Elektryka prąd nie tyka

Witam!

Proponuję nowy temat: „Elektryka prąd nie tyka”.

W tym temacie chciałbym zobaczyć wspomnienia (także niesamowitych) sytuacji z życia zawodowego Elektryka o tym, jak „cudem”, lub w wyniku przezorności, uniknięto wypadku porażenia elektrycznego.

Z mojej strony obiecuję kilka ciekawych (moim zdaniem) opowieści.

Pozdrawiam!
Edward W.

PS.:Tworząc ten temat kieruję się zasadą, że życie uczy, jak unikać niepożądanych sytuacji.

Przez 15 lat pracowałem jako monter w brygadzie liniowej ( Linie energetyczne) i w Pogotowiu energetycznym. Opowiadać o kilku sytuacjach które na szczęście przeżyłem mogę długo. Narazie przytoczę przykład mrożący krew w żyłach (ku przestrodze).

Na dojściu linii napowietrznej 15 kV do GPZ wykonywaliśmy wymianę taśm aluminiowycvh w łódkach na izolatorach. Jako,że dochodziło tam koło 10 linii, i każda jednakowo wyglądała, po przejściu do następnego stanowiska najzwyczajniej w świecie stanąłem pod inną linią (pod napięciem).

Po wejściu na połowę wysokości słupa, kolega który był ze mną i stał na dole spokojnie powiedział mi " darecki na dół", Nie pytałem czemu mam zejść poprosty zszedłem na dół. Już podczas schodzenia wiedziałem o co chodzi.

Przyczyny.
Źle oznakowane miejejsce pracy, rutyna montera (najgorsze co może być). Moim z danie w takiej sytuacji każde stanowisko linii unieczynnionej powinno byc oznakowane (np. jakąś horągiewką w jaskrawym kolorze).
No i ppodstawowe co złamaliśmy to to, że z miejsca pracy powinno być widoczne conajmniej jedno uziemienie linii. Jeszcze teraz nóżki robią mi się miękie jak sobie to przypomne, a mineło od tego czsu koło 10 lat.

Ja mialem prawie identyczny przypadek jakis 8 lat temu. Bylem monterem obwodow wtórnych na GPZ-tach. Codziennie na poleceniu wykonywalismy modernizacje kolejnego pola. Po kilku tygodniach rutyna zaczynala dzialac. Poszedlem z tylu pola odpinac kabel sterowniczy z wylacznika S/N. Otworzylem drzwi bedac pewien, ze w dobrym polu i slysze z przodu pola “Edi, do ktorej celki wlazles ?” zrobilo mi sie w tym momencie bardzo cieplo poniewaz glos dochodzil z przodu, ale jakby z przesunieciem jednego pola. Niby miejsce pracy bylo dobrze zrobione chodz przesunela sie barierka o pol pola dalej i dlatego wlazlem w nastepne. Od tamtej pory dopuszczajacemu kazalismy ZAWSZE sciagac drzwiczki z celki w ktorej byla praca oraz wygradzanie miejsca pracy poprzez tasme bialo czerwona…

Następne zdarzenie. W stacji transformatorowej napowietrznej STs 250. 15/0,4 kV, podczas wyjmowania wkładki bezpiecznikowej typu BM zwarły się w szafce szyny nn 0,4 kV.
Poprostu stałem w ogniu. Wyszedłem z tego z poparzoną dłonią i silnie przestraszony. Całe szczęsćie, że nie miałem założonych (wg przepisu powinieniem) rękawic gumowych. Miał bym gumę w skórze. A tak nie mam nawet śladu.
cdn

Witam kolegów na forum

Kolega Edward napisał “Otworzylem drzwi bedac pewien, ze w dobrym polu i slysze z przodu pola “Edi, do ktorej celki wlazles ?” zrobilo mi sie w tym momencie bardzo cieplo” Takie przypadki ja również znam ale u nas problem drzwiczek do pól rozwiązano w ten sposó że każde drzwiczki do cel wyłącznikowych, kablowych, dławików przedziałów szyn są zamykane na kłodki. Z perspektywy kilku lat zastosowania tego rozwiązania mogę powiedzieć że chyba się sprawdziło i może być zastosowane w innych stacjach.

