Koledzy!
Wątek zapoczątkowany przez kolegę “Krystyn” w serii o licznikach jest na tyle drażliwy, że proponuję rozwinięcie dyskusji w osobnej serii.
Po co komu te pomiary? Teoria wyraźnie rozmijasię z praktyką, wszyscy widzą że król jest nagi ale wszyscy udają że jest OK.
Na początek proponuję rozwinięcie tematu pomiarów rezystancji izolacji. Może ktoś z kolegów ma doświadczenia z zagranicy. Czy tam też co 5 lat demontują instalację aby wykonać te pomiary? Czy te pomiary muszą być koniecznie wykonane w sposób podany w naszych przepisach? A może przepisy napisali teoretycy, którzy wykonują pomiary tylko w swoim laboratorium?
Zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam.
Witam wszystkich kolegów na FORUM.
Bardzo ciekawy wątek. Wg mnie tam gdzie chodzi o ludzkie życie i mienie nie powinno się szukać oszczędności na pomiarach. Takich pomiarów jest bardzo dużo.
M.in. do komina wpadnie ptak lub w kominie odpadnie cegła - pomiary kominiarskie – co rok.
Rura gazowa była dobra przez 20 lat ale gdzieś tam rdzewiała i jest nieszczelna – pomiary gazownicze – co rok.
W samochodzie wszyscy wiemy – przegląd co rok.
I wiele innych pomiarów, przeglądów budowlanych itp.
Co do pomiarów rezystancji izolacji. Instalacja elektryczna jest nie widoczna gołym okiem jak pękające ściany budynku czy skorodowana rura wodna z której wycieka woda.
Instalacja elektryczna narażona jest uszkodzenie izolacji m.in. z powodów:
- przesuwania się ścian i podłóg zwłaszcza po wybudowaniu nowego budynku,
- w budynkach starych ściany pękają,
- gdzieś tam przecieka woda i instalacji wodnej lub z przeciekającego dachu i osadza się w puszkach eklektycznych,
- z tablicą jest tona kurzu a konserwacji nie ma,
- szczury po zjedzeniu trochę izolacji poszły spać na wieki,
- i wiele innych.
Jeśli chodzi o demontowanie instalacji to odłączenie jednego przewodu od licznika chyba nie można nazwać demontażem instalacji. A może warto raz na 5 lat sprawdzić czy pod deklem licznika nie ma zdechłej myszy, a ZE wymieni licznik za 20 lat. Przez 20 lat pod deklem licznika może uzbierać się tona kurzu, pająki i inni goście. I wszystkie te czynnik na pewno mają wpływ na rezystancję izolacji.
Np.: pomiary średnio w mieszkaniu spółdzielni mieszkaniowej powinny kosztować ok. 50 zł (wliczając zaplombowanie licznika). Wykonując takie pomiary raz na 5 lat koszt w czynszu wyniesie ok. 83 grosze. Ja na taką podwyżkę czynszu się zgadzam. Ile zapłacimy w czynszach gdy spali się jedno czy dwa mieszkania? Ile zapłacimy przy wymianie pionu w wieżowcu?
Taka jest moja częściowa odpowiedź na ten wątek.
Myślę iż kolega „elek” nie obrazi się gdy poszerzę ten wątek o pytania które wiążą się z odpowiedzią na pytanie kolegi „elek”:
- Czy ktoś z kolegów zna statystykę ile pożarów jest rocznie z powodów złej instalacji elektrycznej?
- Ile było wypadków śmiertelnych i porażeń z ww. powodu?
- Czy warto do czynszu dopłacić 83 gr. i spać spokojnie?
Pozdrawiam Krystyn
Chyba nie chodzi o 83 grosze do czynszu tylko o wiele więcej, bo ile należałoby wydać żeby protokoły były pozytywne? Na pewno więcej, bo wymiana WLZ-tów czy RG nie rozłoży się na 83 grosze…
Wie o tym każdy kto liznął tematu. Przeglądy to przeciez dopiero początek… Znikoma ilość budynków ma instalację odpowiadającą obecnym przepisom.
