Ciekawe jest też to, że takie uprawnienia SEP może chyba zdobyć każdy, niezależnie od tego jakie ma wykształcenie, jaki zawód ( może nie mieć żadnego zawodu ani wykształcenia).
Nieważne jest też doświadczenie. Każdy zatem nie będąć elektrykiem może zdobyć uprawnienia na potężne napięcia. Wystarczy, że zda egzamin. W przepisach nie ma bowiem żadnych wymagań odnośnie do zawodu, wykształcenia, doświadczenia nam w tym momęcie zabierają chleb i tną stawkę bo znajdą elektryka za 1180zł Zachęcam do wypowiedzi na ten temat.
Sprawa wydaje się ciekawa. Proszę o komentarze!
Pozdrawiam!
To nie są żadne uprawnienia tylko świadectwa kwalifikacji. Jak sama nazwa wskazuje potwierdzają one ,że obywatel Jan kowalski z zawodu piekarz przeszedł procedurę sprawdzenia kwalifikacji elektryka ze skutkiem pozytywnym co zaświadcza się powyższym świadectwem.
Więc skoro zdał egzamin to znaczy, że na elektryce w stopniu objętym sprawdzaniem kwalifikacji się zna. Ten co się nie zna nie zdał egzaminu i świadectwa kwalifikacji nie dostał.
To tak jak z prawem jazdy. Nie musisz być po samochodówce aby przystąpić do egzaminu. Umiesz jeździć- prawko dostajesz, nie umiesz jeździć - pozostaje autobus.
Mówisz o szkołach a ja Ci powiem, że mam kolegę który uczy w technikum elektrycznym. Bez wyjątku poziom tych techników jest zerowy i w żadnym razie nie zasługują na świadectwo kwalifikacji. Ratunkiem dla nich jest jakiś kurs razem z piekarzem i tylko pytanie czy oni coś zechcą się nauczyć skoro przez tyle lat nic się nie nauczyli. Piekarz skoro chce być elektrykiem to pewnie będzie zdeterminowany aby się czegoś nauczyć.
Mówisz o doświadczeniu. I tu jest problem bo nawet do rycia ścian potrzebne są te twoje uprawnienia bo jak ich nie masz to nie wiadomo, czy młotek można ci powierzyć.
Cały problem polega na tym, że z posiadaczy tych “uprawnień” z automatu robi się wielkich fachowców a jak już ma D to fachowiec pełną gębą. Nie masz tych papierów to jesteś nikim więc każdy je mieć musi. I tak niczym się nie różnią papiery prawdziwego fachowca od papierów piekarza czy obecnego absolwenta szkoły.
A idea tych “uprawnień” różnie nazywających się na przestrzeni dziejów była zupełnie inna. Takie świadectwa miały świadczyć o tym, że ich posiadacz nie zrobi sobie krzywdy przy obsłudze urządzeń elektrycznych a nie że jest fachowcem od wszystkiego i jak mu wpiszą 110kV to nawet na wysokich napięciach się zna.
Moim zdaniem trzeba to olać i tyle bo co z tym można zrobić? jedynie zlikwidować i wtedy elektryką zajmować się będą ci co się na niej znają a nie ci co mają “uprawnienia” ale raczej na to się nie zanosi. Więc olanie sprawy pozostaje i taki jak wszyscy równo co 5 latek na egzaminek się wybrać.
Tak naprawdę świadectwa SEP’owskie są nic niewarte wg mnie Z większości tych kursów które SEP organizuje nikt mądrzejszy nie wyjdzie a zazwyczaj to i głupszy. Byłem 4 lata temu z ciekawości 1 dzień na takim kursie (normalnie przystępuje do egzaminu tylko ale też i pracowników chciałem przypilnować żeby chodzili to się poświęciłem ) to dziadek kazał ludziom na tablicy liczyć prądy itp w obwodach W ogóle nie wiedzieli co robić bo nawet prawa Ohma nie znali w większości (no bo niby skąd).
Kursy i egzaminy odbywają się głównie po to żeby nabić kabzę ludziom z SEP’u. Żeby to jeszcze miało jakąś wartość merytoryczną ale niestety rzadko kiedy ma.
Swoją drogą przydałoby się co jakiś czas sprawdzać wiedzę projektantów bo niektóre projekty które muszę wykonywać a są robione przez dziadków na emeryturze wołają o pomstę do nieba.
