Klient rozsyła moją ofertę - czy łamie prawo?

Witam Kolegów. Mam pytanie trochę z innej beczki, ale z zakresu prawa. Otóż kilka miesięcy temu przesłałem klientowi ofertę zawierającą wyszczególnione materiały z wyceną i ofertę na moje usługi również wycenione. Klient był na tyle sprytny, że szuka sobie tańszej firmy rozsyłając moją ofertę innym przedsiębiorcom, notabene z dopiskiem " ceny są mocno zawyżone".
Czy istnieje przepis prawa , który zakazuje wykorzystywania ofert bez udzielenia zgody przez podmiot, który ją sporzadził?

Jest to niestety częsty problem dotykający każdego usługodawcę. Praktycznie nie znajdziesz przepisu zabraniającego powielania Twojej oferty, jeśli nie zastrzegłeś sobie praw autorskich. Taki “sprytny” klient pokazuję ofertę następnemu z zapytaniem, czy zrobi mu to taniej i zwykle znajduje. Ty napracowałeś się sporządzając ofertę, a następny ma dużo prościej - podaje tylko: "Tak zrobię to 10% taniej ". Również niestety wielu elektryków się nie ceni i stąd takie sytuacje. Odpuść sprawę i na przyszłość nie rób szczegółowej oferty, wystarczy, że podasz ogólnie zakres prac i końcową kwotę bez rozpisywania poszczególnych pozycji.

W czym problem? Raz ty zrobisz ofertę a koledzy dostaną gotową do akceptacji po rabacie a następnym razem jakiś kolega zrobi wycenę a tobie pokaże ją inwestor i będziesz miał gotową robotę wystarczy tylko rabat zastosować.

Na przyszłość podać tylko cenę bez innych szczegółów, a reszta po podpisaniu umowy.

Praktycznie ten mechanizm tak działa i pewnie tak będzie. „Świat jest mały” jak to ktoś powiedział i zapytanie zadane innemu koledze często również i wraca do mnie czy przypadkiem tego nie wyceniałem :slight_smile:
Ostatnio coś rzucili się na projekt hali targowej (oferta chyba na 5 grudnia ma być) i nawet z Bydgoszczy mają chęć – co z tego wyjdzie się okaże :slight_smile:

Nie sądzę aby średnio rozgarnięty człowiek się na to zgodził. Załóżmy jadę do mechanika z autem na poważną naprawę. Ja akurat zawsze chcę z góry wiedzieć co i za ile robimy. I na pewno nie dostał by mojego auta gdyby powiedział, że rozliczymy się po naprawie. Jak już wszystko spiszemy i ustalimy (przy moim udziale i moim wysiłku intelektualnym) nie widzę żadnych przeszkód moralnych aby z taką wyceną iść do innego mechanika i zapytać jego o cenę tego samego zakresu robót. Nie mam ochoty kolejny raz siedzieć z mechanikiem i mu tłumaczyć co mamy zrobić. Dlaczego więc ktoś kto daje zlecenie na wykonanie instalacji miałby siedzieć z 10 elektrykami i tłumaczyć im po kolei każdemu z osobna czego oczekuje. Nigdy nie jest tak, że inwestor nie uczestniczy w ofertowaniu. Zawsze ten co sporządza ofertę męczy inwestora pytaniami i ten biedny inwestor siedzi i myśli. W gospodarce wolnorynkowej większość czasu spędza się na robieniu ofert a co jakiś czas tylko z tego jest jakaś robota a więc nie ma się co obrażać a już na pewno nie ma co klienta zbywać tekstem " o szczegółach pogadamy po robocie czy po spisaniu umowy" bo to nie te czasy.
Ja dużo korzystam z różnych usługobiorców i odwalam zawsze takiego co się jąka jak mówi o cenie, że on nie wie, że on zobaczy itp. Dla mnie to sygnał, że jeśli nie wie jak to wycenić to i nie będzie wiedział jak to sprawnie zrobić a więc po co mi kłopoty. A jak by mi nie chciał ceny powiedzieć no to chyba wiadomo.

Witam :slight_smile:

Moim zdaniem prawo do dysponowania ogólnie ujmując dokumentem o ile np. umowa, prawa autorskie, itp. nie stanową inaczej przysługuje wyłącznie jego twórcy.

W poruszanej sytuacji zdrowym podejściem byłoby gdyby klient, o którym tu wspominamy miał określony zakres robót, który chce wycenić wykonany przez siebie lub kogoś niezależnego od potencjalnych oferentów/wykonawców. Oczywiście w drugim przypadku czyli zakresie robót wykonanym przez osobę trzecią czyli usługodawcę klient powinien nabyć również prawa do tego dokumentu/zakresu robót.
Wtedy sprawa jest prosta co do dysponowania zakresem robót i udostępniania go wykonawcom/oferentom celem wyceny przez nich robót w nim określonych.