Należy niestety mysleć troszkę szerzej. Co innego bezpieczeństwo, a co innego finanse. Na pewno nie chciałby Pan być na miejscu niejednego finansisty i płacić za przeglądy i remonty po nich kiedy bardzo dużo ludzi ma kłopoty żeby zapłacić za mieszkanie i zaległości starych budynków rosną.
Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia…a każdy maedal jak wszyscy wiemy ma dwie strony.
Pozdrawiam
Kolego elek miałem okazję widzieć w Niemczech przy pracy 2 osobowy zespół elektryków którzy wykonywali przeląd i pomiary elektryczne motelu ( dół część usługowo gastronomiczna, góra pokoje sypialne) niedaleko Hamburga. Przegląd i pomiary które wykonywali związane były z ubezpieczeniem, jak wywnioskowałem z rozmowy zlecenoodawcą była firma ubezpieczeniowa. Jak wyglądał taki przegląd. Otóż Pnowie zaczeli pracę od wyciągnięcia protokołu (szablonu) przeglądu. Zawierał on około 6 stron. Na każdej stronie było około 15-20 pktów które należało rozwinąć. W budynku motelu zostały otwarte i sprawdzone wszystkie tablice rozdzielcze, połączenia, puszki, gniazdka. Zanotowano jakie odbiorniki podłączone są do danego obwodu, jakimi przekrojami przewodów, następnie sprawdzono pobór prądu przez odbiorniki (tutaj używali ciekawego miernika). Mierzone były odległości od gniazd i urządzeń do innych instalacji (woda, c.o itp) Pomiar izolacji wykonywany był po otwarciu puszek i rozdzielni. Skuteczność ochrony przeciwporażeniowej wykonywali na samym końcu. Przegląd i pomiary tego motelu, zajął im około 5 godzin.
A u nas w Polsce uważa się że wystarczy wykonać tylko pomiary i wszystko jest porządku. Czy koledzy spotkali się kiedykolwiek aby PIP , czy Straż , czy inny organ kontroli żądał protokołów przeglądu technicznego instalacji. Ja uważam że o ile nasze przepisy, nie zostaną w tym aspekcie zmodyfikowane to rzeczywistość będzie taka jaka jest obecnie (król posostanie nagi).
Pozdrawiam
Kolego Czesławie!
Diękuje za podzielenie się wiadomosciami , jak to jest na “zachodzie”.
Ja mam dalej wątpliwości. Pozostańmy przy podanym przykładzie.
W motelu pomiar rezystancji izolacji obwodów gniazd wtykowych w pokojach jest prosty ( pomijając fakt że pokoje są zajęte przez gości hotelowych i wkraczanie pod ich nieobecność facetów z miernikami do ich pokoi może być źle zrozumoiane ). W takim obiekcie są zazwyczaj inne pomieszczenia techniczne, np. kotłownia gazowa. Jak wykonywano taki pomiar? Wg naszych przepisów należałoby unieruchomić kotłownię, odłączyć przewody od wszystkich pomp, zaworów elektromagnetycznych ( w tym od zaworu bezpieczeństwa odcinającego dopływ gazu w przypadku zadziałania czujnika gazu ) itp. oraz innych urządzeń, w tym także palnika gazowego. Zespół palnika podlega gwarancji i jakiekolwiek przy nim "grzebanie " może też mieć swoje konsekwencje ze strony wykonwcy z utratą gwarancji włącznie.
Myślę że nasi fachowcy są w stanie wykonać pomiary równie dokładnie i szybko.
Może kolega niezbyt dokładnie przyjrzał się szczegółom prac.
Cały dowcip polega na tym że diabeł tkwi w szczegółach. Przepisy gładko mówią co trzeba zrobić, tyle że w praktyce jest to nie do zrealizowania.
To jest moja teza którą będę powtarzał bez końca.
Pozdrawiam!
Witam kolegę Adam Nalewalski i wszystkich kolegów na FORUM
Przykład z naszego życia.
Za moich czasów kazali mi w szkole pić tran, mleko i wszystkie nasze mamy miały na śniadanie dla dzieci. Może dlatego jeszcze dobrze się czuję na zdrowiu.
