Czy mogę zdawać na świadectwo kwalifikacyjne D bez E?

[quote=“electrics, post:20, topic:13949, full:true, full:true”]
Z tym certyfikatem OZE, to Kolega oczywiście żartuje sobie?

Wiadomym jest wszech i wobec, że takim certyfikatem nie da rady nawet się podetrzeć… Do montowania całej tej fotowoltaicznej ściemy, wystarczą zwykłe świadectwa kwalifikacji, które wydawane są właśnie tak, jak wszyscy wiemy…
[/quote]
Trochę żartuję, trochę nie :slight_smile: Osobiście certyfikat instalatora OZE dostałem bez egzaminu, bo jestem inżynierem. Ale z tego, co wiem, to sam egzamin jest na dość dobrym poziomie - tak przynajmniej twierdzi kol. STANCA, który zasiada w komisji egzaminacyjnej.



A propos fotowoltaicznej ściemy - może Kolega rozwinąć ten wątek? Bo moim zdaniem jest to całkiem fajna sprawa.

Odnośnie OZE, to jest to temat na topie.

Ludziom zostały przekazane informacje, które niekoniecznie są zgodne z prawdą. Moim zdaniem, jest to naciąganie zwykłych ludzi na koszty. Nie twierdzę, że fotowoltaika jest zła lub nieopłacalna zupełnie, ale wpychanie ogniw wszędzie, gdzie się da i nachalność dystrybutorów tych urządzeń, budzi we mnie odrazę.

Odnośnie certyfikatu dla tzw. instalatorów OZE, to nikt tam Ameryki nie odkrył i do niczego nie jest to nikomu potrzebne, ani tym bardziej wymagane. Jest to swego rodzaju szkolenie produktowe dla określonej grupy osób (elektryków posiadających świadectwo kwalifikacji). Sam montaż elektryczny tych urządzeń jest banalnie prosty, natomiast uruchomienie już nie koniecznie. Ekipy montażystów wywodzą się z najmniejszych firm elektrycznych lub nawet przypadkowych ludzi, ,przeszkolonych" na szybko przez dystrybutorów systemów fotowoltaicznych. Ludzie, którzy to montują, nie posiadają w większości elementarnej wiedzy odnośnie niestabilności sieci odbiorczej, mocy biernej, zakłóceń w sieci, harmonicznych itp…

W ubiegłym roku miałem dwie prośby o pomoc od przypadkowych ekip, ktore zamontowały instalację, podłączyli tak jak zawsze to robili i zawsze działało a tym razem nie działa… W jednym przypadku na dachu leżało ponad 200 tysięcy i inwestor rozczarowany kazał im to zabierać, skoro nie działa. Dystrybutor się wypiął, bo juz towar sprzedał i dalej nie ma interesu, zeby temat drążyć. Chłopaki stanęli, ręce im opadły, bo myśleli, że zarobią i kasę już liczyli a tu zonk… Nie wiedzieli, co się dzieje, bo kwalifikacje mieli zerowe, mierników żadnych. Tylko wkrętarka i śrubokręt… Pomogłem i jakoś z tego wyszli.

Jest jeszcze sprawa montowania tego wszystkiego na dachu. Nie wyobrażam sobie, żebym miał wpuścić przypadkowych ludzi, żeby mi podziurawili dach…

Pozostaje jeszcze sprawa gwarancji… Za kilka lat żadnej z tych firm, które teraz to oferują, na rynku nie będzie. Założę się o wszystko, że tak będzie.

