Witam.
Co prawda piszę w dziale dla nie-elektryków, jednak jestem magistrem elektrotechniki. To forum dotyczy głównie instalacji elektrycznych, a ja ukończyłem zupełnie inną specjalność (instalacji elektrycznych miałem cały jeden semestr), dlatego postanowiłem pisać tutaj żeby gdzie indziej nie zamieszczać ewentualnych głupot.
Aby założyć ten temat skłonił mnie remont mieszkania u moich teściów, których namówiłem przy okazji na wymianę instalacji elektrycznej. Przy demontażu starej, okazało się że żyli oni na “tykającej bombie”. Należy się cieszyć że nikogo nie poraził prąd ani nie doszło do pożaru. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że stan instalacji elektrycznej (co prawda jedynie w kuchni i łazience, ale jednak) był sprawdzany regularnie co 5 lat na zlecenie administracji osiedla i nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.
Oto lista “niedociągnięć”:
- Rozdzielnica w mieszkaniu: elektryk przysłany przez administrację wymienił bezpieczniki topikowe na bezpieczniki automatyczne 10 A dla oświetlenia i 16 A dla gniazd. Na pierwszy rzut oka wyda się że postąpił jak najbardziej prawidłowo, ale trzeba mieć na uwadze że instalacja elektryczna była z 1968 roku i według tego co było napisane na łącznikach oświetlenia i gniazdach, były one przystosowane odpowiednio do obciążeń maksimum 6 A i 10 A. Takie zabezpieczenia powinny być do nich dobrane, a te które dobrał nie miałyby szans zadziałać przy rzeczywistych przeciążeniach.
- Łazienka: brak gniazd bryzgoszczelnych (IP44), gniazda ze stykiem ochronnym ale jednocześnie brak wykonania w nich “zerowania” przy układzie sieci TN-C, do gniazd tych podłączona pralka automatyczna z metalową obudową, okazjonalnie odkurzacz
- Kuchnia: gniazda ze stykiem ochronnym ale jednocześnie brak wykonania w nich “zerowania” przy układzie sieci TN-C, do gniazd tych podłączona lodówka z metalową obudową, zmywarka, prodiż, czajnik elektryczny, ponadto jedno z gniazd spalone, a drugie które “iskrzyło” zdemontowane, przewody pod napięciem zamiast usunięcia były zakryte glazurą
- Pomieszczenie gospodarcze: zamrażarka i kuchenka mikrofalowa z metalowymi obudowami podłączone do gniazd bez styku ochronnego
Do tego gniazda osadzone krzywo, bez użycia puszek (po prostu w wyciętym otworze) i wskutek tego wypadające ze ścian, nieudolnie przytwierdzane do nich za pomocą kropelki i taśmy samoprzylepnej. Ponoć tak elektryk z administracji radził jak co i rusz przychodził wymieniać przepalone gniazda. Instalacja oświetleniowa zrobiona przewodami aluminiowymi o przekroju 1 mm2, gniazda w kuchni i łazience zasilane miedzianymi o przekroju 1,5 mm2, w pokojach i pomieszczeniu gospodarczym - aluminiowymi o przekroju 1,5 mm2. Izolacja w sporej części popalona, przewody poskręcane. 2 zabezpieczenia na całe mieszkanie 66 m2: oświetlenie i gniazda (wspomniane wcześniej bezpieczniki automatyczne). Podobno jakiekolwiek prace związane z instalacjami elektrycznymi przez blisko 50 lat wykonywali elektrycy podsyłani przez administrację, jeden jedyny raz teść wezwał “pana” z ogłoszenia na klatce schodowej i pożałował tego bo tak wymienił gniazdo, że spalił się niemal nowy rubin.
Jak taka instalacja przez tyle lat mogła być dopuszczona do użytku???
Jak wyglądały kontrole instalacji elektrycznej?
Mieszkam na tym samym osiedlu i mniej więcej pamiętam przebieg tych “kontroli” (a przynajmniej jak wyglądało to u mnie). Raz na 5 lat wpada 2 chłopaków (na moje oko studenci 4-5 roku) z miernikami które wyglądają jak elektroniczne próbniki napięcia z Castoramy. Jeden idzie do łazienki, drugi do kuchni. Szybkie dotknięcie styku ochronnego, dioda w mierniku świeci się na zielono i wydaje on pojedynczy dźwięk. Podpis na kartce i po zawodach. Całość trwa ok. 2 minut i więcej czasu zajmuje przywitanie, podpisanie się i pożegnanie niż sprawdzenie stanu instalacji. Podobnie zresztą wyglądało to przy sprawdzaniu instalacji gazowej i otworów wentylacyjnych.