Dzisiaj nie ma tranu, mleka i wielu rodziców nie ma nawet na to śniadanie dla swojego dziecka. I skutki tego widać w przychodniach.
Czy lepiej zapobiegać? Czy lepiej wydawać na leczenie?
Powracając do tematu:
Kolega Czesław dał przykład jak się robi pomiary UE z którym się zgadzam. Poza tym tam sobie idziemy. Czy kolega Adam mówi że w przeciwnym kierunku?
Żadne prawo nie nakazuje wymiany WLZ-tów czy RG jeżeli są zdatne do eksploatacji.
Co jest ważniejsze Bezpieczeństwo czy finanse? Wszyscy zdajemy sobie sprawę z obecnych problemów mieszkańców którzy nie mają nawet na chleb a co dopiero na czynsz.
Ale co będzie z tymi biednymi osobami gdy budynek spłonie. Kto się wypowie gdy ktoś się z tego powodu odejdzie…
Ostatnio widzimy dużo przypadków: dom jest – wybuchł gaz – domu niema – mieszkańcy do hotelu (z określonym terminem).
Nie chciał bym być na miejscu takiego finansisty. Ale co kolega powie gdy w spółdzielni mieszkaniowej jest kilku prezesów biorących wypłatę z dodatkami np.: po kilka tysięcy zł. My za to płacimy, a oni mówią że bardzo mało zarabiają. I niestety nie przejmują się tą biedną babcią która niema na czynsz.
Wiem iż każdy medal ma dwie strony ale nam chyba chodzi o AWERS - to dotyczy 99% mieszkańców, a REWERS to jest właściciel lub prezesi SM.
Reasumując:
Płacę za czynsz i powinienem być pewny że śpię w domu a nie bombie.
I tak jak Kolega Czesław wspomniał – dodam jeżeli król chce być nadal królem to albo niech chodzi nagi albo poda się do dymisji.
Czyli z powodu braku finansów na przeglądy i pomiary czekajmy aż wszystkie budynki wcześniej czy później się spalą, po czym na pewno znajdą się finanse na wybudowanie nowych.
Na koniec żart:
Nie kontrolujmy uzębienia bo to kosztuje. Jak się zepsuje to go wyrwę.
Jak kogoś ząb boli – to najlepiej go wyrwać. A jak głowa boli to może też?
Ps.
Żarty nie były do nikogo osobiście skierowane.
Pozdrawiam Krystyn
Kolego “Krystyn” i inni koledzy!
Odpowiadam szybko bo nie jestem pewny czy nasza dyskusja dryfuje w odpowiednią stronę.
Zgadzam się oczywiście że badania instalacji elektrycznej muszą zapewnić jej bezpieczne użytkowanie. Problem tkwi gdzie indziej. Zbyt wysokie wymagania co do szczegułów badania np. rezystancji izolacji, powodują skutek odwrotny od zamierzonego. Trudności w wykonaniu badań określonych w przepisach powodują powstawanie protokołów z wynikami wziętymi z sufitu.
Teoretycznie wszystko się zgadza, są wymagane protokoły, wyniki są zgodne z oczekiwanymi. Niestety ma to mały związek ze stanem faktycznym. Instalacja jak była zła tak jest bez względu na to czy ktoś napisał dobry protokół, czy nie.
Pozdrawiam.
Witam autora wątku, kolegę „elek” i wszystkich kolegów na FORUM
Nawiązując do wypowiedzi kolegi Czesława podam swoje przykłady z życia.
Kiedyś wykonywałem pomiary w hotelu. Moi pracownicy po kilka razy podchodzili do pokoi aby można było wykonać pomiary. Ich czas pracy to ok. 20% chodzenia na straty, ale tak musi być. Gdy gości nie ma to dlaczego sprzątaczka hotelowa może wejść a my nie (oczywiście w obecności pracownika hotelu)?
Jeśli chodzi o wyłączanie urządzeń będących pod gwarancją innych firm to ich obowiązkiem jest również wykonywać określone pomiary swoich urządzeń. A jeżeli ich nie robią to ich problem. Gwarancja jest ich gwarancją. Gdy obiekt się spali z ich powodu to oni będą odpowiadać.