Kolejna sprawa, to utylizacja tych paneli po okresie eksploatacji… To też będzie koszt…
Poza tym, nie wierzę, że tak czułe urządzenie, jak falownik, przetrwa kilkanaście lat bezawaryjnej pracy. Ogniwa z każdym rokiem tracą swoją pojemność. Teraz, coraz częściej, ze względu na cenę, montowane są ogniwa polikrystaliczne… itp…

Kolego elektrics ten temat już częściowo sygnalizowałem tutaj:

Rzeczywiście teraz to jest 5 min dla OZE i wszyscy rzucili się na zyski nie bacząc na uwarunkowania techniczne. Firmy montujące instalacje PV to większości ludzie z łapanki i wyglada to mniej więcej tak jak napisałeś.
Ja do dziś twierdzę że instalacji elektrycznej w układzie TN-C nie powinno się zasilać z inwertera PV ale kogo to obchodzi ? Firma przychodzi , zakłada i liczy zyski , ochrona przeciwporażeniowa wewnątrz obiektu ich nie obchodzi. Nie wiem kto takie instalacje projektuje, ale jak można podłączyć układ TN-C do TN-S ?, o innych aspektach technicznych, o których piszesz, już nie wspomnę. To “owczy pęd” po kasę pod przykrywką ekologii. Miałem do czynienia z jedną z takich firm - nie ma tam z kim i o czym rozmawiać a ochrona przeciwporażeniowa to dla nich temat tabu. Dziś próbuje unikać przeglądów instalacji podłączonych do PV bo to tylko przepychanka i nerwy, ale w końcu trzeba się bedzie temu bardziej przyjrzeć , bo to nieuchronny temat.

Ale w tym wątku chyba nieco odbiegliśmy od tematu :smiley:

[quote=“electrics, post:22, topic:13949, full:true, full:true”]
Ludziom zostały przekazane informacje, które niekoniecznie są zgodne z prawdą. Moim zdaniem, jest to naciąganie zwykłych ludzi na koszty. Nie twierdzę, że fotowoltaika jest zła lub nieopłacalna zupełnie, ale wpychanie ogniw wszędzie, gdzie się da i nachalność dystrybutorów tych urządzeń, budzi we mnie odrazę.[/quote]
Mnie również odpycha nachalny marketing,.

[quote]Ekipy montażystów wywodzą się z najmniejszych firm elektrycznych lub nawet przypadkowych ludzi, ,przeszkolonych" na szybko przez dystrybutorów systemów fotowoltaicznych. Ludzie, którzy to montują, nie posiadają w większości elementarnej wiedzy odnośnie niestabilności sieci odbiorczej, mocy biernej, zakłóceń w sieci, harmonicznych itp…[/quote]
Zgadza się. Siedzę na kilku facebookowych grupach o fotowoltaice i muszę przyznać, że w “sezonie” najpopularniejszy temat zapytań od użytkowników to “dlaczego wyłącza mi się falownik”. A najpopularniejszy typ odpowiedzi od fachowców to porada, by zgłosić reklamację do operatora, bo na pewno mają ustawione na odczepach za duże napięcie. Porada, żeby zmierzyć impedancję pętli zwarcia L-N pojawia się rzadko i czasem nie jest mile widziana :slight_smile:

[quote]Jest jeszcze sprawa montowania tego wszystkiego na dachu. Nie wyobrażam sobie, żebym miał wpuścić przypadkowych ludzi, żeby mi podziurawili dach…[/quote]
Dziurawienie dachu występuje tylko i wyłącznie przy pokryciu blachodachówką i trapezem. Do blachy na rąbek są dedykowane uchwyty, które nie dziurawią pokrycia. Przy dachówce są haki przykręcane do krokwi.

[quote]Kolejna sprawa, to utylizacja tych paneli po okresie eksploatacji… To też będzie koszt…

Poza tym, nie wierzę, że tak czułe urządzenie, jak falownik, przetrwa kilkanaście lat bezawaryjnej pracy. Ogniwa z każdym rokiem tracą swoją pojemność. Teraz, coraz częściej, ze względu na cenę, montowane są ogniwa polikrystaliczne… itp…
[/quote]
A czy są na świecie wieczne rzeczy? :slight_smile: Kontrukcja wsporcza paneli przeważnie ma 10 lat gwarancji producenta. Panele w większości mają 12-letnią gwarancję na wady ukryte i 25-letnią na wydajność. Falowniki różnie - ja spotkałem sie od 7 do 12 lat, a niektórzy producenci za dopłatą oferują możliwość przedłużenia nawet do 20 lat. Wiadomo, niektóre firmy mogą zniknąć - ale niektóre sa na rynku już kilkadziesiąt lat, więc pewnie jeszcze trochę pofunkcjonują.

