Po co komu uprawnienia

Chciałbym poznać opinie kolegów w temacie uprawnień budowlanych, SEP-owskich i innych. Po co są one potrzebne? Nie wiem jak te sprawy są rozwiązywane na tzw. Zachodzie, ale w Polsce przypominaja mi one formę urzędniczego koncesjonowania. Aby zdobyć upr. budowlane nie tylko trzeba mieć odpowiednie wykształcenie, praktykę ale i zdać egzamin bardziej lub mniej upierdliwy. Potem można juz nigdy więcej nie zaglądać do przepisów a nawet zapomnieć co to jest prawo Ohma i tylko przystawiać pieczątki. Oglądam wiele projektów ludzi z uprawnieniami które zawieraja wręcz karygodne błędy nie mówiac juz o tych formalnych. To samo dotyczy wymagań inspektorów nadzoru o czym częściowo żeśmy juz sobie kiedyś pisali.
Zeby zdobyć uprawnienia SEP-owskie z pomiarami w Gdańsku należy wykazać sie gruntowną wiedzą z zakresu obowiazujacych przepisów ale również i tych które przestały obowiazywać. I tak pomiarowiec musi co 5 lat odświeżyć sobie gruntownie znajomośc norm podczas gdy projektant czy kierownik robót ma uprawnienia dożywotnie. Znam takich którzy wrócili do zawodu po kilku- lub kilkunastoletniej przerwie. Łatwo sobie to wyobrazić!
Czytam ostatnio o kolejnym pomyśle SEP-u Warszawskiego, żeby wprowadzić kolejne koncesjonowanie (patrz ostatni ELEKTROINSTALATOR). I znowu jakieś kolejne kwity i pieniądze!!! Nie wspominam już o popularnym koncesjonowaniu firm przez monopolistę jakim jest Zakład Energetyczny!
Izba Inżynierów Budownictwa - kolejne kilkadziesiąt złotych - nie moze cos powstać, nadal nie rozumiem po co ja utworzono? Nie wystarczą juz upr. budowlany trzeba być jeszcze członkiem IIB!
Co jeszcze zafundują nam autorytety urzędnicze?
Czy tych spraw nie może regulować rynek? A może przesadzam? Chętnie poznam wasze zdanie.
Chętnie usłyszę opinie kolegów

Zyjesz, czlowieku, w najbardziej poje(…) kraju, wiec sie nie dziw. Drenaz kieszeni rodakow widac na kazdym miejscu i w najmniej niespodziewanej chwili. Zobacz, co sie dzieje z chora oswiata i upadajaca sluzba zdrowia (a przeciez chory i niedoksztalcony narod sie nie liczy w swiecie - prawo dzungli), czy chociazby slynne ostatnio winietki na samochodach… Grrrrrrrrrrrr, wybaczcie, ale kogos nalezaloby zaje(…)!!! Wiec sie nie dziw, ze powstaja kolejne idiotyzmy, komisje, uprawnienia, egzaminy… FIKCJA, zeby tylko wydobyc ostatni grosz z naszych kieszeni.
A teraz przepraszam, myslac o tym kraju - ide sie wy(…).

Tyle naszego co sobie tu popiszemy.Mamy za krótki ręce żeby to zmienić.Dlatego pozostają nam tylko wymiociny.Pozdrawiam.

Uprawnienia są jednak potrzebne -bardzo często jako inspektor nadzoru mam do czynienia z projektami , które spłodzili projektanci bez jakiejkolwiek praktyki i obawiam się wiedzy . Konieczna jest też weryfikacja wiedzy projektantów .Powinien się tym zajmować samorząd niekoniecznie związany z SEP gdyż większośc działaczy tej organizacji to emeryci .

