wszystko aby nie wypłacić odszkodowania a w spornych przypadkach również sąd powołuje biegłych a ci potrafią znaleźć winnego. Tak więc dla swojego dobra i w trosce o rodzinę pamiętajcie o tym potwierdzając nieprawdę.
PS
Do nikogo na forum z imienia i nazwiska tego nie pisałem. To tylko takie moje przemyślenia.

Nie bardzo ogarniam temat poruszany na forum. Dla mnie liczą się wskazania miernika i to jest przenoszone na formularz protokołu. Przed dokonaniem pomiarów trzeba uzgodnić z inwestorem czy wpisujemy usterki do protokołu, usuwamy odpłatnie czy też inwestor przyśle elektryka który będzie na bieżąco usuwał nieprawidłowości stwierdzone podczas dokonywania pomiarów. Mamy teraz do dyspozycji wspaniałe przyrządy pomiarowe i oprogramowanie które na bieżąco wychwyci wszelkie nieprawidłowości, tak że rola pomiarowca sprowadza się w zasadzie tylko do tego aby wykonywać pomiar dokładnie z wcześniej przygotowanym harmonogramem. I czego tu się bać.

Widać ze kolega ma pełny komfort pracy , a należy się bać inwestorów co chcą pomiarów dobrych bo potrzebny papier . A o usterkach nie chcą słyszeć bo to koszty i to całkiem nie małe . Podam najnowszy przykład ; Zakład państwowy zlecił wykonanie pomiarów ochrony odgromowej(budynek łaźni pracowniczej) , po oględzinach stwierdzono brak takowej instalacji ,jedyne co pozostało to kikuty płaskowników po uziomach . Pytamy o papiery brak i co myślicie powiedział inwestor, on potrzebuje tylko papieru dla kontroli . Po paru miesięcznych przepychankach inwestor zrozumiał że takowego protokółu nie otrzyma i zlecił wykonanie projektu wraz z wykonaniem.

Witam
Koledzy, natrafiłem na ten ważny temat zainicjowany przez Admina dwa lata temu. Może macie nowe ciekawe spostrzeżenia i warto z kolegami się podzielić.

STANCA

Nie mogłem się powstrzymać, ale muszę napisać po polsku, bo inaczej nie zrozumie nikt: nadzór budowlany ma to głęboko w d…, o czym chcesz im donieść, mają swoje towarzystwa wzajemnej adoracji i jakiś tam elektryk nie dostąpi zaszczytu wysłuchania…
Uwierz, że wiem co piszę.

A co z najważniejszą częścią sprawdzenia instalacji??? Czyli oględzinami - miernik tego nie zapisze.
W nowej wersji normy pomiarowej jest załącznik F, który na 5 stronach linijka po linijce zawiera zakres sprawdzeń (nie pomiarów).
Stawiam, dolary przeciwko orzechom, że 99% polskich instalacji nie uzyska 100% pozytywnych ocen. A w normie jeszcze napisane jak byk stoi: the list or items is not exhaustive (lista elementów jest otwarta)
Nie ma szans wykonać poprawnie pomiarów i sprawdzeń bez notatek.
Ja osobiście przechowuję wszystkie notatki sporządzone w trakcie pracy, pomimo że nie boję się prokuratorów, sądów, ani rzeczoznawców…

Dorzucę swój kamyk do ogródka. Czytają te posty odnosi się wrażenie, że elektryczność jest złem i stoimy między nią a prokuratorem . W każdej dziedzinie życia, tak jak i tej potrzebna jest równowaga i zdrowy rozsądek. Każdą prace i obowiązek należny wykonywać z należytą starannością. Nie dlatego że ciąży na nas odpowiedzialność wynikająca z przepisów prawa ale dlatego że tak trzeba. Druga sprawa, podchodzicie niektórzy do protokołów pomiarowych jak do cyrografów, bo?
Skoro za każdym rogiem czyha na nas prokurator, to pytanie dlaczego tak łatwo dostać kwalifikacje na E czy D ? Elektryczność jest niebezpieczna, owszem ale trochę zdrowego rozsądku.
Badania należy wykonywać starannie a dopiero przelać je na papier, który mam być jednoznaczny i potwierdzać to co wykonaliśmy. A co do wymagań i papierów to jest inna bajka.