Dlatego jest coraz więcej wypadków gdzie są pseudo elektrycy, moim prywatnym zdaniem sep-y powinien mieć elektryk z doświadczeniem ewentualnie mechanik bo grają razem przeważnie w parze
Właśnie. Jest świadectwo kwalifikacyjne i wcale nie SEP. Ja mam wydane przez SPE - Stowarzyszenie Polskich Energetyków. Właściciel firmy organizującej kurs mówił mi, że gdbym nie posiadał wykształcenia kierunkowego, to któregoś fragmentu uprawnień bym nie dostał. Tylko nie pamięam którego - chyba montażu ale nie jestem pewien. Pytałem hipotetycznie o sprzątaczkę podchodzącą do takiego szkolenia i egzaminu.
Zasada jest prosta , nikt nie zatrudni cię na stanowisko samodzielne bez dodatkowych kwalifikacji , jak cię “kopnie” z papierami to wszystko ok , ale bez papierów to właściciel ma przekichane.
Prawo energetyczne w art. 54 ust1 wymaga posiadania św.kwalifikacji potwierdzonych przez komisję kwalifikacyjną . Komisje są różne przy różnych jednostkach i nie koniecznie SEP np: SITG. Rozporządzenie z 28.04.2003 określa szczegółowe zasady stwierdzania posiadanych kwalifikacji. Rozporządzenie nie określało żadnych wymaganych dotyczących
wykształcenia i przygotowania zawodowego osób poddających
się postępowaniu kwalifikacyjnemu. W wniosku o stwierdzenie kwalifikacji musisz podać zakres potrzebnych ci uprawnień. Zazwyczaj zakres twojej codziennej pracy , o który czasem pyta komisja. Jest oczywiście pewien szablon podstawowych zagadnień które podchodzący do egzaminu musi posiadać z zakresu teorii ale są pytania praktyczne.
No i jak to masz to pracodawca może cię legalnie zatrudnić .
RMG z 28.03.2013
Rozpocząłem pracę w zawodzie w roku 1980. Wtedy żeby podejść do egzaminu kwalifikacyjnego do 1 kV trzeba było przepracować rok, a do 110 i wyżej, 3 lata. Potem się komuś pokiełbasiło i dają wszystkim, którzy zdadzą egzamin. Jakoś nie mogę się z tym pogodzić.
Po latach porzuciłem elektrykę (małe zarobki). W tej chwili remontuję domy, mieszkania z naciskiem na prace glazurnicze. Na stare lata zachciało mi się jakoś to usankcjonować i postanowiłem zdobyć uprawnienia do wykonywania tegoż zawodu, i zdobyłem tytuł Mistrza Glazurnika. Ale, no właśnie, jednym z warunków przystąpienia do egzaminu w izbie rzemieślniczej jest sześcioletni staż pracy.
może podepnę się pod temat SEP i egzaminów, jak mi się kończy termin uprawnień a egzaminu w zakładzie jeszcze nie ma to mogę wykonywać swoją pracę czy już nie bardzo ?
większość prac wykonujemy w zespołach dwuosobowych, czy wystarczy że jeden w tym zespole ma aktualne ?
Jak wyżej zacytował kolega elsa prace eksploatacyjne mogą wykonywać osoby uprawnione i upoważnione. Nie jest zatem dopuszczalna sytuacja, żeby w zespole pracowników nie wszyscy posiadali uprawnienia.
Pytanie do wszystkich Kolegów: jak wygląda u Was spełnienie wymogu “i upoważnione”? Jesteście Panowie formalnie (pisemnie) upoważnieni do prowadzenia prac? Przez kogo?
Ja osobiście nie widzę w świadectwie kwalifikacji nic złego, jest to świadectwo które określa że dana osoba zaznajomiona jest z podstawowymi zasadami wiedzy o urządzeniu które ma eksploatować, zasadami organizacji pracy przy urządzeniach energetycznych, bhp i udzielania pierwszej pomocy. Te uprawniania nie czynią nikogo elektrykiem, ta osoba nie projektuje ,nie prowadzi prac, wykonuje tylko polecenia lub założenia. Oczywiście inaczej to wygląda na napięciu do 1kV gdzie ludzi wykonujących instalacje nN jet masa a ogólna ich świadomość o elektryce jest niska. Wydaje im się że mają papier i już są elektrykami. Osobiście zwróciłbym uwagę na inny problem, nie samych kwalifikacji a sposobu ich wydawania. Z przykrością stwierdzam iż osoby zasiadające w komisji nie zawsze są kompetentne. A różne stowarzyszenia przebijają się w zdawalności aby jak najwięcej osób u nich płaciło. Raczej tu bym szukał problemu bo to właśnie te komisje tworzą problem.
Dziś o 19:00 w Internecie w Klubie Instalatora firmy Eaton jest powtórka interesującego szkolenia, w którym p. Karwat przedstawia blaski i cienie świadectw kwalifikacyjnych elektryków i związaną z tym odpowiedzialność. Warto tego wysłuchać.