Samorząd niekoniecznie związany z SEP to np. IIB. Trudno robic cokolwiek bez udziału tej instytucji, z drugiej strony tworzenie konkurencji nie ma sensu.
Koncesjonowanie które uprawia SEP czy też inne instytucje lub urzędy jest korupcjogenne i znam takie przykłady.
Byc może nasze gadanie rzeczywiście nic nie da ale bierne poddawanie sie rygorom nie zawsze jasnym też nie ma sensu. Pamietacie skcję unieważniania uprawnień SEP-owskich sprzed 2 lat, w końcu protesty środowiska przyniosły efekt. Może byc bardzo trudno zmienic stan istniejacy, ale taka dyskusja może zapobiec tworzeniu kolejnych potworków urzedniczo-korupcyjnych.
P.S. Bardzo proszę o komentarze od ludzi o przynajmniej podstawowej kulturze osobistej. Bluzganie nic nie zmieni a budzi ogromny niesmak i dyskredytuje autora.

To prawda, że prawnienia to czysta fikcja jako elektryk po szkole bez żadnej praktyki zrobilem uprawnienia SEP E1kV w ciągu 30 minut a prowadzący kurs powitał nas zdaniem “niem mam czasu żeby prowadzić kurs więc zrobimy sobie od razu egzamin a co nie będziecie wiedzieć to wam powiem” - wcale nie interesowały go nasze kalifikacje.
ten kraj jest chory grupa staruszków trzyma sie uparcie koryta i nikt nic na to nie poradzi takie “stare PRL-owskie nawyki” boją sie młodych i zdolych dlatego wymyślają nowy uprawnienia by nie zostali pozbawieni darmowej kasy za przybicie swojej pieczątki z tytułami

Czytam, że pan Arkadiusz włożył kij w mrowisko. Według mnie ten temat, tak jak kij , ma dwa końce. Uprawnienia to tylko kwestia ceny, wiem o tym. Służby dozoru nagminnie pobierają jedynie opłaty za swoją pieczątkę, spotykam się z tym na codzień. Projektanci i inspektorzy popełniają “błędy” które świadczą o braku, podstawowej nieraz, wiedzy, spotkałem się z mnóstwem przypadków. Ale co my, jako pewne środowisko, robimy prócz narzekania. To elektrycy kupują uprawnienia, i zastanawiam się, czy robią to z braku czasu, czy wiadomości. To może odrębny temat, ale ISE zapewnia tak dużą anonimowość, że ciekaw jestem szczerych wypowiedzi i płynących z nich wniosków. Jestem zwolennikiem weryfikowania naszego (jako grupy zawodowej) przygotowania merytorycznego. Instalacje elektryczne mają tak istotme znaczenie i niosą tak duże zagrożenia, że powinny być wykonywane jedynie przez fachowców z potwierdzonym zasobem wiedzy. Chora jest praktyka wydawania uprawnień a nie ich sens.
Natomiast SEP jest organizacją naszą, elektryków. Czy więc na pewno nie mamy wpływu na jej kształt? Zastrzegam się, że jak większość ludzi lepszy jestem w narzekaniu niż działaniu, często jednak mam wątpliwości, graniczące z wyrzutami sumienia, że nie próbując przynajmniej zmienić rzeczy, które uważam za nieprawidłowe, daję wolną rękę ludziom bez kompetencji i wyobraźni obdarzonym jedynie manią wielkości. Może trzeba po prostu zostać członkiem SEPu i spróbować wywierać wpływ na działania NASZEJ organizacji.

Jestem projektantem od 1976r (otrzymałem uprawnienia), ale od 1969 przeszedłem 7 letni staż - w tym 3 lata jako asystent projektanta i cztery lata jako starszy asystent projektanta. Wiedz zdobyta na studiach nie jest wystarczająca aby poznać zasady projektowania i z biegu uzyskać uprawnienia.W moim “komunistycznym” okresie pracy nie do pomyślenia było, żeby spod ręki projektanta wyszedł knot.