Witam,
w słowach kolegi “Rosol44”, które brzmią :
“dlaczego tak łatwo dostać kwalifikacje na E czy D”
jest sedno sprawy.
Otóż , ostatnio je odświeżałem , a zaobserwowany poziom szkolenia (4 godz), po którym od razu był egzamin - był żenujący .
Aby było śmiesznie “Komisja” nie była na tyle kompetentna, aby dać mi uprawnienia na 9 z 10 zaznaczonych i musiałem je wykreślić z wniosku przed egzamiem - skończyło się na 5-ciu
Pozdr

Smutną prawdę prawisz

Odpowiedzialność to jedno, wielu pracodawcom zależy na jeleniu który żeby za dużo nie wiedział a miał D z pomiarami najlepiej bez ograniczeń. Byle był papier byle ktoś podpisał. Ja się na to nie dałem nabrać to mnie wyrzucono z pracy bo więcej wiedziałem. W technikum w którym się uczę kolega zdobył D i E i pomiary wszystkie punkty bez ograniczeń nie widząc komisji i egzaminatora na oczy! A wiedzę miał że pożal się Boże. Ja kiedyś do katastrofy elektrycznej dojdzie w tym kraju to się nie zdziwię. na pomiary to powinien być egzamin dwuczęściowy teoretyczny i praktyczny jak na prawo jazdy. Może to by skończyło wysyp nieuczciwych pomiarowców. Kolejna sprawa to co czasem wyprawiają woła o pomstę do nieba. Pytałem młodych o for, szkolenia, INPE? Ich to nie dotyczyło co w firmie nauczyli wystarczy bo po co wiedzieć więcej. Człowiek jak zaczyna wiedzieć więcej staje się niewygodny dla innych tylko życie w niewiedzy dla elektryka to droga przed prokuratora. A nieznajomość prawa nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania

U mnie w pracy jest podobnie mam tylko E(i dobrze), a osoby z D+P przestały się uczyć wiele lat temu i dlatego są idealni, chodź wydaje mi się, że są wysyłani na kursy tylko z względu największego stażu w pracy.

Jakbym się przestał uczyć to mogę przestać się zajmować elektryką. To co jest wiadomo. Wielu mówi że im to niepotrzebne uczyć się. Ale do czasu. Technika się rozwija, dzisiaj aby móc instalować niektóre produkty (np bramy Nice) trzeba mieć licencję. ktoś kto nie bierze udziału w szkoleniach odpada.
A co do pomiarów przepisy się zmieniają i trzeba być na bieżąco. I w starszych przepisach trzeba się orientować jak kontroluje się starsze instalacje.

Witam,
Mam pytanie, od kiedy w przepisach pojawił się wymóg stosowania wyłącznika p.poż. chodzi mi o to, czy robiąc pomiary na obiekcie, który ma swoje lata powinno się wymagać aby taki wyłącznik był zainstalowany.
dodatkowo jeszcze jedno pytanie, czy prawidłowo jest, aby w jednym pomieszczeniu znajdowały się gniazda w TN-S zasilane z nowej rozdzielnicy oraz gniazda w TN-C zasilane ze starej rozdzielnicy i instalacji wykonanej w tym układzie. mam taki przypadek, że w pomieszczeniu wstawiono nowa rozdzielnice zasilającą urzadzenia technologiczne kotłowni i przy okazji zamontowano kilka gniazd 230 V i 400V w układzie TN-S i zostawiono stare w TN-C
dziękuje za odpowiedzi.

Wymaganie dotyczące ppoż wyłącznika prądu jest wpisane w rozporządzeniu, które obowiązuje budynki zarówno istniejące jak i nowo budowane. Wymaganie dotyczy budynków powyżej 1000m3 kubatury. Zarówno nowych jak i starych, bez względu na rok budowy.