[quote=“luka2nd, post:24, topic:13949, full:true, full:true”]
Porada, żeby zmierzyć impedancję pętli zwarcia L-N pojawia się rzadko i czasem nie jest mile widziana
[/quote] Tylko co ten pomiar ma na celu i na ile jest miarodajny ? Będę tu podtrzymywał zdanie choćby dr E. Musiała (to tylko jeden z autorytetów elektrotechniki) i sam też przy tym się upieram, że metaliczna pętla zwarcia w takim obwodzie nie istnieje, więc po co ten pomiar?

[quote=“elmontjs, post:25, topic:13949, full:true, full:true”] Tylko co ten pomiar ma na celu i na ile jest miarodajny ? Będę tu podtrzymywał zdanie choćby dr E. Musiała (to tylko jeden z autorytetów elektrotechniki) i sam też przy tym się upieram, że metaliczna pętla zwarcia w takim obwodzie nie istnieje, więc po co ten pomiar?[/quote]
Ten pomiar ma na celu ustalenie maksymalnego prądu, jakim można obciążyć instalację, by napięcie na zaciskach falownika nie przekroczyło 253V. Zwracam uwagę Kolegi, że mój wpis dotyczył impedancji pętli L-N, co nie ma absolutni nic wspólnego z samoczynnym wyłączeniem :slight_smile:



Przykładowo: Na zaciskach falownika mamy impedancję 1,4Ω przy napięciu 235V.



253V - 235V = 18V

18V / 1,4Ω = 12,86A

Pmax = 8,89kW



Przyłączając w tym miejscu źródło energii o mocy 8,89kW należy liczyć się ze wzrostem napięcia powyżej dopuszczalnego limitu, zadziałają zabezpieczenia falownika i będzie się wyłączał.



Odnośnie uwagi o metalicznej pętli, ośmielę się nie zgodzić. Falownik fotowoltaiczny jest źródłem prądu, więc w instalację elektryczną przyłącza się go równolegle. Metaliczna pętla zwarcia istnieje i ma się dobrze, bo zamyka się przez uzwojenia transformatora. Poza tym, instalacja fotowoltaiczna na pewno ma jakiś udział w prądzie zwarcia, ale czy falownik o mocy 10kW jest dużym źródłem energii w porównaniu do transformatora 400kVA?

[quote=“luka2nd, post:26, topic:13949, full:true, full:true”]
Zwracam uwagę Kolegi, że mój wpis dotyczył impedancji pętli L-N, co nie ma absolutni nic wspólnego z samoczynnym wyłączeniem
[/quote] ..tak zauważyłem

[quote=“luka2nd, post:26, topic:13949, full:true, full:true”]
Ten pomiar ma na celu ustalenie maksymalnego prądu, jakim można obciążyć instalację, by napięcie na zaciskach falownika nie przekroczyło 253V.
[/quote] [quote=“luka2nd, post:26, topic:13949, full:true, full:true”]
Przykładowo: Na zaciskach falownika mamy impedancję 1,4Ω przy napięciu 235V.



253V - 235V = 18V

18V / 1,4Ω = 12,86A

Pmax = 8,89kW



Przyłączając w tym miejscu źródło energii o mocy 8,89kW należy liczyć się ze wzrostem napięcia powyżej dopuszczalnego limitu, zadziałają zabezpieczenia falownika i będzie się wyłączał.
[/quote] Nie bardzo kolegę rozumiem , chodzi o obciążenie, czy dołączenie źródła. A z ciekawości, jak kolega wykonuje ten pomiar , to jest on stabilny przy kolejnych pomiarach ?