Sito “sprawdzania” było za gęste-od kierownika zespołu projektowego, poprzez Zespół Weryfikacyjny (który musiał zatwierdzić klauzulą sprawdzenia i dopuszczenia do realizacji) ale na koniec Inwestor, który mógł projekt “zwrócić” do poprawy. Ale w Biurach Projektowych organizowane były szkolenia branżowe młodych pracowników oraz szkolenia z dziedziny innych branż (architektury, konstrukcji ,instalacji sanitarnych). Tak zdobywało się wiedzę, która pozwalała “wchodzić” w samodzielne projektowanie. I też nie od razu na głęboką wodę. Najpierw “mieszkaniówka” potem pawilony usługowe… i coraz głębiej w las. Dzisiaj nic z tego nie zostało. Alternatywą są szkolenia Producentów, bardzo cenne, lecz tylko ukierunkowane na sprzedaż swoich wyrobów. Często (jako również weryfikator) spotykam się z niewiedzą z zasad budownictwa ogólnego (jak w tym nieszczęsnym drewnianym domku), bo niby skąd mlody projektant ma się o tym dowiedzieć. A na pewno cały bałagan z Normami tylko szkodzi, i przykro mi, że wprowadzili ten bałagan, przerośnięci ambicjami niektórzy moi rówieśnicy- z dawnego COBRU- , którzy załapali sie na pojazd UNIA i wypuszczają legalizowaną makulaturę.

Jestem członkiem SEP-u ale już tylko, jako figurant, bo spotkania w Oddziale
służą tylko umacnianiu “kolesiów” do ustawiania się: na rzeczoznawców, doradców, w komisjach egzaminacyjnych - jest to niesmaczne, ale jakże
przypomina elity polityczne.Samo życie.

Ja jeszcze parę lat popracuję w projektowaniu, ale współczuję ambitnej młodzieży i mogę tylko doradzić aby ich ciekawość wiedzy zawodowej była “nienasycona”, a zlecenia ambitne same do nich przyjdą.

Bardzo sobie cenię Forum ISE.PL, i myślę ,że jest to kierunek , który przynosi
wiele pożytku i wiedzy Środowisku.
Pozdrawiam Wszystkich .
Janusz Warecki

Panie Januszu
Obraz projektanta jaki Pan przedstawił na swoim przykładzie, stanowi obraz sielsko-anielski okresu komuny. Takich idealnych biur projektowych było niewiele. Rzeczywistość przedstawiała się zupełnie odmiennie, jeżeli oceniać wartość projektów i projektantów z tamtego okresu poprzez pryzmat n.p kierownika robót eletrycznych, inspektora nadzoru, którzy na bieżąco posiadali kontakt z dokumentacją i projektantami na budowie. Niestety duża ilość projektów z tamtego okresu to były popularne “knoty”, wielokrotnie przekopiowywane do różnych dokumentacji. Zresztą jak można zaprojektować instalację czy układ sterowania, jeżeli w życiu projektant nie trzymał w ręku śrubokręta, nie splamił się żadną użyteczną pracą, na wiedzę był szczególnie odporny, wszystko co drukowane szkodziło mu na oczy - ale jako członek partii był wzorem dla innych, a najważniejsze było zebranie partyjne. Dzisiaj ta grupa projektantów jest albo na zasiłkach dla bezrobotnych, bądź sprzedaje pietruszkę na bazarze. A już śmieszą mnie wręcz wykonywane przez starych projektantów rysunki tuszem na kalce, część opisowa z przedmiarami i kosz

C.d (awaria poczty internetowej)
i kosztorysami na maszynie do pisania marki Łucznik na bazie norm z lat 80-tych.
Tyko nieliczna grupa projektantów z dawnego układu komunistycznego zajmuje się projektowaniem i robi to w sposób profesjonalny w nowoczesnych prywatnych, dobrze wyposażonych burach projektowych .
Dzisiejszym paradoksem natomiast jest to, że z niewiedzy, biedy, może głodu godzą się niektórzy projektanci nowej i starej generacji na warunki inwestora - tworząc kuriozalne dokumentacje (co na początku forum zaznaczył Pan Arkadiusz), za wynagrodzenie stanowiące 1/5 realnej wartości; aż wstyd że jeszcze firmują to tytułem inżynierskim i wydanymi uprawnieniami których zasady wydawania niewiele zmieniły się od czasów komuny.