Czemu ma służyć taka “kontrola”??
Wizyta elektryka z administracji:
W związku z remontem i po moich namowach teściowie zlecili specjalistom z uprawnieniami zaprojektowanie, wykonanie i odbiór instalacji elektrycznej w ich mieszkaniu.
Okazało się jednak że aby wyłączyć napięcie w mieszkaniu zabezpieczeniem przedlicznikowym musi przyjechać elektryk z administracji, bo tylko on ma klucz do skrzynki z licznikami.
Przyjechał i zapytał się czemu potrzebujemy wyłączyć napięcie tym zabezpieczeniem. Mówimy mu że jest remont i wymieniana będzie m.in. rozdzielnica w mieszkaniu. Stwierdził że w takim razie też rzekomo musi zrobić to on, bo administracja zabrania wykonywania na własną rękę modernizacji instalacji elektrycznej w mieszkaniu, która wymaga wyłączenia zasilania zabezpieczeniem przedlicznikowym. Nie dał sobie wytłumaczyć, że mieszkanie jest własnościowe (akt notarialny, księga wieczysta, itp.), tylko powiedział nam, że jak się z nim będziemy kłócić to z powrotem załączy napięcie, zamknie skrzynkę i odjedzie. Dla świętego spokoju zgodziliśmy się, bo co innego można było zrobić. Dobrze że był z nami “nasz” elektryk i od razu wyłapał błędy tamtego, bo ten z administracji tak to wszystko podłączył że w praktyce nic nie działało bez użycia zabezpieczenia przedlicznikowego (zamiast połączeń szeregowych były równoległe). Mimo że to “nasz” elektryk pokazał mu jak to ma być wszystko połączone, tamten skasował nas na 700 zł za zrobienie rozdzielnicy z 1 RCD i 7 wyłącznikami “eSami” (osprzęt był już przez nas kupiony). Tak się zarabia.
Gdy poprosiliśmy go o wystawienie faktury VAT i sporządzenie dokumentacji wraz z jego danymi (pieczątka, uprawnienia, itp.), ten dostał ataku szału i stwierdził że kim my jesteśmy, żeby wymagać od niego takich rzeczy. Dopiero postraszenie US poskutkowało i stwierdził że wszystkie te dokumenty będą do odbioru w ciągu 7 dni u administratorki.
Po 7 dniach teść stawił się w administracji osiedla i dowiedział się że pierwsze słyszą o takich praktykach. Po długich naciskach administratorka powiedziała żeby zgłosić się do niej za 2 tygodnie, bo elektryk rzekomo jest na urlopie i dopiero wtedy będzie mógł dostarczyć dokumenty.
Po tych 2 tygodniach teść w końcu odebrał dokumenty. Efekt? Faktura wystawiona nie na 700, a na 400 zł. Dokumentacja bardzo lakoniczna i w dużej mierze mijająca się z prawdą. Co najbardziej bezczelne, wszystko to wystawione przez innego człowieka niż u nas był. Ten który był u nas prawdopodobnie nie jest elektrykiem (o uprawnieniach nie wspominając), bo jego firma jest zarejestrowana jako jednoosobowa działalność remontowo-budowlana, która w PKD ma podane posadzkarstwo i tynkowanie, natomiast o robotach przy instalacjach elektrycznych nie ma nic wspomniane. Stąd zapewne to zamieszanie z wystawieniem dokumentów.
Złożyliśmy odwołanie od dokumentacji, ciekawe co nam odpowiedzą. Ponoć mają miesiąc czasu.
