Znajomemu został z projektu cały karton nowiutkich RCD trójfazowych o charakterystyce A, 63/0.03A. Hagery czyli nie bylejakie. Chcemy je wykorzystać w swoich instalacjach domowych, zastępując nimi jednofazowe. Ale nie tak jak deweloperzy-wytaniacze czyli “kup najtanszy 3f AC i za nim rozdzielaj obwody na fazy, wymóg zaliczony”. Otóż chcemy podpiąć takie aparaty dokładnie w miejsce jednofazowych, wykorzystując tylko tor N i jeden z torów fazowych. U siebie cztery sztuki (tyle mam w jednofazowej rozdzielnicy, miejsce jest), u znajomego pięć w trójfazowej (jedna na obwody 3f, cztery na obwody 1f). Choć aparat się “marnuje” w takiej roli, to cena zakupu poniżej hurtowej ceny najtańszego badziewnego RCD AC, skłania do realizacji. Technicznie rozwiązanie poprawne, działa, w czasie pomiarów zachowuje RCD się dokładnie jak normalny jednofazowy i w zasadzie biorąc pod uwagę działanie, sam bym na takie coś wystawi pozytywny protokół.
Ale, no właśnie. Ale co na to koledzy-pomiarowcy. I nie tylko, również monterzy, teoretycy (bez sarkazmu - cenię sobie również zdanie “czystych akademików”) . Czy dostając do przeglądu instalację (sprawną) w której jednofazowe RCD wymieniono na podpięte w ten sposób trójfazowe, wystawiliby pozytyw, w uwagach wpisali swoje przemyślenia na ten temat czy też uznali taki patent za druciarstwo?
Tu do przemyślenia czy to druciarstwo, są dwa przypadki:
-u znajomego wszystkie tory fazowe zasilone ale zabezpieczenia obwodów jednofazowych zasilone tylko z L1 w pierwszym aparacie, z L2 w drugim, z L3 w trzecim i czwartym (z tych czterech użytych w charakterze jednofazowych)
-u mnie z jedynej fazy zasilone tory L1 czterech trójfazowych RCD i z tychże torów zasilone zabezpieczenia grup obwodów jednofazowych (obecnie mam cztery RCD AC, więc w zasadzie skansen)