Życzę powodzenia Andrzej

Witam!
Kol. Darek (darsoft) poruszył ciekawy temat: („Całe szczęsćie, że nie miałem założonych (wg przepisu powinieniem) rękawic gumowych. Miał bym gumę w skórze. A tak nie mam nawet śladu.”).
–Jest to typowy przykład, jak stosowanie przepisów może narobić bolesnych kłopotów.
-Teraz już wiemy, jak się chce „przyspawać” Bm-a do szyn nn 0,4kV należy zakładać rękawice spawalnicze i okulary ochronne i kask ochronny.
-Najlepszym rozwiązaniem tego problemu, by unikać takich sytuacji jest montowanie rozłączników bezpiecznikowych n/n.
-Na Targach ENERGETAB 2003 rozmawiałem z przedstawicielami na Polskę Firmy EFEN:
< www.efen.com>
-Innym rozwiązaniem może być zastosowanie rozłączników, tak by Bm-y można było wyjmować w stanie beznapięciowym.
-W rozdzielniach nn nowej generacji nie ma tego typu zagrożenia, bo są rozłączniki.
-Tak widzę ten temat bezpiecznego wyciągania Bm-ów.
-Pozdrawiam!
-Edward W.

Witam!

Teraz opowieść zdarzenia sprzed ponad 20 lat, które ma udowodnić, że pośpiech, to jedna z przyczyn wypadków porażenia elektrycznego.

Jeśli ktoś obsługiwał rozdzielnie szkieletowe nn z wyłącznikami APU-30, to wie jak często się rozregulowywały (-te wyłączniki). Kończyłem dyżur na rannej zmianie i wystąpił problem z załączeniem w/w wyłącznika.

Na kwadrans przed końcem zmiany przybyło dwóch pracowników służb remontowych do regulacji wyłącznika. -Wszystkim się śpieszyło, więc usterkę należało usunąć ruchowo, czyli pod nadzorem „EDKA”. Dodam, że napęd był potrzebny w procesie uruchomienia bloku, więc usterkę należało jak najszybciej usunąć.

Regulacja wyłącznika wymagała wielu prób (cykli załącz-wyłącz). Po każdej nieudanej próbie należało zdjąć napięcie (poprzez otwarcie odłącznika) i po regulacji znowu podać napięcie do kolejnej próby.

Po kolejnej niezbyt udanej próbie załączenia, spytałem czy już może być. Nie usłyszałem odpowiedzi, więc udałem się do tyłu pola nie otwierając odłącznika, bo nie wiedziałem czy mi nie załączą wyłącznika. Jak się zrównałem z końcem rozdzielni i zobaczyłem, że pracownik remontów wchodzi do pola na wyłącznik pod napięciem, to krzyknąłem:
-Gdzie leziesz!?
Ten mój krzyk poskutkował natychmiast, bo on spojrzał na odłącznik i szybko odskoczył.

Przy okazji z wrażenia upuścił klucz płaski, który spadając na miedziane szyny spowodował zwarcie (całkowicie upaliło środkową szynkę, a pozostałe do połowy). Klucz cały powleczony miedzią znalazł się aż na posadzce.

Na szczęście nie było ofiar, bo w porę ostrzegłem. Czułem się częściowo winnym, ale jak Kolega z remontów, podziękował mi za ostrzeżenie, (bo jemu też się śpieszyło), to poczułem się lepiej.

Usuwanie awarii trwało kilka godzin. Nauczony przykrym doświadczeniem, nie idę na układy, nie daję się poganiać.

Pozdrawiam!
Edward W.

witam
kol. EDI:
-Innym rozwiązaniem może być zastosowanie rozłączników, tak by Bm-y można było wyjmować w stanie beznapięciowym.
-W rozdzielniach nn nowej generacji nie ma tego typu zagrożenia, bo są rozłączniki.

no własnie znam taki przypadek gdzie BM-y były poprzedzone wyłącznikiem typu ŁR-400 w rozdzielnii no i własnie otwarcie tegoż wyłacznika spowodowało że cała strona 0.4kV w stacji transformatorowej typu miejskiego poszła z dymem nadmienie, iż wiekowy już wyłącznik przy próbie otwarcia poprostu rozsypał sie powodując zwarcia na systemie szyn całe szczeście, iz monter który właśnie dokonywał przełączeń wyszedł z tego cało bez jakichkolwiek obrażeń. choć wiem że niejest to najbezpieczniejszy sposób wkładanie BM-ów bezpośrednio w podstawy wole jednak tak, uchwyt z przekładkami okulary kask i rekawice dielektryczne.
pzd. Wojtek

Witam!
Do Kol. Wojtka (woytas):
-Ten przykład „rozsypania się wyłącznika typu LR-400 przy próbie otwarcia” świadczy o jego złym stanie technicznym.-Jest to jednocześnie dowód na to, że ten typ ŁR-a powinien być zastąpiony nowszym, bardziej niezawodnym ŁR-em.
-Jeśli już Kol. Wojtek chce stosować rękawice dielektryczne (-jeśli robi to zawodowo), to proponuję koniecznie stosować do nich wkład bawełniany do rękawic „ELSEC” Firmy SECURA B.C (-z Warszawy, tel.0 (prefix) 22 8134569 fax 8132949.)
-Pozdrawiam!
-Edward W.
PS.
-Nie każdy do „tego” używa gumy.