Co do dysponowania oferowanymi cenami przez wykonawców/oferentów. No cóż myślę, że tutaj tą kwestię powinna określić umowa (jaka ona by nie była) pomiędzy oferentem, a pytającym o wycenę (wspomnianym klientem).
Moim zdaniem wspomniany klient nie ma prawa udostępniać wyceny danego oferenta innym oferentom o ile właściciel oferty/oferent nie wyraził na to zgody.

Ogólnie rzecz ujmując nie jest to moim zdaniem jakiś wielki problem. Oferty będą krążyły pomiędzy wykonawcami i chyba trzeba przyjąć to do wiadomości. Nazwałbym to w większości przypadków małą szkodliwością społeczną.
Nie mogę jednak powiedzieć abym akceptował taki stan rzeczy ponieważ:

  • po pierwsze takie postępowanie jest nieleganckie i nieuczciwe,
    -suma kosztów moim zdaniem po podliczeniu jest wyższa ponieważ klient często wykorzystuje wykonawców/oferentów aby zorientować się czego tak naprawdę chce (i to jest ich czas który gdzieś musi zostać uwzględniony), a często oferenci nie do końca wiedzą co wyceniają opierając się na czyjejś ofercie co też skutkuje później „przepychankiami”,
  • znam wykonawców, którzy w wielu sytuacjach zgadzają się na upublicznienie swojej oferty. Oferty, a nie zakresu robót, który musieli wykonać dla klienta aby przedstawić ofertę czyli wycenić usługę.

P.S.
Wspomniana sytuacja z mechanikiem dla mnie jest powiedzmy co najmniej nietaktowna.
Takie podejście powoduje nadużycia ze strony klientów polegające na tym, że jedzie się do dobrego mechanika po diagnozę, którą dostajemy jak rozumiem za gratis, a później do tańszego, który zrobi co trzeba. Takie przypadki znam i solidni mechanicy, których znam szybko wyleczyli się z takiego podejścia.
Rozwiązanie jest proste. Jako mechanik robię diagnozę a później po uzgodnieniu ceny naprawiam samochód. Diagnozę wliczam w koszty naprawy samochodu (zwykle wtedy jest gratis) lub nie naprawiam samochodu, ale pobieram z góry ustaloną opłatę za diagnozę. Diagnozę przekazuję klientowi, który może nią dowolnie dysponować.
To samo można zaimplementować i w naszej dziedzinie oraz wspomnianej sytuacji.

Dobry mechanik stosując racjonalne ceny zarobi i na diagnozie i na naprawie samochodu bez względu na to, którą z tych rzeczy będzie robił gdyż jako dobry zwykle będzie miał klientów.

Witam
Po ostatniej wypowiedzi kolegi Marcina uświadomiłem sobie jak ciężka jest praca Inwestora i jego trud w stworzenie oferty, iż to chyba on powinien dostać wynagrodzenie od Wykonawcy. :wink:.

Zbierałem się napisać coś w stylu jak to zrobił kol. Zbyszek (Bonius), ale tak się złożyło, że Zbyszek mnie uprzedził i zrobił to lepiej niż ja bym to napisał. Więc nie będę się powtarzał. :slight_smile:

Dodam, że wielu wykonawców jakoś sobie z tym radzi. Znam kolegów, którzy szczegółowy zakres prac/materiałów pokazują tylko do wglądu. Inwestor może więc zapoznać się ofertą, ale nie jest mu tak łatwo rozesłać ją do konkurencji w formie zapytań ofertowych.

A swoją drogą często sporządzenie oferty z odpowiednią kompletacją sprzętu i rozwiązaniem jakiegoś tematu to często więcej niż połowa sukcesu. Podobnie jak u mechaników samochodowych właściwa diagnoza.

pzdr
-DAREK-

Witam,

Spotkałem taki zapis:

“Warunki oferty są poufne i obydwie strony zobowiązują się do nie ujawniania ich osobom trzecim. Wszelkie zmiany nanoszone na ofercie bez potwierdzenia oferenta czynią ofertę nie ważną”.
Co koledzy sądzą o takim zapisie?

pzdr

Hi
Ja oferty upraszczam jeszcze bardziej i zawsze piszę że oferta dotyczy konkretnego podmiotu w konkretnym miejscu, a więc siłą rzeczy moja oferta dla każdego jest indywidualna.

Jako że kolega Marcin uznał moją wypowiedz za nie trafną, pozwolę sobie powtórzyć za kolegom Bonius że przykład mechanika jest nietrafiony bo ni jak ma się do sytuacji . Mechanik wymieni tylko części które ktoś wyprodukował i na tym się jego praca kończy. Nie musi robić obliczeń, pomiarów, rysunków czasami załatwiania pozwoleń za klienta etc.To jest wkład pracy intelektualny i nie tylko, a taka kradzież jest już z mocy prawa karalna.Wiadomo że nikt przy drobnej pracy nie będzie latał po sądach, ale większa inwestycja na pewno warta by była ukarania.Spróbuj skopiować książkę i ją rozdawać, zobaczysz co cię czeka.