Inny przykład z roku ok. 1982. Pracowałem w Austrii (prywatnie) i nadzorowałem nowo budowany mały hotel oraz drugi już istniejący. Przyjechała ekipa (nie pamiętam od kogo i z jakiej instytucji) w celu wykonania pomiarów. Ekipa ta, to oczywiście firma prywatna, bardzo grzecznie i przyjemnie podchodzili do sprawy i wykonywali pomiary. Ja w tym momencie tylko latałem pokazywać im gdzie co należy wyłączyć. Było chyba 5 osób. Pomiary trwały ok. 3 godz. Protokołu nie widziałem. Jak im się nie chciało to ja musiałem im pomagać (tak szef kazał) odkręcać tablicę. A TO BYŁO OK. 20 LAT TEMU.
Z powyższej wypowiedzi kolegi
„tyle że w praktyce jest to nie do zrealizowania”
można dojść do wniosku
że ani na zachodzie, wschodzie, UE i Polsce:
NIKT NIE JEST W STANIE WYKONAĆ POMIARÓW BO SĄ NIE DO ZREALIZOWANIA
Nasza firma takie robi. Mamy mało zleceń gdyż są inni którzy mają tańsze metody a my nie jesteśmy w stanie wykonać np.: pomiarów w mieszkaniu za 10 zł.
Kolego „elek” (moje szczęście) w tym samym czasie piszemy.
Dlatego dodam no koniec:
Jeżeli ktoś ma: „Trudności w wykonaniu badań określonych w przepisach powodują powstawanie protokołów z wynikami wziętymi z sufitu”
to proponuję aby nie podpisywał się pod takimi protokołami.
Pozdrawiam Krystyn
Ciekawi mnie tylko, za jaką wynegocjowaną stawkę pracowali Ci niemieccy elektrycy.
Pozdrawiam
Witam
Nie neguję oczywiście zasady wykonywania pomiarów. Chodzi mi tylko o to, że bada się instalacje w bardzo wielu przypadkach nadającą sie do wymiany bez dyskusji. Jeżeli coś jest białe a coś czarne to nie trzeba chyba analizować całego widma żeby się przekonać czy może nie jest troszke szare…
Za kilka takich niepotrzebnie zrobionych przeglądów budynków z góry nadających się do remontu jeden mamy wyremontowany. Czyż nie jest to rozsądniejsze (bezpieczniejsze) wyjście?!
Pozdrawiam
Potrzymuję tezę że wykonywanie pomiarów eksploatacyjnych ściśle wg naszych przepisów wymaga dużo pracy, czasu i na tyle dezorganizuje również pracę inwestora ( czynny hotel, ale również np. zakład w ruchu ciągłym ), iż ten uważając z reguły że ma dobrą instalację ( bo np. wykonaną w ostatnich 10 latach) chce mieć tylko potwierdzenie na papierze; szybko i tanio. Dlatego wszyscy solidni fachowcy są na straconej pozycji, a ich miejsce zajmują inni, gotowi podpisać każdy protokół za każdą cenę.
PS.
Miałem ostatnio w ręku protokół pomiarów wykonany sądząc z nazwy przez firmę specjalizującą się właśnie w ich wykonywaniu.
Wymagany prąd zadziałania wyliczony był następująco:
- dla zabezp. S191B10 - 10 x 5 = 50 A
- dla wył. różnicowego 40A / 0,03A - 40 x 5 = 200A
Pozdrawiam.
Witam Szanownych Kolegów.
W tym wątku przeplatają się trzy zagadnienia:
- Potrzeby Zleceniodawcy.
Zleceniodawca (na ogół nie będący elektrykiem) potrzebuje papier dokumentujący to, że wywiązał się z obowiązku. Nie zna się na tym merytorycznie, i jedynym przemawiającym do niego parametrem jest cena.
