Pozostaje realizacja ochrony obudowy falownika, więc z tym ganieniem różnicówki na wejściu bym tak nie przesadzał.
Konkretnie jakich ? Mnóstwo widzę różnicówek 30mA na zasilaniu falowników w realu i na projektach - działa (sam mam offgrida 6kW, 1-fazowego zabezpieczonego od strony sieci rcd typ A, 30mA … nie ma problemu)
300mA to przesada , ale jak już piszesz o ochronie przeciwporażeniowej to czemu taka różnicówka nie może stać na jej straży?
Znów poproszę Cię o konkret - o jakiej normie mówisz ?
I choć osobiście nic nie mam do typu B (z pewnością jest lepsza) to jakie jest wg Ciebie uzasadnienie konieczności zastosowania akurat takiej w tym konkretnym układzie?
Zauważ, że mówimy o selektywności zapewnionej RCD typu S a nie bezpiecznikami, czy wyzwalaczami nadprądowymi.
Ochrona poprzez uziemione połączenia wyrównawcze o odpowiednim przekroju. Przypomnę że mówimy o RCD po stronie sieci energetycznej, a wiec przy pracy ongridowej. A w takim wypadku za ochronę przeciwporażeniową odpowiada SWZ, i zabezpieczenia nadprądowe działają poprawnie dla układów TN. Urządzenie przyłączone na stałe więc stosowanie RCD nie jest wymagane. Natomiast oczywiście jeżeli nawet sieć energetyczna jest w TT, to RCD na zasilaniu falownika będzie konieczne, ale:
300mA to wartość podana w instrukcji większości falowników z jakimi się spotkałem. Przykładowo mój Deye:
”Jeśli podłączone jest zewnętrzne urządzenie zabezpieczające przed prądem upływowym, jego prąd roboczy musi wynosić 300 mA lub więcej, w przeciwnym razie inwerter może nie działać prawidłowo.”
Oczywiście, ale bywa że nie działa i losowo wyłącza. Dlatego nie polecam stosowania RCD na wejściu falownika, bo nie daje dodatkowej ochrony, a może powodować problemy.
Przede wszystkim to, w jakim przypadku może popłynąć prąd ze składową stałą. Czy gdy to urządzenie odbiorcze w jakiś magiczny sposób będzie pobierało stały prąd z sieci napięcia przemiennego? Nie, ale taki prąd popłynie gdy falownik poda na wyjście napięcie ze składową stałą, czyli przestanie się idealnie trzymać średniej wartości 0V. W razie doziemienia nawet niewielka składowa stała na wyjściu falownika, rzędu ułamka wolta, spowoduje przepływ sporej składowej stałej która może oślepić RCD typu A.
Czysto o zabezpieczeniach instalacji fotowoltaicznych zarówno od strony AC i DC mówi norma PN-HD 60364-7-712. Traktuje zarówno o ochronie przeciwprzepięciowej, odgromowej nieco, jak i o obwodach AC.
Natomiast przypomnę, jeżeli nie pisałem tego wcześniej - obowiązek użycia RCD typu B powstaje tylko w przypadku, gdy falownik nie ma wbudowanej ochrony przed upływem prądu DC >6mA. Większość falowników z jakimi się spotkałem deklaruje posiadanie modułu wykrywania prądu upływu, ale nie zawsze jest określone wprost w jakim zakresie. Przykładowo mój Deye ma w tabeli wpisaną detekcję prądu upływu, ale dopiero gdzieś w środku instrukcji dodano, że jest to tylko zabezpieczenie typu A. Jaką detekcję i czy w ogóle ma Easun kolegi nie wiem, ale z mojego doświadczenia mogę powiedzieć że z instrukcji raczej się tego nie dowiemy
Tak tak, natomiast ja pisałem o nieco innej rzeczy. Chodziło mi o to, iż nie ma większego sensu walczyć i płacić ogromne pieniądze by zapewnić selektywność zwarciową L-PE (czyli stosując bardzo drogie RCD typu B-S, bo absolutnie nie jesteśmy w stanie zapewnić selektywności zwarciowej L-L lub L-N. Nie piszę tego z punktu widzenia ochrony przeciwporażeniowej, bo ochrona przeciwporażeniowa/zwarciowa może poprawnie działać mimo braku selektywności (instalacja będzie bezpieczna), a tylko i wyłącznie z punktu wygody użytkowej.