Pozdrawiam uczestników forum

C.d (awaria poczty internetowej)
i kosztorysami na maszynie do pisania marki Łucznik na bazie norm z lat 80-tych.
Tyko nieliczna grupa projektantów z dawnego układu komunistycznego zajmuje się projektowaniem i robi to w sposób profesjonalny w nowoczesnych prywatnych, dobrze wyposażonych burach projektowych .
Dzisiejszym paradoksem natomiast jest to, że z niewiedzy, biedy, może głodu godzą się niektórzy projektanci nowej i starej generacji na warunki inwestora - tworząc kuriozalne dokumentacje (co na początku forum zaznaczył Pan Arkadiusz), za wynagrodzenie stanowiące 1/5 realnej wartości; aż wstyd że jeszcze firmują to tytułem inżynierskim i wydanymi uprawnieniami których zasady wydawania niewiele zmieniły się od czasów komuny.

Pozdrawiam uczestników forum

zadam inne pytanie, jakie uprawnienia?
uważam że cała dziedzina ogólnie mówiąc elektryczności jest zakresem wiedzy z ogromną ilością kruczków w której projektant powinien (musi) wykazać się dogłębną znajomością tematu ( inaczej wychodzą tzw “babole”). Nie wyobrażam sobie jak osoba np z zakładu energetycznego która posiada wiedzę potrzebną do projektowania np przyłączy, bo cały czas robi zazwyczaj tylko to, potrafiła zaprojektować np pole odbiorcze silnika 6kV z rozruchem przez autotransformator. Niestety nasze prawo na to pozwala, uprawnienia projektowe są dawane raz na całe życie, (oczywiście mogą być odebrane).
sądzę, że rozsądnym rozwiązaniem jest okresowe sprawdzanie wiedzy np z zakresu norm i przepisów jak ma to miejsce w przypadku osób pracujących w eksploatacji.
pozdrawiam i zachęcam do dalszej dyskusji

W zakresie uprawnień projektowych pan Piotr trafił w samo sedno. Uprawnienia projektowe o które zabiegamy wynikają z ustawy Prawo Budowlane. Cały też tok przygotowawczy a i tematyka egzaminu dotyczy jedynie związku przedmiotu projektu z Prawem Bydowlanym i obiektem budowlanym (uzgodnienia, zagospodarowanie przestrzenne itd.). W żaden sposób egzamin ten nie weryfikuje wiedzy o znakomitej większości elektrotechniki, która nie ma bezpośredniego związku z pozwoleniem na budowę, budynkiem czy drogą, a która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania projektowanych obiektów. Mowa tu rzeczywiście o całej gamie zagadnień związanych z elektroenergetyką, napędami, sterowaniem jak choćby podany przykład silnika: istnieje cała gama metod rozruchu silnika SN, a dla każdej z nich różne są elementy układy rozruchowego, inna automatyka rozruchu, inne wreszcie optymalne nastawienia części zabezpieczeń.
Wspomniane (w różny sposób) dawne, “komunistyczne” biura projektów, nie ujmując im wad, miały na ogół jedną zaletę: była tam paru faciów (lub dam), z których każde specjalizowało się w czymś innym, na czym mniej więcej się znało: jeden robił instalacje, drugi układy rozdzielcze średnich napięć, jeszcze inny stacje 110 kV. Na obecnym “wolnym rynku”, każdy kto złapie zlecenie usiłuje wszystko zrobić sam, nie bacząc na to jak się w całej rozpiętości tematów czuje. Uzyskiwane efekty często byłyby zabawne, gdyby nie to że są irytyjące i kosztowne.
Inna sprawa z uprawnieniami eksploatacyjnymi. Tu też ich jakości przysłużył się wolny rynek. Odkąd komisje powstały jak grzyby po deszczu w zakładach “…zatrudniających powyżej 100 osób danej specjalności zawodowej”, mamy do wyboru tłum komisji, członkowie każdej chcą zarobić, a zarabiają na liczbie “przemielonych”. Oczywiście większość kandydatów do mielenia pójdzie tam, gdzie ma większe szanse na sukces.
Pozdrawiam.

Mówi Pan jak to było kiedyś pięknie. Jak działał nadzór itd. itp. Tylko skąd wzieła sie trasa łazienkowska , która już zaczyna się walić i wiele innych karkołomnych poczynań budowlanych. Instalacje w blokach z lat 70 i 80 to szok. Trzeba sobie powiedzieć, że było źle jest źle i prawdopodobnie bedzie źle.