[quote=“luka2nd, post:26, topic:13949, full:true, full:true”]
Odnośnie uwagi o metalicznej pętli, ośmielę się nie zgodzić. Falownik fotowoltaiczny jest źródłem prądu, więc w instalację elektryczną przyłącza się go równolegle. Metaliczna pętla zwarcia istnieje i ma się dobrze, bo zamyka się przez uzwojenia transformatora.
[/quote] Metaliczną pętlę ma sieć a nie gałąź z inwerterem, ta potrafi ten pomiar zakłamać - dziś to już wiem . Dziś pomiary w instalacji z fotowoltaiką wykonuję po jej odłączeniu choćby ze względu na pewność pomiaru.

Jako ciekawostkę powiem , że zdarzyło mi się zmierzyć większą wartość IPZ z włączonym falownikiem niż po jego wyłączeniu - różnica kilkukrotna (1,6om/0,3om)! Jednak w tym wypadku podejrzenie padło na uszkodzony falownik.

Ale poważnie, ktoś, kto próbował wykonać kilka pomiarów z rzędu urządzenia na pracy równoległej PV i sieci potwierdzi że powtarzalność wyników jest marna.

Mnie chodziło o to, że wartość pętli zwarcia L-N ma istotny wpływ na wielkość napięcia na zaciskach falownika w zależności od prądu, więc należy brać ją pod uwagę podczas projektowania instalacji fotowoltaicznej. 90% monterów i 100% przedstawicieli handlowych nawet nie wie o istnieniu takiej zależności, co skutkuje potem dziesiątkami pytań o przyczynę restartów falownika.

Szczerze mówiąc, nawet nie przyszło mi do głowy mierzyć IPZ przy pracującym falowniku, wyszedłem z założenia że wynik pomiaru będzie zaburzony ze względu na prąd płynący w tej gałęzi. Ale przy najbliższej okazji wykonam pomiar w dwóch wariantach, z czystej ciekawości :slight_smile:

Już po zdanym egzaminie. Od egzaminującego dowiedziałem się że świadectwo kwalifikacyjne dla sądu nie ma żadnego znaczenia jeśli w przypadku jakiegoś wypadku posiadacz świadectwa kwalifikacyjnego nie ma ukończonej szkoły o profilu wyraźnie elektrycznym. Krótko mówiąc liczy się świadectwo szkolne a świadectwo kwalifikacyjne to tylko dodatek.

Na egzaminie zakreśliłem punkt 10. Egzaminator stwierdził , że w tym punkcie jest wszystko do wykonywania pomiarów. Czy na podstawie tego punktu mogę wykonywać wszystkie pomiary. Np pomiary skuteczności ochrony przeciwporażeniowej i odgromowej ?
Dotychczas miałem dopiski co mogłem wykonywać . Teraz jest tylko goły punkt 10 . Czy faktycznie obejmuje wszystkie pomiary ? Co macie koledzy zaznaczone czy dopisane odnośnie pomiarów.

Ten wpis uprawnia cię do wykonywania pomiarów w zakresie punktów 1-10; jest jeszcze przed punktami.

No tak organizacja która wydaje świadectwa nie wie co napisać co zaznaczyć . Nie jest to sep.
Wysłałem im co mają napisać ( dziękuje koledze elmontjs ) Czuję jednak , ze uniosą się ambicją i napiszą po swojemu. Powinny być gotowe druki na których zaznaczamy co chcemy. Dotychczas nie ma druków na których można zaznaczyć że chcemy pomiary skuteczności ochrony przeciwporażeniowej czy odgromowej. Bałagan i tyle.

Nie wiem dlaczego nie mogę skopiować wpisu załącznika kolegi elmontjs ?!

