Mam taki oto uklad namalowany tak na szybko, czlowieczek dotyka obudowy urzadzenia na ktora wystapilo przebicie z jednej fazy i teraz pytanko czy bedzie on w tym przypadku porazony…
Jeszcze muszę napisać ze na kazdym przewodzie fazowym jest bezpiecznik ktorego niedorysowalem.. wiec wydaje misie ze jak tylko pojawi sie napiecie na obudowie to przewod ochronny spowoduje ze pojawi sie petla zwarcia i bezpiecznik to wylaczy ale pewnosci neimam czy wogole dobrze rozumuje
Dobrze rozumujesz, jednak diabeł tkwi w szczegółach.
Do takich szczegółów należy czas zadziałania zabezpieczenia, napięcie jakie powjawi się na obudowie (na pewno nie 400V albo 230V ale najczęściej przy prawidłowej instalacji ponizej 100V).
Jest jeszcze kilka czynników które łagodzą najczęściej skutki takiej awarii, ale… instalacja ma być bezpieczna w najbardziej niesprzyjającej sytuacji.
Największe uproszczenie polega na tym “prąd moze kopnąć, ale nie ma prawa zabić” oraz “awaria musi samoczynnie wyłączyć niebezpieczną sytuację w określonym czasie” . Są od tego nieliczne wyjątki
Teoretycznie zabezpieczenie powinno zadziałac, ale żeby sie o tym przekonac w jakim czasie zadziała i czy wogóle zadziała trzeba wykonac pomiary.
Kolego Yanc autor postu nic nie wspomina o wył.różnicowo-prądowym , ale gdyby taki wył. był napewno by nie zaszkodziło.