Wszystko oczym Panowie rozmawiacie to prawda że kiedyś były biura projektów w których x czasu było się asystentem projektanta, starszym projektantem itd. Takich biur projektów już niema może w dużych miastach w mniejszych “pracownia projektowa” składa się z zatrudnionych na stałe archtektów i wynajmowanych branżystów. W takim przypadku jak spełnić warunki praktyki na uprawnienia budowlane kiedy nikt nie zatrudni w biurze projetów kandydata na projektanta a starsi koledzy nikogo nie będą uczyć bo jest kryzys i po co szkolić sobie konkurencję. Dlatego też projekty nadal będą wykonywane tuszem na kalce i z wykorzystaniem starych technologii. Jeżeli chodzi o jakość projektów to na to decydujący wpływ ma czas jaki daje inwestor na opracowanie projektu i to że budowy często są wykonywane na podstawie projektu budowlanego a nie wykonawczego. Może należy to zmienić?
Pozdrawim.

Przeczytałem cały wątek i jestem pod wrażeniem.
A jak to wygląda moim skromnym zdaniem. Przede wszystkim bardzo źle, że w społeczności elektrików są osoby pokroju kolegi “zdziwionego”. Totalne wulgaryzmy i bezwzględna krytyka to nie wszystko. Jestem akurat młodym człowiekiem (3 lata po studiach) i bardzo chciałbym aby praktyka była zblizona do tzw. studenckiej teorii wpajanej na Politechnikach. Oczywiście krytykować można całą politykę państwa ale nie o to chodzi.
Szanowni koledzy - poza uprawnieniami potrzbne jest jeszcze minimum chęci i świadomości. To nie uprawnienia są problemem ale ludzka mentalność. Nie wystarczy mieć uprawnienia, ale należałoby jeszcze znać się na swoim fachu. Ja też widziałem projekty będące bublami. Ale najciekawsze jest to, że zaraz po usłyszeniu uwag projektant brał się do roboty i poprawiał błędy. A ja byłem w szoku. Z tego wynikało, że to jest problem chęci. Wystarczy chcieć aby było inaczej.
Z drugiej strony, również jestem członkiem SEP, i jestem zawiedziony. To jest skostniała instytucja, przepraszam ale złożona głównie z emerytów zainteresowanych spotkaniami przy kawie i wycieczkami. Kiedy wstępowałem do SEP, to myślałem, że dzięki tej organizacji będę mógł dowiedzieć się coś więcej - ale to jest fikcja. To jest organizacja towarzyska a nie techniczna, która nie ma nic do zaproponowania młodym inżynierom.
I jeszcze jedno, prawo i normy tworzone są głównie przez kadrę akademickich naukowców, którzy bardzo często nie mają nic wspólnego z praktyką. Ich jedynym celem jest chęć “bycia na świeczniku” i zajmowania kilku dobrze płatnych etetów. Oni nie mają nic wspólnego ze zwykłym elektrykiem napotykającycm na szereg problemów technicznych i prawnych.
To samo można powiedzień o całej rzeszy czasopism technicznych wydawanych przez naukowców dla naukowców. Ale to oczywiście temat na oddzielny wątek.
I na koniec - ogólnie panujący system jest bardzo skostniały. Uprawnienia oczywiście są potrzebne, ale nie takie które są papierkiem i interesem dla egzaminatorów.

Moje odczucia pokrywają się z wypowiedziami poprzedników.
Przepisy tworzone są przez ludzi oderwanych od rzeczywistości bez wiedzy praktycznej. Instalacje projektują dyletanci a odbierają twardogłowi inspektorzy.
Z uprawnieniami jest jak z prawem jazdy, można je zdobyć ale nie gwarantują że ich posiadacz będzie dobrym kierowcą.
Moja propozycja.
Projektantem może zostać osoba która wykonała osobiście kilkanaście instalacji
zdaje egzamin ze znajomosci zasad projektowania i niezbędnych obliczeń wykona przykładowy projekt .Wydane uprawnienia są odnawiane co 5 lat.
na egzaminach równoczesny nacisk powinno kłaść się na wiedzę techniczną jak i na znajomość prawa budowlanego.
Uprawnienia SEP uprawniają takze do wykonywania instalacji i niektórych projektów,
SEPzreformować-odmłodzić kadrę, połączyć z działalnością informacyjną ,doradczą -obroną wykonawcy i klienta, możliwość obowiązkowej składki np.30zł rocznie.

