Mam takie pytanko… W czym jest lepszy zasilacz impulsowy od transformatora. Ostatnio u klienta zobaczyłem takie zasilacze 100W 12V upchnięte nogą w koncie zasilające całe oświetlenie halogenowe. Dwa popalone reszta z powyginaną obudową plastikową przez ciepło. Nie lepiej dać jeden transformator większej mocy?
zasilacz impulsowy jest mniejszy i lżejszy
jeśli chodzi o “transformatory elektroniczne” do lamp halogenowych 12V to:
+mała masa
+małe rozmiary
+ograniczenie max. prądu działające jak softstart co znacznie wydłuża żywotność żarówek
-mniejsza sprawność, konieczność chłodzenia
-większa awaryjność, duża wrażliwość na przepięcia
-nie wszystkie mozna ściemniać i nie każdym ściemniaczem
-wysoka częstotliwosć pracy ogranicza długość przewodów do odbiornika
Czyli przy dużych ilościach halogenów (np. 10-ciu) i przy zapewnieniu dobrego chłodzenie lepszy jest zwykły transformator?
Jak najbardziej. stasiekm napisał:
+ograniczenie max. prądu działające jak softstart co znacznie wydłuża żywotność żarówek
Wydłuża żywotność halogenów ale kosztem zmniejszenia strumienia świetlnego.
Pomijając grzanie i wydzielanie dużej ilości ciepła transformatory toroidalne są najlepsze do zasilania halogenowych źródeł światła
Transformator toroidalny dużej mocy (250W i więcej) to problem przy rozruchu. Prawie gwarantowane wyrzucanie zabezpieczenia nadprądowego.
Zasilacz impulsowy - popularny “transformator elektroniczny” stabilizuje napięcie pracy, podaje na żarówki ok 11,5 - 11,8V (w zależności od producenta) wydłużając dzięki temu żywotność żarówek halogenowych.
Każde obniżenie napięcia zasilającego o 10% oznacza wydłużenie żywotności źródeł 2-krotnie.
Oko ludzkie nie zauważa tej różnicy w jasności świecenia. Różnicę wykazują jedynie mierniki natężenia oświetlenia.
Największą zaletą transformatorów toroidalnych jest to, że są bezawaryjne. Czy ktoś słyszał o jego wymianie, oczywiście przy prawidłowo dobranej mocy w stosunku do mocy żarówek?
Przy dosyć częstych awariach transformatorów, czy raczej zasilaczy elektronicznych najwięcej nerwów psuje szukanie tych urządzeń, bo oczywiście klient prawie nigdy nie wie pod którymi halogenkami siedzą te ścierwa, a jeżeli dodatkowo instalacja została wykonana przez innego elektryka albo gipsiarza to … życzę dużo zdrowia.
Oczywiście trafo toroid jest praktycznie bezawaryjny.
Charakterystyka C najczęściej spokojnie rozwiązuje problem. Nie wiem jednak jak włożenie takiego zabezpieczenia do zwykłej rozdzielnicy pod licznikowej 1-faz wpływa na stopniowanie.
W większości rozwiązań z którymi miałem do czynienia wszędzie tam, gdzie było na obwodzie ponad 1000W w halogenach - miałem problem przy załączaniu, także przy zwłoce “C”. Przy 1500W to było gwarantowane.
Często zdarza się w rozwiązaniach domowych (pokojowo/korytarzowo/łazienkowych) że elektryk nie przewidzi rewizji na trafo (a praktycznie nigdy on się nie mieści w otworze pod żarówkę ze zwierciadłem - popularny DECOSTAR 51S czy jakikolwiek inny fi 51mm) więc jest on zabudowany w suficie na sztywno. Oczywiście bezawaryjnie a właściwie do pierwszej awarii.
większość “elektroników” daje się włożyć poprzez otwór po oprawie.
Nie znam się dokładnie na poprawności rozwiązań elektrycznych, sposobie konstruowania rozdzielni. Jestem oświetleniowcem. Mówię tylko o tym z czym się zetknąłem w praktyce.
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Mam jeszcze jedno pytanie - jak sprawdzić czy jest napięcie po stronie wtórnej na zasilaczu. Jak do tej pory napięcie (jeżeli jest dobry zasilacz) sprawdzałem po podłączeniu swojego sprawdzonego halogenu bo bez obciążenia napięcia nigdy nie było. Czy pojawiające się napięcie 1, 1.5V przy dotykaniu sondą miernika świadczy o tym, że zasilacz jest sprawny?
Witam, ja teraz robie własnie oświetlenie halogenowe i gośc powiedział że chce transformatory elektroniczne bo da sie je włozyć przez oczko, jest dośc sporo tych transformatorków bo na obwód wypada max 6 żarówek ( troche mam obawy o chłodzenie tych transformatorów bo nad sufitem jest 20cm przestrzeni, sufit katrton-gips). Wyczytałem w instrukcji tego trafo ze odległośc przewodu do żarówki to 2m. Czy jeśli jest od ostatniego oczka 4m to powinienem zastosowac drugi transformatorek, by odległośc była zachowana czy moze to zostać i nie bedzie widac roznicy w świeceniu?
Mam jeszcze pytanko do praktyków czy w przypadku takich trafo elektronicznych, łaczenia robi sie tak jak przy toroidalnych tzn z żarówki do żarówki czy jakiś inny sposób?
Wiele zależy od mocy żarówek. Zakładając, że na tych 4 metrach będzie 3 żarówki - po 35W każda – to spadek napięcia na przewodach 2,5mm2 wyniesie ok. 0,5V. Różnica w świeceniu praktycznie nie zauważalna.
Generalnie obowiązuje zasada, aby trafo (nie ma znaczenia jakie) umieszczać w środku obwodu, wtedy odległości wychodzą mniejsze.
Kolego Kafel dzieki za podpowiedz, zmierzyłem i najdalej to 3,6 m od trafo wiec chyba zostawie to tak jak na poniższym rysunku(narysowałem w uproszczeniu jak to wyglada wizualnie) trafo przy drugim oczku a potem z niego do kolejnych dwóch.
Wszystko jest Ok., nie zapomnij jednak zrobić dla siebie jakiejś dokumentacji, aby w razie awarii danego obwodu można było bez problemów trafić do oczka, w którym takie trafko się znajduje.
w przypadku “transformatorów elektronicznych” odległosć do żarówki odgrywa bardzo duża rolę ze względu na indukcyjność przewodu a nie jego rezystancję
należy pamiętać ,że na wyjsciu transformatora mamy napięcie o częstotliwości kilkudziesieciu kHz
zakładając 50kHz i 4m przewodu dwużyłowego (8m drogi prądu) otrzymujemy reaktancję ok 2,5 oma do której trzeba doliczyć jeszcze rezystancję przewodu
przewód mozna oczywiscie dać grubszy (kiedyś miałem wątpliwą przyjemność łączyc halogenki zasilane przewodem 2x6mm) co jednak (o ironio) pogorszy sprawę ze względu na znaczną pojemność tego przewodu stanowiacą dodatkowe obciążenie dla “transformatora”
w opisywanym przypadku (3,6 m do najdalszego halogenu) proponuję przeprowadzć próbę na stole -jeśli będzie znacząca różnica jasności w stosunku do 1,8m to trzebna dołożyć jeszcze 1 “transformatorek”