Jak w bezpieczny sposób odłączyć zailanie?

Wczoraj byłem świadkiem następującego zdarzenia. Prawdopodobnie na wskutek zawilgocenia doszło co zjawiska ciągłego zwarcia na przyłączu energetycznym w skrzynce bezpiecznikowej (w środku skrzynki - wyłącznik nadmiarowo-prądowy 3 fazowy) znajdującej się na zewnątrz domu drewnianego. Gospodarz domu zdążył odłączyć zasilanie instalacji i WLZ-tu. Problemem jednak było to, że zwarcie cały czas utrzymywało się na przyłączu przed skrzynką bezpiecznikową co skutkować zaczęło zapaleniem się zewnętrznej elewacji budynku. Gaszenie przy użyciu gaśnic proszkowych eliminowało tylko skutki lecz nie przyczyny pożaru. Konsola pozioma umieszczona była wysoko i odstawała od domu o ok 1,5m co uniemożliwiało odcięcie przewodów z poddasza budynku. Stacja trafo oddalona była o 500m od budynku - system ochrony TN-C. Straż pożarna swoim (nie widziałem jakim) sposobem odtrąciła zwęgloną i palącą się skrzynkę bezpiecznikową i zwarcie uległo zminimalizowaniu tylko do sporadycznego wysypu “snopu” iskier. Taka sytuacja pozostała, aż do czasu przyjazdu pracowników rejonu energetycznego którzy odłączyli zasilanie od budynku. Moje pytanie jest takie jak należałoby postąpić aby szybko odciąć zasilanie dochodzące do domu - może tzw. “zarzutka” na linię, z której doprowadzono prąd do budynku skutkowałaby zadziałaniem zabezpieczenia w stacji trafo? A może jest inny skuteczniejszy sposób na odłączenie zasilania?

Nie spotkałem się jeszcze nigdy z instrukcją postępowania w takim przypadku. Sądzę jednak, że sposób odłączenia tego zwarcia przerasta możliwości przeciętnego człowieka (bez świadomości elektryka), tak aby mógł to zrobić bezpiecznie. Może strażacy mają jakieś przeszkolenie w tym względzie - podejrzewam, że dopiero jednostki zawodowe. A tak naprawdę, to bezpiecznie może odłączyć tylko pracownik RE w stacji trafo (tak jak się to odbyło w opisanym przypadku). Zarzutka to mało pewny i nie do końca bezpieczny sposób, a jeżeli już, to jeden z końców powinien być uziemiony, zachowany przekrój nie wspomnę już o sprzęcie ochronnym (rękawice, buty) - tylko kto ma coś takiego pod ręką?

Tak szczerze to z reguły w starych wiejskich drewnianych budynkach na poddaszach może być wszystko od słomy, siana po makulaturę i nie wiadomo co jeszcze. W opisanym przypadku poddasze było puste i bez palnych rzeczy w innym przypadku budynek by już płonął, dlatego pytam o możliwość jak najszybszego odcięcia zasilania nawet bez czekania na przyjazd OSP i PSP. Pozdrawiam.

To nie było ciągłe zwarcie na przyłączu, tylko zapalił się łuk między stykami w tym wyłączniku nadmiarowym, gdyż on kilkakrotnie wyłączał jakieś prądy zwarciowe, które były powodem okopcenia komór, a tym samym zmniejszenia oporności, co z kolei było przyczyną zapalenia się łuku pomiędzy otwierającymi się stykami, a potem przerzucił się na przewód zasilający. Następnie ze względu na to, że na przyłączu nie było pełnego zwarcia to zwęglona izolacja paliła się jak lont. Do tego zdarzenia doszło dlatego, że w miejscu tego wyłącznika nadmiarowego powinny być bezpieczniki topikowe, a ich nie było, ponieważ niektórzy bardzo postępowi wszędzie wprowadzali nowoczesność, nawet tam gdzie było to jak w tym wypadku zagrożeniem. Ja ponad 15 lat temu nie mało czasu poświęciłem na przekonywaniu inwestorów, że takie rozwiązanie doprowadzi do podobnych skutków, a nawet z jednej roboty zrezygnowałem, gdyż inwestor miał umysł o zbyt dużej oporności. Od tamtego czasu już wielokrotnie słyszałem o podobnych skutkach, a nawet i pożarach. Ja w takich okolicznościach jak kolega opisał przy pomocy jakiegoś drążka z gwoździem próbował bym zerwać przyłącze i odciągnąć od budynku, zakładając na buty podwójne torebki foliowe których obecnie nam nie brakuje. Zaznaczam, że ja bym tak zrobił, co nie znaczy, że to polecam.

… i kolejne bzdety.
Łaskawco, Byłeś na miejscu? Widziałeś? Zrobiłeś ekspertyzę?
Masz bujną wyobraźnię i talent bajkopisarza. Polecam powściągliwość w tak stanowczym wyrażaniu opinii. Tutaj nie Onet.
Zanim coś napiszesz pomyśl wcześniej a nie pisz co myślisz.