Papier taki dość skutecznie go chroni, zdejmując odpowiedzialność za rzeczywisty stan instalacji. Nic się nie zmieni do czasu, gdy zleceniodawca nie będzie jednak odpowiadał w pełni za stan techniczny instalacji, skarżąc ewentualnie pomiarowca o odszkodowanie z powódstwa cywilnego - do tego jednak trzeba sądów pracujących w czasie rzeczywistym. - Odpowiedzialność wykonawcy pomiarów.
Usługi w tym zakresie są zdominowane przez firmy “Jan Kowalski + MZC2”. Jak ktoś mądrze (chyba w tym wątku) napisał, protokół pomiarowy dokumentuje stan instalacji w momencie zakończenia pomiarów, i na dobrą sprawę już po godzinie można próbować się tłumaczyć czyjąś ingerencją czy zmianą warunków otoczenia (wilgotność, temperatura). Wobec tego pomiarowcowi trudno dowieść nierzetelność. Wszyscy starzy wyjadacze świetnie o tym wiedzą, i nie bardzo się boją wystawiać “sufitowych” protokołów. A poza tym co mu ten zleceniodawca może zrobić? Odebrać uprawnienia? (nigdy o czymś takim nie słyszałem). Wysądzić odszkodowanie? Kiedy i z czego? On ma MZC-2, malucha i troje dzieci, a społeczna szkodliwość czynu zostanie uznana za niewielką.
Powiedzmu sobie szczerze: w odbiorze idywidualnego elektryka porażenie śmiertelne lub pożar obiektu z przyczyny złego stany technicznego instalacji uchodzi za zjawisko statystycznie rzadkie.
W kryteriach przetargowych istotnym kryterium powinna być wypłacalność oferenta, potwierdzona bąź kapitałem spółki bądź polisą ubezpieczeniową OC na znaczną kwotę, żeby było z czego ściągać odszkodowanie.
A jak na razie Kowalski wie, że raczej mu nic nie grozi, że żeby wygrać przetarg musi zjechać z ceną i zrobić po łebkach. Inaczej może zrobić rzetelną kalkulację i z honorem przegrać… A żyć z czegoś trzeba. - Zakres badań.
Z technicznego punktu widzenia zakres badań jest określony przez to, co jest do zbadania. Przepis to tylko sankcjonuje. Jak ocenić stan izolacji bez pomiaru jej rezystancji? A jak pomierzyć rezystancję izolacji bez odłączenia źródeł światła i liczników? A jest to zdecydowanie podstawowy parametr instalacji. Nie mówmy, że wymagania są za duże tylko dlatego że pomiar jest uciążliwy do wykonania i (rzeczywiście) nie da się tego z zyskiem zrobić przy występujących na rynku (zepsutych) cenach. Wydaje mi się raczej, że powinniśmy zacząć się zastanawiać jak zabobiec psuciu rynku przez Kowalskich - jak ich “wyciąć” z uwagi na nierzetelność i niekompetencję. Niestety rozważania “co ważniejsze - pieniądze czy bezpieczeństwo” pozostaną teatralne tak długo, dopóki nie znajdzie się skuteczny mechanizm takiego “wycinania”.
Nawiasem mówiąc, rozpiętość merytorycznej wiedzy pomiarowców widać także na tym forum. Co rusz trafia się jakieś zwalające z nóg pytanie zadane przez osobę posiadającą stosone uprawnienia. Ci przynajmniej wiedzą że trzeba pytać, a ilu jest takich co nawet tego ni wiedzą?
Ale się nagadałem …
Na tym forum dominuje pogląd, że skoro są przepisy to należy się do nich bezdyskusyjnie stosować. Dla jasności sprawy napiszę jak powinien wyglądać pomiar rezystancji izolacji w motelu w Polsce wg obowiązujących przepisów. Kolega Czesław opisał jak to robią Niemcy, więc porównajmy.
- Pokoje hotelowe.
Należy odłączyć gościom wszystkie telewizory, radia, lampki nocne i np. suszarki do włosów montowane w łazienkach na stałe do ściany. Te ostatnie trzeba zdemontować, aby dostać się do miejsca podłączenia przewodu zasilającego. Uprzedzam ewentualne rady, że wystarczy wyłączyć wyłącznik. Niestety taki pomiar będzie niezgodny z przepisami. Każdy odcinek obwodu musi być zmierzony.