Może z dużym opóźnieniem, ale temat jest ważny, a dyskusja była burzliwa. Od razu na wstępie wyjaśnię. Tak jestem członkiem komisji egzaminacyjnej. Nie, nie czuję się leśnym dziadkiem. Mam 45 lat i 20 lat stażu w wydziale wykonawstwa spółki energetycznej. Czy można zdawać na uprawnienia D, nie mając E? Tak można. Czy trzeba mieć do tego ukończoną szkołę “elektryczną”? Nie nie trzeba. Czy trzeba mieć ileś lat doświadczenia w branży? Nie nie trzeba. Tyle przepisy. Nie ja je tworzyłem, nie zawsze się z nimi zgadzam, ale takie są. Krótko mówiąc można do egzaminu na uprawnienia, nie ważne, czy E, czy D, podejść z ulicy, zdać egzamin i już. Czy to dobrze? Kwestia dyskusyjna. Z jednej strony, oczywiście mając wiedzę i doświadczenie zawodowe łatwiej takie egzaminy zdać. Tylko najpierw trzeba się pouczyć i nabrać praktyki. A co jak idziemy do nowej pracy, gdzie wymaga się już “na dzień dobry” uprawnień? Bez uprawnień nigdy byśmy jej nie dostali, a bez pracy nie nabierzemy praktyki. Trochę błędne koło. Kwestię jakości egzaminów pozostawiam sumieniu egzaminatorów, nie miejsce, żeby się na to rozwodzić. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwie ważne rzeczy. Po pierwsze. Czym innym jest zakres uprawnień jeśli chodzi o rodzaj wykonywanych prac, czym innym grupa urządzeń i instalacji, których dotyczą. Uprawnienia w zakresie kontrolno-pomiarowym pozwalają wykonywać pomiary, natomiast uprawnienia w zakresie obsługi, montażu, konserwacji i remontów, nawet jeśli dotyczą tzw. punktu 10 uprawnień, na to nie pozwalają. Po drugie. Wszelkie dopiski na uprawnieniach, typu “do 15 kV” lub “w zakresie pomiaru rezystancji uziemień linii” (to tylko przykłady, bo widziałem bardzo różne), są niedopuszczalne. Rozporządzenie, na podstawie którego przeprowadza się egzaminy i wydaje zaświadczenia kwalifikacyjne, nie dopuszcza żadnych zmian. Punkty są jasno, konkretnie określone i nikt nie ma prawa ich zmieniać. Uważam, że to błąd, ale tak niestety jest. Często komisje robią różne dopiski, bo starają się zabezpieczyć, nie zdając sobie sprawy, że te dopiski czynią świadectwo nieważnym z punktu widzenia prawa. Kolego Sylwester. Napisałeś “No tak organizacja która wydaje świadectwa nie wie co napisać co zaznaczyć.” To chyba Ty wiesz jakich uprawnień potrzebujesz i to Ty zaznaczasz, z czego w dużym skrócie masz być egzaminowany. Komisja nie jest jasnowidzem, nie wie czego potrzebujesz. Są gotowe druki i zaznaczasz co chcesz. A jeśli sam sugerujesz wprowadzanie jakichś zmian, ograniczeń w zakresie uprawnień, tzn. że nie do końca znasz przepisy, o których wcześniej pisałem. Jak wspomniałem na początku różnica między uzyskaniem uprawnień kontrolno-pomiarowych, a “zaznaczeniem” punktu 10 jest olbrzymia. Jeśli w błąd wprowadził Cię członek komisji, twierdząc, że zaznaczenie punktu 10 “załatwia” pomiary to mogę tylko przeprosić, jeśli jednak sam nie zaznaczyłeś w zakresu kontrolno-pomiarowego, tzn. że nie rozróżniasz tych dwóch spraw.
I taka informacja na koniec. To nie jest tak, jak się wielu wydaje, że siedzi się wygodnie w komisji, “odfajkuje” klienta, czasami kogoś odeśle z wynikiem negatywnym (przyjdzie drugi raz, znowu zapłaci, prawda?) Może nie wszyscy wiedzą, ale tak, członkowie komisji kwalifikacyjnej też mogą być “ciągani” do sądu, jeśli człowiek, któremu nadali uprawnienia doprowadził np. do wypadku ciężkiego lub śmiertelnego. A to, że na egzaminy przysyłani są ogrodnicy, sprzątaczki, zakonnice (tak, to nie żart), sprzedawcy z marketów budowlanych to już “zasługa” Państwowej Inspekcji Pracy, a nie komisji kwalifikacyjnych.