Zawodowo zajmuję się kupowaniem, więc macie spojrzenie z drugiej strony.

To na oferencie (wykonawcy) ciąży obowiązek zapoznania się ze zdefiniowanym przedmiotem zamówienia i dokonaniem wyceny. Jeżeli przedmiot zamówienia nie jest doprecyzowany, zawczasu należy ustalić warunki gry - jeśli wykonawca musi wykonać projekt, mamy do czynienia z dziełem w rozumieniu ustawy prawo autorskie. Jeśli zamawiający jest chętny, może za niego zapłacić, a Wy przekażecie mu prawa do eksploatacji tegoż dzieła (tu warunki do ustalenia na linii wykonawca-zamawiający).

Jeśli natomiast jest to lista produktów, to absolutnie nie można nazwać tego projektem, a tym bardziej dziełem. Jeśli przekażecie ofertę z kompletną listą produktów, absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie wykorzystaniu jej w rozmowach zamawiającego z kolejnymi wykonawcami - to prawo zamawiającego. Sporządzona przez Was lista produktowa, to wiedza, którą nabył zamawiający od Was i nie wyobrażajcie sobie, żeby nagle miał o niej zapomnieć.

Oczywiście, przekazywanie kompletnej oferty w całym jej kształcie, innym wykonawcom jest delikatnie mówiąc nieeleganckie, a jeśli zastrzegliście jej treść do wiadomości zamawiającego, może naruszać wasze prawa. Oczywiście jeśli zamawiający zastrzegł wcześniej, że Wasza oferta będzie jawna, absolutnie nic nie stoi temu na przeszkodzie (z definicji jawne są oferty w postępowaniach publicznych).

Pamiętajcie, że relacja kupno-sprzedaż odbywa się na rynku i albo ktoś chce za coś zapłacić, albo nie. Wyceniacie listę produktów z wyceną (jak “diagnostykę” jak u mechanika)? Klient kupi, albo nie. Jeśli ją przekazaliście nieodpłatnie, to nie wymagajcie od klienta, żeby o niej zapomniał.

Zawodowo robię tak: zbieram kilka/naście ofert, spotykam się z wykonawcami. Znam wykonawców, ceny na rynku oraz opinię o konkurencji (fajnych rzeczy można się dowiedzieć) - to oczywiście ma wpływ na moją krótką listę. Nie posługuję się drukami ofert, lecz na ich podstawie sam ustalam poziom ceny jaki jestem gotów zapłacić (zwykle poniżej poziomu najniższej) i nigdy nie podaję informacji kto jaką cenę zaoferował - co najwyżej ile i jakie firmy pytałem. Wykonawca się zgadza na moje warunki, albo nie, mamy wolny kraj.

Bonius w swoim poście zawarł mnóstwo trafnych spostrzeżeń. Nie zgadzam się natomiast z ironicznym stwierdzeniem Darom “uświadomiłem sobie jak ciężka jest praca Inwestora i jego trud w stworzenie oferty” - tak, trzeba się napracować, i to kilkakrotnie więcej niż oferent. Trafna jest natomiast Twoja uwaga, żeby szczegóły udostępnić do wglądu - masz rację zabezpieczy to Cię przed przekazaniem wiedzy klientowi, ale absolutnie nie wpłynie to na jego decyzję (przynajmniej moją). Przy jednej sprawie inni wykonawcy po prostu niepotrzebnie napracują się tak jak Ty przy sporządzaniu wyceny, przy kolejnej niepotrzebnie napracujesz się Ty.

Oferta musi się bronić jakością i ceną robót/towaru, a nie ilością pracy włożoną w jej przygotowanie - to są koszty dodatkowe Waszej działalności, co i tak uwzględniacie w cenie. Skoro notorycznie przychodzą do Was klienci po szczegółową ofertę, a nie dostajecie zleceń, to znaczy że macie dobre pomysły (klient może to właśnie ceni), ale kiepsko wygląda cena za wykonawstwo i dostawy (możecie zostawić furtkę do dalszych negocjacji).

Uważacie, że ceny są za niskie, bo ktoś “psuje” rynek? Przekażcie klientowi rzetelną wiedzę o konkurencji (chińskie materiały, kiepska jakość, wykonawstwo niezgodne ze sztuką, nieterminowość, nieoczekiwane dopłaty za … itp). Skąd klient ma to wiedzieć? To Wy znacie swój lokalny rynek.

Powodzenia!