Jako potencjalny gość hotelowy mogę się nie zgodzić aby mi przeszkadzano, więc panowie elektrycy muszą przyjść powtórnie za kilka dni. - W każdym hotelu bywa zazwyczaj kuchnia.
W celu wykonania pomiarów odsuwamy od ścian kuchnie elektryczne, patelnie elektryczne i inne urządzenia, ponieważ zazwyczaj brak dostępu do miejsca podłączenia. Przy okazji trzeba poprzesuwać też niektóre elementy wyposażenia, stoły itp. Przy okazji nie zapominamy zbadać ochronę od porażeń dla tych elektrycznych odbiorników. Wystarczy dostać się do środka takiej np. kuchni elektrycznej, no bo co naszych pomiarach w “gniazku” skoro urządzenie może grozić porażeniem.
Montujemy to wszystko z powrotem i już mamy z górki.
W kuchniach bywają zazwyczaj wyciągi mechaniczne. Idziemy sobie na dach, jeśli stromy zakładamy zabezpieczenia alpinistyczne, pochodzimy do komina gdzie jest zamontowany wentylator dachowy. Odłączamy wentylator, robimy pomiar obwodu i nie zapominamy zbadać rezystancji uzwojeń silnika. - Po zakończeniu prac idziemy do domu i za pomocą programu “Krystyn 2003” drukujemy protokoły. Teraz możemy sobie wypić piwo.
Następnego dnia idziemy z fakturą po kasę.
Wesołe jest życie pomiarowca.
Życzę kolegom wszystkiego najlepszego.
Kolego elek jeśli, firma ubezpieczeniowa zleciłaby panu wykonanie pzrzeglądu instalacji z pomiarami w opisanym wyżej motelu z wyceną usługi na około 1500 zł, to myślę że zamiast piwa, wesoło spędziłbyś Pan czas przy szampanie.
Pozdrawiam
Witam kolegę „elek” i wszystkich kolegów na FORUM
Trochę w tym wątku się wypowiedziałem i aby nie zanudzać
na koniec podsumuję jak zrozumiałem wypowiedź kolegi „elek”.
Mianowicie:
- po co ktoś wydaje przepisy które są nie do wykonania?
- po co firmy w Niemczech, UE i Polsce produkują mierniki których nikt nie jest w stanie wykorzystać do pomiarów z powodu braku możliwości?
- dlaczego PIP i inne instytucje powołują się na niewykonalne przepisy?
- w jakim celu firmy kupują mierniki?
- po co nasza firma napisała program „Krystyn 2003”?
- itd. do jutra mógłbym wymieniać.
Podsumowanie:
- likwidacja wszystkich NORM dot. przepisów pomiarowym bo są NIEWYKONALNE,
- zlikwidowanie instytucji kontroli jak np.: PIP bo przecież nie ma możliwości tych pomiarów sprawdzić,
- zaprzestać produkcji mierników bo po co one i komu,
- itd.
A najlepiej (jak napisał kolega Czesław) iść na szampana
z inwestorem który ma takie samo podejście do tematu.
NA KONIEC:
Kupimy miernik aby mieć jego nr do protokołu.
Pomiary weźmiemy z sufitu.
Napiszemy to np.: edytorze „Word” przy pomocy kalkulatora bo przecież nikt tego nie będzie sprawdzał.
I następnego dnia idziemy z fakturą po kasę. Ale czy to jest uczciwe?
Może ktoś utworzy wątek „jak robić pomiary w Afryce w buszu gdzie nie ma żadnej instalacji”.
Ps.
Lubię się wypowiadać, ale to była moja ostatnia wypowiedź w tym wątku.