Witam!

Chętnie widziałbym dalsze wypowiedzi Kolegów, które pozwolą nam wyciągnąć odpowiednie wnioski i zastanowić się, jak można na przyszłość coś zaradzić.

„Elektryka prąd nie tyka”, jeśli uczy się na cudzych doświadczeniach (czy błędach) wyciągając odpowiednie wnioski. Tak dawniej było w Energetyce, że każdy wypadek był omawiany w formie szkoleń. Osobiście byłem świadkiem kilku zdarzeń godnych uwagi na Forum, ale ciągle ten ktoś próbuje mnie powstrzymywać przez opowiadaniem na Forum.

Przecież opowiadam o czasach z dawnej epoki, kiedy jako młodym EDEK nie wiedziałem jak się zachować w chwili awarii (pomimo posiadania uprawnień).

Pozdrawiam!
EDI (jako EDEK)

Witam!

Dzisiejszy dzień jest dniem zadumy, wspomnień… Powracają wspomnienia sprzed dwudziestu paru lat. Opowiem, jak dowiedziałem się na własne oczy i przekonałem się na własnej skórze, co oznacza słowo szok.

Wskutek błędnego łączenia, podczas zdejmowania napięcia w polu napędu 6 KV nastąpiło wypalenie pola. Całkowitemu zniszczeniu uległ odłącznik oraz wyłącznik 6 kV (typ WMSWP, jeśli dobrze pamiętam).

Wyłączniki tego typu były bardzo niebezpieczne, bo rozerwana kolumna powodowała wokół spustoszenie, jak rzucony granat. (Zastąpiono je bardziej bezpiecznymi wyłącznikami małoolejowymi z kolumnami w obudowie z tworzywa sztucznego).

Ponieważ pełniłem dyżur na sąsiednich blokach, pierwszy dotarłem do rozdzielni pełnej żrącego, duszącego dymu. Byłem wówczas młodym, bez takich doświadczeń EDEK-iem, więc pierwsze, co miałem zrobić, to poszukać kolegi, który spowodował awarię. Tak też zrobiłem, czyli pochylony nisko obleciałem całą rozdzielnię w koło i z przodu pól, poczym nikogo nie znajdując, wybiegłem na zewnątrz.

Przed rozdzielnią byli już inni Elektrycy i Kierownik Zmiany. Ledwo byłem w stanie powiedzieć, że tam nikogo niema. Ciężko było mi oddychać i plułem krwią. Wtedy mi się dostało „pouczenie”, że powinienem się czołgać, to nie nałykałbym się tej żrącej trucizny i widziałbym lepiej. Mimo to, zauważyłem, że humor poprawił się Kierownikowi Zmiany i kazał wszystkim pozostałym Elektrykom szukać sprawcy awarii (już poza rozdzielnią).

Jakie było zdziwienie, kiedy przyszliśmy na nastawnię bloku, gdzie w kącie za biurkiem siedział sobie spokojnie ów sprawca awarii? Ponoć był w szoku, więc nic nie mówił i nie czepiano się go.

Mnie polecono pić dużo mleka, jako odtrutkę. Oczywiście wcześniej zrobiłem mycie i płukanie gardła. Było to bardzo dawno temu, więc sprawca awarii sam się zwolnił i wyjechał na stałe do Niemiec (ponoć na pochodzenie).

Kierownik Zmiany też zwolnił się po paru latach od tego wydarzenia. Opowiedziałem tę historię, by uświadomić wszystkim Decydentom, że należy wycinać tak niebezpieczne dla obsługi rozdzielnie i zastępować je rozdzielniami nowej generacji. Modernizując pamiętajmy o bezpieczeństwie obsługi.

Witam!

Dzisiaj jedno krótkie opowiadanie sprzed ponad 30 lat. Kolega z Elektrowni opowiedził, jak kiedyś, jego losy zmieniło wydarzenie, które finał miało w sądzie.

