Oświetlenie wybija korki - po wymianie przewodu

Witam, jakiś tydzień temu wymieniałem kabel przyłączeniowy z wyłącznika do puszki elektrycznej (ponieważ spaliła się jedna z żył, napięcie na gwincie żarówki pokazywało +/- 130V), wszystko działało dobrze aż do dzisiaj, załączyłem wyłącznik żarówka zapaliła się na 1 sekundę i zgasła, wciskałem wyłącznik kilkukrotnie a żarówka się nie zapalała, chciałem sprawdzić napięcie na gwincie i po przyłożeniu jednego kabla z miernika pojawiła się iskra i wywaliło bezpieczniki, co może być tego przyczyna? Jedyne co przychodzi mi na myśl to zwarcie w gwincie żarówki, ale proszę o odpowiedź. I jeszcze jedno pytanie, czy poprawnym jest połączenie w puszce przewodów skręcając je ze sobą? bo tak właśnie mam połączone

P.S. nie wiem czy to istotne ale sposób połączenia tego oświetlenia jest dla mnie “trochę” dziwny, ponieważ kable z wyłącznika wchodzą do jednej puszki w której jest podłączone napięcie z parteru do piwnicy, dalej jest poprowadzony 0,5m kabel do drugiej puszki i dopiero z tej puszki wychodzą kable do żarówki.
Proszę o przeniesienie do innego działu jeśli piszę w złym (mój pierwszy temat).

Pozdrawiam

a więc tak…jakim to miernikiem sprawdzałeś napięcie?
jaka żarówka jest podłączona, zwykła, ledowa czy inna?
samo podłączenie przewodów na tzw skręt jest poprawny ( i tu za chwilę popłynie fala krytyki ze strony wielbicieli złączek wago itp) pod warunkiem że jest to dobrze zrobione.



Kolego, nie bij niepotrzebnie piany. Autor zrobił zwarcie. I koniec. Sposób łączenia przewodów nie ma nic z tym wspólnego.

Sposób stary jak świat i całkiem solidny - bardzo duża powierzchnia styku. Ważne, żeby solidnie skręcić żyły kombinerkami i pod żadnym pozorem nie lutować. Lepiej nakręcić złączkę skrętną:

pytanie od nie-elektryka: dlaczego nie lutować? Co się stanie z takim połączeniem?

Prawdopodobnie nic się stanie.

Tylko pytanie jak te połączenie rozłączysz, gdy zajdzie taka potrzeba?

A zwłaszcza - jak to ponownie połączysz gdy już “knypa” wytniesz, ale zostaną tylko półcementrymetowe kikuty.?

wtedy pójdzie lutownica w ruch…:slight_smile: nie lutujemy ponieważ jak kolega słusznie napisał przy jakiś zmianach nie ma jak przewodów rozłączyć a ważniejsza jest kwestia że cyna używana przy lutowaniu nie bardzo znosi prądy płynące w instalacjach nn. w elektronice ok.

To , że lutowanie jest jednorazowym połączeniem to wiem, ale to stwierdzenie to z serii: tak , bo tak ? , czy jakoś to kol. może uzasadnić ?

Nie jest i nigdy nie było poprawne, chyba że w…telekomunikacji.

Nieprawda. Wiele lat temu wykonywałem połączenia lutowane uzwojeń transformatorów. Na dwa płaskowniki zetknięte ,na zakładkę" nawijało się i zaciskało pasek blachy miedzianej. To wszystko było zalewane lutem cynowo-ołowiowym. Podobnie zalutowywało się końcówki oczkowe na wyprowadzeniach uzwojeń. Wytrzymywało to spokojnie kilkadziesiąt amperów.

Nie mówię że jestem zwolennikiem tych połączeń ,ale nazwanie ich niepoprawnymi to zły pomysł: http://www.simet.com.pl/pl/produkt/zlaczka-skretna-uniwersalna-dla-przewodow-o-przekroju-od-1mm2-do-6mm2-czerwony-43814201

WAGO , skrętka , lutowany czy gwoździem zagiętym od tyłu ( oczywiście gwóźdź elektryczny ) nie ma znaczenia , jak tam się stale coś pali , upala , nie działa - potrzebny jest elektryk , zanim będzie potrzebny strażak i koroner .