[quote=“krzaczek, post:34, topic:13949, full:true, full:true”]
Nie, nie czuję się leśnym dziadkiem. Mam 45 lat i 20 lat stażu w wydziale wykonawstwa spółki energetycznej.
[/quote]
No to mamy rodzynka. Nazwa leśne dziadki sama się nie wzięła znikąd nie wiem jak pana odczucia ale ja znam samych starszych czyli 60 + szczerze znam i takich co mają pod 80 -kę. Druga kwestia to te dopisywanie lub ograniczenie napięcia czy zakresu prac. W pewnej rozmowie w egzaminatorem o pytanie dlaczego ograniczył jednemu z moich podwładnych wysokość napięcia odpowiedział że tak można że byli szkoleni pod tym kontem. I trzecia kwestia podobno macie jakiś związek czy stowarzyszenie. Czy wasz związek lub SEP nie może wpłynąć (ministerialnie) na zapisy ustawy o naszym zawodzie by sytuacje które znamy z autopsji a które kolega też opisał nie zdarzały się . Mam wrażenie że nie chce nikt z tego szanownego grona by tak się stało. A dlaczego , bo to ilość a co za tym idzie kasa. A dowodem na to może być mocny mobbing podczas zmiany ustawy o czasie ważności świadectw kwalifikacyjnych. Wtedy szło paru ludzi wysłać gdzie trzeba by minister zmienił rozporządzenie a co gorsza zaczęło ono działać wstecz. Co jest kuriozum prawnym. Pozdrawiam.

Na temat zmiany rozporządzenia dotyczącego okresu ważności świadectw kwalifikacyjnych powiem tyle, że w normalnym kraju coś takiego nie mogłoby mieć miejsca. Tyle, że nie mieszkamy w normalnym kraju. Kto przekonał właściwego ministra nie wiem i nie chcę wnikać. Co do zmiany, ograniczania uprawnień już się wypowiedziałem i zdania nie zmienię. Komisja nie ma prawa ingerować w określone jednoznacznie rozporządzeniem zapisy. Żadnych dopisków, żadnych ograniczeń. Tak, to prawda, że jest wiele komisji, gdzie średnia wieku przekracza 70+. Czy to od razu źle? Niekoniecznie, bo nie oznacza to z automatu złej jakości takiej komisji. Znam komisje, gdzie jest taka średnia wieku, a zasiadają w niej ludzie, których wiedza jest naprawdę olbrzymia i gdyby naprawdę chcieli, mało kto zdałby egzamin. Inna sprawa, że zakres materiału do opanowania, nie mówiąc już o praktyce, jest tak duży, że ludzi którzy byliby w stanie zdać egzamin na uprawnienia E i D w pełnym zakresie, we wszystkich punktach, można by w Polsce znaleźć niewielu. Dlaczego jest mało młodszych ludzi w komisjach? Bo młodszym się nie chce, bo trzeba się zapisać do stowarzyszenia, a dostać się do komisji wcale nie jest tak łatwo jak się wydaje. Ciekawostka. Do komisji bardzo trudno, albo prawie wcale nie dostają się od kilku lat…wykładowcy, którym trudno odmówić wiedzy, przynajmniej teoretycznej, co też jest bardzo potrzebne. Komisję powołuje URE, który uznał, że właśnie dlatego, że wykładowcy mają wiedzę tylko (a raczej z reguły) teoretyczną, to nie nadają się do komisji. Dla mnie kompletny absurd i idiotyzm. Po to komisja składa się z 3 osób, żeby było w niej miejsce i dla doskonałego praktyka i teoretyka. Członkowie komisji się uzupełniają! Członkami komisji są więc albo obecni (rzadziej) albo byli pracownicy zakładów energetycznych, czy spółek córek tych zakładów. Jeśli byli pracownicy, to nie dziwmy się średniej wieku. Dlaczego obecni pracownicy rzadziej? M.in. “dzięki” umowom o zakazie konkurencji. Niektóre spółki nie wyrażają na to zgody. Inna sprawa, że gdyby komisja składała się z samych 30-to latków byłoby to dziwne. Kiedy i gdzie mieli nabrać doświadczenia? Bez urazy, ale pracuję 20 lat w wydziale wykonawstwa spółki energetycznej i wciąż się uczę! Nawet do głowy by mi nie przyszło nazwać się wybitnym fachowcem, bo wiem że jest wielu lepszych, a nie mnie siebie oceniać. To tylko prawnicy po 3 latach pracy, są już wybitnymi fachowcami o niedoścignionych umiejętnościach. W technice to tak szybko nie działa. Czy stowarzyszenia techniczne powinny lobbować na rzecz zmiany przepisów? Nie do końca jestem przekonany. Czy powinny być pytane o opinie? Jak najbardziej tak. Tylko kto ma pytać? Posłowie, którzy uchwalają przepisy nocą, chyłkiem? Bez żartów.

