Witam serdecznie, jestem na drodze do zostania elektrykiem, ale nurtują mnie niepokojące doniesienia od ludzi co są już w branży. Mam kilka pytań odnośnie aspektu pieniężnego tej pracy.
-
Dlaczego wiele osób narzeka na zbyt drogie ceny za usługę elektryka i prosi o “obcięcie ceny” albo słynne “nie da się taniej?”? Czy tak samo powiedzieliby lekarzowi po wizycie albo prawnikowi, którzy za 15 minut konsultacji potrafią wziąć 300 zł? Przecież tych ludzi niedługo zastąpi komputer! (szczególnie radców prawnych) Skąd się to waszym zdaniem bierze? Mentalność? Przyzwyczajenia? Jakieś siły wyższe? Brak zjednoczenia w zawodzie?
-
Czy relatywnie niskie ceny usług elektrycznych w Polsce to wina bardziej istniejących tanich elektryków (zaniżających ceny) czy może z ogólnego podejścia ludzi do tego zawodu? Podobno tani elektrycy potrafią nieźle wydrylować rynek i zabrać robotę tym “droższym” (czyli wciąż tanim w porównaniu do innych zawodów).
-
Czy to prawda (opowiadali mi emerytowani elektrycy), że kiedyś za komuny usługi elektryka ze spółdzielni był darmowe? Czy to dlatego tyle osób nie może przełknąć, że za usługi fachowca trzeba zapłacić?
-
Co sądzicie o ludziach, którzy pod filmami znanych w Polsce elektryków na YT (np. TwójElektrykTrójmiasto, albo PodNapięciem) wpisują jakieś komentarze, że są zdziercami, albo dymają ludzi na kasę?
-
Jeden znajomy elektryk dorabia po pracy i ustalił niedawno cenę w cenniku 50 zł za wymianę gniazda. Podobno spotkało się to wyśmianiem jego kolegów z zakładu, że jest ździercą i “r*cha” ludzi na kasę. Czy ktoś mi może powiedzieć jakim cudem ci sami ludzie płacą potem lekarzowi 200 zł za 10 minutową wizytę, albo 700 zł za stronę A4 pisma jakiegoś radcy prawnego?
I na koniec, oceńcie czy mam właściwe podejście (bo może mi też udzieliło się zdzierstwo). Ale do jasnej cholery (wybaczcie frustrację), praca elektryka wiąże się z ryzykiem: elektryk może albo zabić siebie przez nieuwagę, albo klienta! Nie siedzą na przysłowiowym tyłku tylko co chwila są w ruchu. Nie mają biura tylko latają albo po obiektach albo po zakładzie. Po drugie są ogromne koszty prowadzenia działalności w Polsce (mój tata płaci ogromne podatki mając własną firmę, ponad 21% z dochodu “zjada” US). No i wreszcie wiedza, którą nie tylko trzeba nabyć ale i udoskonalać! Bardzo mi przykro jak dowiaduję się, że jakiś elektryk z 40-to letnim doświadczeniem przed emeryturą wymienia ludziom gniazda po 30 zł albo robi pomiary w domach za 100 zł.
To nie tylko przykre, ale i frustrujące, jak z tym się pogodzić, macie jakieś pomysły?
Ogólnie praca elektryka jawi mi się jako bardzo ciekawa, odpowiedzialna i “męska”. Tym bardziej ubolewam nad tym co tutaj napisałem.
Proszę tylko o fajną dyskusję bez obrażania się nawzajem, tym bardziej, że to temat wywołujący gniew nawet jak się człowiek dopiero tego uczy! (zostały mi jeszcze 2 lata technikum)