Pracując w “Eldomie” przewinął spalony silnik od pralki wirnikowej. Pech chciał, że podczas prania, śmiertelnemu porażeniu uległa właścicielka pralki. Oczywiście Prokurator i długa sprawa w sądzie.

Finał był taki, że szwagier śmiertelnie porażonej, po raz drugi przewinął ten silnk. Zamiast preszpanu użył okładek ze szkolnego zeszytu, bo wyglądały podobnie do preszpanu. Tylko dzięki przyznaniu się w końcu szwagra denatki do amatorskiego przewinięcia silnika , mój Kolega wyszedł z tego niewinny.
Po tym zdarzeniu, został Energetykiem.

Witam!
Ta ostatnia opowieść miała miejsce w kraju, w którym co drugi, to był elektryk.
-A jak jest teraz?
-Mógłbym opowiedzieć kilka ciekawych historii z cyklu “sami zakładamy instalację oświetleniową”, ale mógłbym sobie zaszkodzić w moim środowisku.
-Może ktoś zna takie przykłady, jak nie należy wykonywać instalacji?

Jak dotąd widzę że większość wyszła cało.
Ja miałem przygodę na dźwigu, mały remont instalacji siłowej. Ubrałem gumowe dielektryczne buty, izolowane narzędzia, rękawice dielektryczne i miałem pomocnika na dole do odłanczania napięcia. Gdy juz wszystkie obwody siłowe zostały odłączone i czas było wymienić kilka przewodów pomocnik znikł. Będąc pewny że siła jest odłączona, zły, że brak pomocnika przyklęknąłem i ciach obcęgami (nieizolowanymi) przewód, pech chciał, że pomyliłem się i chwyciłem zasilanie świateł dźwigu. Prąd poleciał z dłoni przez całe ciało do kolana, nawet nie wiem jak mnie oderwało, jak zszedłem z dźwigu, przez miesiąc nie miałem czucia w dłoni, nawet łyżeczki od herbaty nie mogłem utrzymać.
Pośpiech i złość to zły doradca, pomimo starannego przygotowania popełniłem wyjątkową serię błędów, wystarczyło: ubrać rękawice, albo wziąść do ręki izolowane kombinerki lub obcinaczki, albo nie przyklęknąć, albo jeszcze raz sprawdzić przewód. Nigdy wcześniej i tym bardziej póżniej nie przytrafiła mi się taka seria błędów. Do dziś dnia nie wiem skąd na dźwigu znalazły się obcęgi i dlaczego je chwyciłem.

Witam!
-Dlatego panuje zasada, że nawet, jak Cię zdenerwuje przełożony, to nie musisz wykonywać pracy w warunkach zagrażających zdrowiu czy życiu.
-Kilkadziesiąt lat temu o tym pamiętano!
-Teraz to się może źle skończyć, bo czasy nerwowe.
-Warto o tym przypomnieć.

Motto:
Saper i elektryk mylą się tylko raz !
Jeżeli przy wykonywaniu pomiarów elektrycznych
jesteś zdenerwowany, wsadź rękę do kieszeni,
jeżeli jesteś bardzo zdenerwowany, wsadź do kieszeni obie ręce.

Witam

To nie zasada, a Art 210 par. 4 Kodeksu Pracy

Andrzej

Witam Kolegę Andrzeja (elservice) i wszystkich Kolegów na FORUM.
Gdyby Kolega mógł cytować podane przez siebie paragrafy.
Nie każdy ma KP. Przypomina mi się rozprawa sądowa gdy sędzia mówi
“Zamykamy go na 5 lat na podstawie KK par. 777, par. 888 oraz par.999”.

Witam

Kodeks Pracy

Art. 210

Witam Kolegę Andrzeja (elservice) i wszystkich Kolegów na FORUM.

Teraz wiemy o co chodzi. Dzięki.
Kodeks, kodeksem, ale jak pracownik tak powie w prywatnej firmie to może się narazić.
Podobnym przykładem jest absencja chorobowa w pracy. Nie mówię o symulowaniu lecz o tym, że pracownicy z grypą czy na wielkim kacu przychodzą do pracy i szefowi nic o tym nie mówią.
Ps.
Odnośnie cytowania, to wiem że trudno jest przepisywać z książki. Ja jestem w lepszej sytuacji, bo mam wszystkie ustawy i rozporz. oraz kilkanaście norm w PC i szybko kopiuję teksty.