Gdyby było ciągłe zwarcie to przyłącze spłonęło by całe, a nie tylko jego koniec. Nie mam w tym żadnej wątpliwości.

Piszę w oparciu o praktykę zawodową wieloletnią nie ważne ile, a jeśli komuś przeszkadza to, że dzielę się swoim doświadczeniem mogę nie pisać.

Przepraszam za dociekliwość, ale czy te torebki powinny być przebadane, jak każdy inny sprzęt ochronny? I czy ma Kolega jakieś preferowane sieci handlowe, bo te z XXXXX to rwą się przy zakładaniu…

Pisząc ten post nie miałem zamiaru wprowadzać zamętu lub doprowadzać do nieporozumień. Zapalenie się łuku o ile dobrze pamiętam ze szkoły to też rodzaj zwarcia. Zresztą jak zwał tak zwał. Zwęglenie izolacji doprowadziło do przepływu prądu zwarciowego ale nie spowodowało zadziałania zabezpieczenia nadmiarowego w stacji trafo. Dawniej o ile pamiętam na stacjach transformatorowych były wyłączniki i można byłoby się nimi posłużyć w takich wyjątkowych sytuacjach.

Tak, oczywiście zgodnie z przepisami należy dać ich do badania, odebrać po dwóch tygodniach i bezpiecznie ugasić pożar. Dodam jeszcze, że brak stopniowania było przyczyną niezadziałaniem zabezpieczenia. Od kilkunastu już lat zauważyłem, że zakłady energetyczne odchodzą od zabezpieczeń na słupach, więc zabezpieczeniem przyłącza jest zabezpieczenie linii odchodzącej od stacji czyli 125 A, a może i 160 A, więc przy przyłączu AL 16, oraz odchodzący od niego przewód do licznika 6 mm2 nawet niech to będzie miedź, to można sobie wyobrazić i nie trzeba nawet mierzyć, jaka oporność jest takiej pętli zwarcia przy zabezpieczeniu 125 A.

I nie wprowadzasz , a jedynie zauważyłeś ożywioną dyskusję , jakich tu pełno. Poruszyłeś temat dość istotny, dotyczy ratowania mienia. Słusznie też zauważyłeś że palący się łuk elektryczny jest rodzajem zwarcia, ma bardzo niską rezystancję. Ale dalej ja nie wyobrażam sobie nieświadomego człowieka próbującego opanować taką sytuację . Do posunięć z drewnianymi drągami, suchymi kawałkami tkanin itp możemy się posuwać w przypadku zagrożenia życia i to z taką ostrożnością, aby nie narazić swojego. Natomiast w tym przypadku prawie każde działanie (poza odłączeniem napięcia) generuje kolejne zagrożenie w tym życia innych za cenę spalonego dachu. W budownictwie jednorodzinnym brakuje działań prewencyjnych - mówię o okresowych pomiarach ochrony przeciwporażeniowej. Stan zwarcia powstał z pewnością w wyniku niskiej rezystancji izolacji spowodowanej zestarzeniem się i zawilgoceniem izolacji roboczej (do wychwycenia w pomiarach okresowych) lub ewentualnie nagłym zalaniem przez nieszczelną obudowę (do wychwycenia w trakcie oględzin). Gdy się już pali, to jedynie każdy może podjąć kroki na własną odpowiedzialność i dostać medal, albo wyrok za narażenie innych na niebezpieczeństwo.
P.s. opisanego stanu rzeczy nie widziałem, ale nie chcę mi się wierzyć , że nie było żadnych symptomów poprzedzających ten pożar.

Jedyny sposób na odłączenie to ekipa energetyki i odłączenie obwodu w stacji. Należałoby się zastanowić dlaczego nie zadziałał bezpiecznik w stacji transformatorowej. Przy takim łuku jaki opisuje forumowicz to prąd mały nie był. Energetyka a właściwie ekipy pogotowia wymieniają bezpieczniki w stacjach według uznania. Spalił się 63A to załóżmy 100 A to się nie spali i nie będzie trzeba jeździć. Dodając do tego “mądrą” politykę w kwestii zaopatrzenia to tak to wygląda. Możliwe jest, że ekipa pogotowia przyjeżdża do stacji transf. mając w samochodzie niewielki asortyment bezpieczników. Bo zapasów mieć nie wolno. Coś takiego jak pętla zwarcia dla decydentów jest pojęciem obcym. Widywałem już przewody gołe ( AL) zerwane i skaczące po kałużach. Pod napięciem. Długi obwód ( linia z lat 70 ), moc wzrosła w budynkach, bezmyślnie zwiększono bezpiecznik w stacji ( bo się palił) i są efekty.

Witam!

  • ja jeszcze chciałem dodać w temacie testowania torebek foliowych na nogi: jak zakładam rękawice elektroizolacyjne, to zawsze se dmuchnę w jedne i drugie- czy czasem dziurawe nie są…
  • może w torebki dmuchnąć, tak w razie ‘W’?