Cieszę się że mogę podyskutować na ten temat.
[quote=“krzaczek, post:36, topic:13949, full:true, full:true”]
Na temat zmiany rozporządzenia dotyczącego okresu ważności świadectw kwalifikacyjnych powiem tyle, że w normalnym kraju coś takiego nie mogłoby mieć miejsca.
[/quote]
Ja nie jestem w cale za tym by świadectwa były dożywotnie tak jak prawo jazdy dożywotnie, jestem tego przeciwnikiem. Podoba mi się model Brytyjski czyli zdajemy egzamin wtedy gdy występuje zmienia Rozporządzenia o bezpiecznym wykonywaniu prac przy urządzeniach elektroenergetycznych. Bo jak wiemy z autopsji dużo ludzi ma z tym problem.
[quote=“krzaczek, post:36, topic:13949, full:true, full:true”]
Komisję powołuje URE, który uznał, że właśnie dlatego, że wykładowcy mają wiedzę tylko (a raczej z reguły) teoretyczną, to nie nadają się do komisji.
[/quote]
Tu mam zdanie odmienne. Wiemy jak to w tym kraju wygląda jeśli ktoś był przez 40 w takiej komisji to co zabiorą mu je , nie. A ja mam duże wątpliwości co do ich wiedzy. Jesteś młodym to wiesz ile przez ostatnie 20 lat zmieniło się w dziedzinie elektryczności. Gdybym teraz z takim jednym czy drugim egzaminatorem zaczął dyskutować o falownikach instalacjach PV czy sterownikach PLC a o inteligentnych domach nie wspomnę, to okazało by się że duża część członków komisji musiała by odejść. Widzę po artykułach zamieszczanych w branżowych pismach że nawet interpretacja niektórych zagadnień w środowisku SEP nastręcza problemy. A to oni mają nas egzaminować.

Inna sprawa jaka tu nie została podniesiona to zmiana samych świadectw kwalifikacyjnych. Chodzi o rozszerzenie ich tematyki. Minęło wiele lat i doszło wiele nowych dziedzin w naszej branży , a właściwie to się nasza branża rozdzieliła na wiele specjalistycznych zawodów. Mamy informatyków zajmujących się programowaniem sterowników PLC czy inteligentnych domów. Mamy specjalistów od falowników przemysłowych i oddzielnie od PV. To tylko przykłady , myślę ze jak nie zrobią coś z tym tematem za niedługo będzie kolejny miszmasz w naszym zawodzie. Pozdrawiam.