Możemy zamontować 2x RCD typu A. Będzie tanio, bezpiecznie i zgodnie z normami. Możemy dopłacić i zamontować jedną typu B i drugą typu A. Będzie nieco drożej ale jeszcze bezpieczniej. Ale dopłacanie dużej sumy do A-S to kwestia sporna, bo nadal nie mamy pewności że w razie awarii nie stracimy całego zasilania budynku. O B-S nie wspomnę.
Zgodnie normą masz rację, jednak wciąż pozostaje rozporządzenie w którym jest obowiazek stosowania niskoczułych RCD (tu wciąż kwestia interpretacji). I może uznałbym same zabezpieczenia nadprądowe za wystarczające, ale wymóg rozporządzenia potwierdził mi prokurator wraz z biegłymi, który badał sprawę porażenia w pewnej szkole (po moich pomiarach, o czym już raz tu pisałem). Na moje szczęście była tam różnicówka, mimo, że urządzenie było podłączone na stałe - układ TN-S.
Po to ona jest , ma działać w razie upływności. A czy to uzasadnione wyłaczenia to inna sprawa, dlatego ważny jest dobór typu RCD.
Powtórzę tylko … róznicówka typu B na pewno jest lepszym wyjściem, ale to zabezpieczenie ma chronić to co za nią a nie urzadzenie przed nią - taka jest zasada zabezpieczeń. I jeżeli wśród odbiorników znajdzie się jakiś mocno nieliniowy, to nie normy (bo w żadnej nie znajdziesz nakazu stosowania typu B a szkoda), tylko dobra praktyka każe taką zamontować. Przed pojawieniem się składowej stałej (czyli uszkodzenia szyny DC) falownik powinien mieć inne zabezpieczenie na wejściu, lub jak sam piszesz, swoje -wewnętrzne. Wyjście falownika to deklarowana czysta sinusoida bez śmieci DC; inny przebieg oznacza jego awarię.
Bardzo dobrze to postopniowałeś - wraz ze wzrostem ceny rośnie jakość rozwiązania. Utrata zasilania przy zagrożeniu porażeniem to chyba najmniejszy problem. A kwetia sporna ? , no cóż to bardziej kwestia zasobności portfela. Jeżeli chodzi o taniość i zaspokojenie wymagań norm, to można zastosować same różnicówki typu AC, ale wszyscy rozsądni wiedzą, że choć to nieduże pieniądzę, to prawie wyrzucone w błoto.
Raczej nie typu a czułości. Napisałeś o wymogu stosowania RCD niskoczułych. Upewnię się, czy na pewno takie miałeś na myśli, bo niskoczułe to z tego co pamiętam 500mA wzwyż, a 300mA jest średnioczuła. Nie chodzi mi o te 200mA różnicy, tylko wolę dopytać czy nie chodziło Ci o wysokoczułe 30mA. Jeżeli faktycznie mowa była o 500/300mA, to czy wspomniane rozporządzenie określa też selektywność tego RCD? Bo możnaby wstawić typ A 300mA selektywny, co jednocześnie spełniałoby wymagania rozporządzenia, zaleceń producenta oraz logicznej selektywności zabezpieczeń.
Naturalnie mając selektywną 300mA na wejściu falownika (oznaczmy ją skrótowo jako X), selektywną 100mA typ A na wyjściu falownika (Y), i bezzwłoczne/krótkozwłoczne 30mA typ A na obwodach odbiorczych, uzyskujemy teoretyczną selektywność RCD między Y a Z (pomijając wyłączenie falownika, upływ na pojedynczym obwodzie odbiorczym nie spowoduje zadziałania głównej wyjściowej RCD), między X a Y pełnej selektywności teoretycznie nie ma, ale też nie jest to duży problem bo albo i tak stracimy zasilanie na całym budynku jeżeli zadziałają obie (bo zadziałała Y), albo falownik przejdzie offgrid jak wyłączy się tylko X a falownik będzie zasilał dom bez sieci.
Kwestia sporna dotyczyła nie użycia RCD typu B, bo do pojedynczej B można dopłacić stosunkowo niedużo w skali całej inwestycji, realnie podnosząc bezpieczeństwo. Chodziło mi o sens stosowania modeli selektywnych. Zamiast stosować główną A możemy dopłacić sensowne pieniądze do A-S, by chociaż na papierze sprawiać wrażenie selektywności (na wyłączenie się falownika nie mamy wpływu), ale dopłacanie wielu tysięcy do B-S… gruba kasa idzie na selektywność istniejącą tylko na papierze. Może selektywność będzie, może nie.
W sumie może jutro przełaczę falownik w offgrid i zrobię zwarcie L-PE za jednym z RCD w offgridzie. Ciekawe czy zadziała RCD typu A, czy wyłączy się falownik.