Pozdrawiam Krystyn
Witam kolegów forum
Do swoich wypowiedzi pragnę dodać pewne elementy których wcześniej nie poruszałem. Już za niedługo bo za 2 lata my elektrycy znajdziemy się w UE. Sposób myślenia społeczeństwa musi ulec zmianie. Kryteria jakościowe, kompetencja, odpowiedzialność, stosowane w UE spowodują że przestaną istnieć firmy typu " Kowalski + zdezolowany miernik do pomiarów", fikcyjne protokoły pomiarów trafią do kosza, zniknie brak odpowiedzialności a dyskusja typu " po co nam pomiary - skoro przepisy są…" stanie się śmieszna . Jeżeli sposób myślenia naszych elektryków pomiarowców nie ulegnie zmianie, to pomiary w Polsce wykonywać będą licencjonowane firmy z UE ( np. taka jak wykonywała pomiary w Motelu). Zresztą pierwsze jaskółki zmian u nas już widać (przygotowywana nowelizacja prawa energetycznego i inne).
Zresztą jak myśli przeciętny Polak a jak obywatel UE postaram się przedstawić na przykładzie :
{ - na drodze szybkiego ruchu ekipa stawia znak ograniczenie prędkości do 30 km/godz. Komentarz przeciętnego kierowcy Kowalskiego jest następujący- co za k… postawił tu znak drogowy, i ignoruje ten znak. Natomiast przeciętny kierowca z UE - trzeba zwolnić do 30 km/godz - bo ten znak postawiła kompetentna osoba w wiadomym celu. }
Myślę że już należy powoli przygotowywać się do zmian które za niedługo nadejdą, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to jak zaznaczył Pan Krystyn " będzie wykonywał pomiary w Afrykańskim buszu"
Pozdrawiam
Witam…
Myslę Czesławie, że tak na prawdę to nigdy takich “Kowalskich+MZK-2” (przepraszam w tym miejscu wszystkich kowalskich i posiadaczy mierników MZK) nie zabraknie. Płynna stanie się ich ilość i raczej zmaleje. Nie mniej chyba takie zjawisko będzie miało zawsze miejsce bo zawsze znajdzie się szkot, który będzie chciał zaoszczędzić na wszystkim…
Pewne zachowania muszą niestety wyginąć z ludźmi a to nie stanie się zaraz po wejściu do UE.
Jeżeli komuś smakował tran to życzę smacznego, ja wolę słodkie witaminy. Jeżeli ktoś nie jest przekonany o słuszności tego co robi to nic na świecie tego nie zmieni.
Pozdrawiam
Panie krystynie po co się tak wzburzać. Zycie jest życiem , a przepisy przepisami. Kiedyś w Angli na początku motoryzacji wprowadzili przepis że przed samochodem powinien iść człowiek z czerwoną chorągiewką żeby nie było wypadków, całe szczęście że ludzie z niego zrezygnowali.
W elektryce też nie sztuka wymyslić takie obwarowania że nikomu nic się nie stanie, tyle że wątpię czy ktoś je będzie pszestrzegał, zostanie tylko przerzucona odpowiedzialność na innego człowieka.
Dąży się do tego żeby instalacje bły tz. idiotoodporne i po to wymyślono różnicówki, były kłopoty z pomiarami wymyślono przyrządy do pomiarów które nie wyzwalają różnicówek (czyli nie musimy dokonywać ingerencji w obwód)
Przepisy też się zmieniają i powinny zmieniać, teraz jest tylko pytanie w jakim kierunku. Moim zdaniem powinien być nacisk robiony na kontrolę ze strony użytkowników i ubezpieczycieli a nie państwa. Niech będzie np. tak że jak się chce ubezppieczyć budynek to musi być protokół z oględzin instalacji (z 30-40 ptk.) elektrycznej i pomiary. Tm co będą zlecać będzie na tych pomiarach zależało. teraz PIP ma w d… czy ktoś ma pomiary z sufitu czy prawdziwe i ile zapłacił za nie, bo za nic nie odpowiada, jakby w razie nieszczęścia oprócz pomiarowca pociągnęli do odpowiedzialności również sprawdzającego z PIP to całkiem inaczej by podchodzono do sprawy pomiarów.
Pan, ja i reszta forumowców wie że potrzebne są pomiary i to wykonane dobrze (niekoniecznie zgodnie z przepisami).