Poszukuje projektanta u którego będę mógł odbyć praktykę na uprawnienia w zakresie sieci i instalcji elektrycznych, zlecę wykonanie projektu przyłącza instalacji elektryczznej

Witam
Bardzo ciekawa dyskusja tylko ciekawy jestem ilu Panów tak potępiających uprawnienia budowlane je posiada i czy będą to samo mówić jak już je zdobędą to bardzo mnie to ciekawi.
W czerwcu zdałem egzamin na uprawnienia budowlane i już jestem pełnoprawnym projektantem. Praktykę rozpocząłem w 1999 roku i doprowadziłem sprawę do końca.
Widzę że wszyscy spotykają się z “niedouczonymi” projektantami i super wykonawcami z mojej praktyki wynika troszeczkę coś innego. Proszę pamiętać że "starzy"projektanci jeśli poważnie traktowali swój zawód mają ogromne doświadczenie i nie koniecznie muszą być oblatani w komputerze. Ja takich znam i cenie sobie ich rady.

Mysle, ze wiekszosc elektrykow (ale nie tylko) ma uprawnienia w glebokim powazaniu gdyby nie dwie przeszkody 1) wymog prawny 2) oreze w walce z konkurencja.

  1. niestety trzeba sie podporzadkowywac chocby prawo bylo durne chyba ze konkretny przepis jest powszechnie lamany i nikt tego nie egzekwuje (czyli w praktyce nie jest prawem)
  2. ci co je maja przewaznie sa za a ci co nie maja sa przeciw - wiadomo dlaczego :slight_smile:

Temat byl juz podejmowany i sie wypowiadalem, ale powtorze moje zdanie. Uprawnienia E/D w obecnym ksztalcie sa przeszkoda w pracy, nie swiadcza ani o wiedzy ani o doswiadczeniu. Z kolei UB sa trudne do zdobycia z roznych powodow. Albo za wysoki wymog jesli chodzi o wyksztalcenie albo (co trudniej przebrnac) praktyka. Trudno ja uczciwie spelnic (np. nie mozna do niej zaliczyc pomiarow ochronnych), bardzo trudno znalezc osobe z UB ktora ta praktyke potwierdzi.
W bardzo wielu krajach zachodnich nie ma czegos takiego jak uprawnienia budowlane. Po co nam w obecnym ksztalcie SEP czy IIB ?
Duzo prosciej byloby zlikwidowac wszystkie uprawnienia i wprowadzic obowiazkowe ubezpieczenia OC w dowolnej firmie. Przypuszczam ze skladki wyliczane przez firmy bylyby kalkulowane i uwzglednialyby znizki lub zwyzki czy to za praktyke czy to za szkole czy to za kursy czy uprawnienia budowlane. Rynek sam by wychwytywal niebezpieczne prace i z drugiej strony finansowo promowal i zachecal ludzi do podnoszenia kwalifikacji. Ubezpieczyciele by sie ucieszyli z nowych klientow, a elektrycy… chyba tez bo przy obecnym prawie zawsze robi sie troche niezgodnie z tym lub czyms innym (lub sie o tym nie wie). Cos na ksztalt OC samochodowych, lub innych grup zawodowych.
Czy wyobrazacie sobie co by sie dzialo gdyby uprawnienia w naszym wykonaniu powprowadzac w zakladach mechanicznych naprawiajacych auta??? Przeciez to bardzo odpowiedzialne prace. Dodatkowo postep jest rownie duzy jak nie wiekszy niz w elektrotechnice… Przypomne (min. inz. mechanik + x lat praktyki przy projektowaniu i budowaniu aut) :slight_smile: Zeby powiazac z tematem forum … czy elektrycy samochodowi musza miec jakiekolwiek papiery???