Egzamin zdawany wtedy, kiedy zmienia się rozporządzenie, czy ogólnie przepisy dotyczące bezpiecznego wykonywania prac przy urządzeniach elektroenergetycznych? Tak, tylko że nie w Polsce. Tu prawo jest pisane na kolanie, uchwalane chyłkiem po nocach. Wspomniane rozporządzenie zostało zmienione w ubiegłym roku, a miało zacząć obowiązywać od marca tego roku (z racji pandemii, przesunięto to o pół roku). Nie wiem, kto wnioskował o zmiany w tym rozporządzeniu, ale te które zostały wprowadzone, są po prostu niebezpieczne! Prędzej czy później dojdzie do tragedii. Brakuje już bardzo niewiele, żeby otworzyć na oścież bramy stacji elektroenergetycznych i niech tam wchodzi kto chce, pracuje kto chce. Za chwilę nikt nad tym nie zapanuje. Kwestia czasu i znowu będzie zmienione, obstawiam, że w ciągu max 2 lat.
Zgadzam się, że przepisy nie nadążają za życiem, że powinny być bardziej precyzyjne uprawnienia, dostosowane do zmieniającej się rzeczywistości. Ale pewne rzeczy się nie zmieniają, podstawowe prawa fizyki, czy elektrotechniki się nie zmieniły, a z tym właśnie ma największy problem duża część egzaminowanych. Nie wiedzą po co robi się pewne zabiegi, pomiary, nie rozumieją ich sensu. Jak pytam o różne pomiary, słyszę odpowiedź “Mam taki miernik, wkładam wtyczkę do gniazda, naciskam przycisk i mam wszystkie wyniki.” Wtedy mnie zatyka. A jaki jest sens tego pomiaru, o czym świadczą wyniki? “No panie, przecież miernik i oprogramowanie od razu pokazują czy jest dobrze czy źle.”
Kolejna sprawa. Czy naprawdę wszyscy muszą mieć uprawnienia? Czy informatyk naprawdę potrzebuje uprawnień do 1 kV?

[quote=“krzaczek, post:38, topic:13949, full:true, full:true”]
Egzamin zdawany wtedy, kiedy zmienia się rozporządzenie, czy ogólnie przepisy dotyczące bezpiecznego wykonywania prac przy urządzeniach elektroenergetycznych
[/quote] Trzeba by podciągnąć pod to jeszcze normy bo one też wytyczają w naszej branży nowe ścieżki, tylko one ewaluują tak szybko, że egzamin musiałby być co dwa lata i do tego trudno wymagać nowości jeżeli dostępne są tylko w obcym języku. Więc nie wiadomo co lepsze; chyba te 5 lat nie jest najgorszą opcją.

[quote=“krzaczek, post:38, topic:13949, full:true, full:true”]
Ale pewne rzeczy się nie zmieniają, podstawowe prawa fizyki, czy elektrotechniki się nie zmieniły,
[/quote]
Prawa fizyki nie , ale nowoczesność rozwiązań zmieniła się diametralnie. Jak by mi ktoś powiedział w latach 90 że będę programował PLC w rozdzielniach czy żeby załączyć silnik muszę znać podstawy oprogramowania to bym się wyśmiał. A mam już swoje lata. Tu jest ta zmiana, nie młotek i majzel.
[quote=“krzaczek, post:38, topic:13949, full:true, full:true”]
Czy naprawdę wszyscy muszą mieć uprawnienia? Czy informatyk naprawdę potrzebuje uprawnień do 1 kV?
[/quote]
Jeśli programuje w rozdzielniach sterowniki to na pewno. Musi sprawdzić ich poprawność działania wszystkie zabezpieczenia i zgodności z przepisami. Widzisz dziś instalatora który otwiera puszkę wyłącznika i nie widzi przewodów elektrycznych tylko UTP. Tu jest potrzebna zmiana myślenia i egzaminowania. A wtedy może więcej nieudaczników odpadnie. Pozdrawiam.