Uprawnienia

Muszę przyznać, że z rozbawionym zaciekawieniem przyglądam się rozwojowi wątków, których tematem jest konieczność (lub brak konieczności) posiadania określonych zaświadczeń kwalifikacyjnych do wykonywania określonych prac.
Niewątpliwym walorem tych wątków jestprzywoływanie przez dyskutantów konkretnych aktów prawnych, co osobom mniej doświadczonym w poruszaniu się na prawnym bagienku może okazać się niezwykla przydatne.
Natomiast same argumenty można na ogół podsumować jedną zasadą: Każdy kto posiadł określony papier stara się na gwałt “rozszerzyć” konieczność jego posiadania na możliwie najszerszy zakres praw. I tak w wątku o uprawnieniach budowlanych niektóre wypowiedzi zbliżały się do tego, że aby powiesić kinkiet nadobnej sąsiadce trzeba mieć uprawnienia budowlane bez ograniczeń (najlepiej od razu do projektowania i nadzoru), z kolei np. pomiary natężenia oświetlenia (dość proste do wykonania, i doskonale opisane co do wymagań w odnośnych normach) mają być wzbronione profanom bez Bożego błogosławieństwa.
Jest to zrozumiałe: na wolnym rynku każda metoda jest dobra żeby ograniczyć konkurencję, a jeżeli włożyło się wysiłek i pieniądze w uzyskanie jakiegoś kolejnego zaświadczenia kwalifikacyjnego to grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
A dla wszystkich rada jest tylko jedna: jak najlepsza znajomość obowiązującego prawa i robić swoje wszędzie tam, gdzie prawo wyraźnie i jednoznacznie tego nie zakazuje. A tam gdzie prawo jest niejednoznaczne lub zapisów brakuje, to nich ci którzy mają inne zdanie dowiodą tego na gruncie prawnym, a dotyczy to w tym samym stopniu dyskutantów, jak ZE, SANEPIDU i innych podmiotów nie stanowiących prawa. Pozdrawiam.