Moje wnioski są następujące:
- Nie trzeba być nie wiadomo jakim specjalistą, aby stwierdzić że okresowe “kontrole” dokonywane przez firmy wynajmowane przez administracje osiedli, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe są robione “po łebkach” i z prawdziwymi kontrolami mają bardzo niewiele wspólnego. Są robione z poczucia obowiązku, ich przejście jest czystą formalnością i mają za zadanie zaspokajać czyste sumienie organów je zlecających. Organy zlecające te “kontrole” chcą oczywiście zaoszczędzić też środki na ich opłatę, więc wynajmują najtańsze firmy, które bardzo często nie mają odpowiednich narzędzi do ich przeprowadzania, zaś samego sprawdzenia dokonują “tresowane małpki”, które wiedzą jedynie jak mają zareagować w zależności od zachowania się urządzenia pomiarowego, a nie mają stosownych kwalifikacji żeby tego typu czynności wykonywać. Później pod tego typu “kontrolą” podpisuje się ktoś, kto ma do tego uprawnienia. Gdy za jakiś czas coś stanie się jakiemuś użytkownikowi instalacji, zawsze będzie można powiedzieć że ten niewłaściwie ją użytkował (dokonywał przeróbek, używał niesprawnych urządzeń, itp.).
Inna sprawa że taki stan rzeczy odpowiada też użytkownikom instalacji, zwłaszcza w starym budownictwie. Gdyby rygorystyczny kontroler nie dopuścił do użytku (lub dopuścił warunkowo uzależniając to od jak najszybszej modernizacji) 80% instalacji w 50-letnim bloku, to zostałby oskarżony (podobnie jak organ to zlecający) o próbę wyciągnięcia pieniędzy od schorowanych emerytów i samotnych matek z dziećmi.
Trzeba więc postępować “zgodnie” z prawem i jednocześnie tak, żeby klienci byli zadowoleni. Wszystko działa, więc nie ma problemu. - Elektrycy zatrudniani przez administracje osiedli, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe są jednocześnie hydraulikami, płytkarzami, tynkarzami i murarzami. W rzeczywistości są więc “elektrykami”. Zmuszanie mieszkańców do korzystania z ich usług w niektórych sytuacjach w czasie remontu we własnościowym mieszkaniu jest nadużyciem i zapewne spowodowane tym, że owi “fachowcy” dzielą się potem zyskiem z władzami osiedla. Świadczy o tym zamknięcie skrzynki z licznikami na klucz, do której dostęp ma tylko “elektryk” z administracji. Oficjalnie - względy bezpieczeństwa ze względu na kradzieże instalacji elektrycznej i energii. W rzeczywistości - zmuszanie mieszkańców do korzystania z usług tego “elektryka”, którego naklejki z numerem telefonów są porozklejane po całej klatce schodowej.
Przeważnie likwidują oni też skutki problemów, a nie ich przyczyny, co w sumie po części jest winą mieszkańców, bo chcą mieć problem rozwiązany jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem.
Z reguły też wszystkie wymiany gniazdek, wyłączników, bezpieczników przez takich “fachowców” są dokonywane bez wystawiania rachunków (o dokumentacji już nie wspomnę), a w administracji nie ma żadnego śladu, że taka wizyta miała miejsce. Gdy użytkownik instalacji jest bardzo czepliwy i czepia się o dokumenty, jest brany “na zmęczenie”, aż w końcu załatwią mu dokumenty od osoby która ma wymagane zezwolenia żeby taką działalność prowadzić.
Odpowiedzialność? Patrz punkt nr 1.
Moje pytania natomiast:
- Instalacja elektryczna na klatce schodowej u moich teściów była modyfikowana pomiędzy 2011-2013 rokiem. Obecny układ sieci to prawdopodobnie TN-C-S. W związku z tym czy:
a) brak RCD przy zabezpieczeniu przedlicznikowym jest niedozwolony czy dozwolony?
b) dobrane zabezpieczenie przedlicznikowe to wyłącznik nadprądowy C20 - czy jest on dobrany prawidłowo pod względem charakterystyki czasowo-prądowej? O ile pamiętam do obiektów mieszkalnych raczej stosuje się te o charakterystyce B, natomiast C stosuje się bardziej do urządzeń o zwiększonym prądzie rozruchowym. - Gdzie można zgłaszać “elektryków”, osoby zlecające im prace na terenie bloków mieszkalnych i elektryków którzy potem swoim nazwiskiem firmują ich poczynania? Jakie konsekwencje prawne im grożą?
Z góry dziękuję za dyskusję i odpowiedzi.